"Kozackie bity" dla Jezusa na rEwolucji w Żywcu

Urszula Rogólska

dodane 29.05.2019 18:49

- Ja mówię: Po co to wszystko? Wy mówicie: Dla Jezusa! Warto żyć Biblią - dla Jezusa! Wiara plus hip-hop - dla Jezusa! - skandowali dziś młodzi z Żywiecczyzny razem z rapującym księdzem Jakubem Bartczakiem podczas Duchowej rEwolucji.

Duchowa rEwolucja w amfiteatrze pod Grojcem. Urszula Rogólska /Foto Gość Duchowa rEwolucja w amfiteatrze pod Grojcem.

Po raz drugi żywiecki amfiteatr pod Grojcem gościł dziś młodzież ze szkół średnich Żywiecczyzny podczas Duchowej rEwolucji - spotkania z Jezusem w Najświętszym Sakramencie, Dobrą Nowiną, świadectwem życia, a także... rapem w wykonaniu ks. Jakuba Bartczaka z Wrocławia oraz Łukasza Bęsia z Jeleniej Góry i RYMcerzy.

- Cieszę się, że dzisiaj spotykamy się na Duchowej rEwolucji z hasłem "Niech nikt nie szuka własnego dobra, lecz dobra bliźniego" - mówił na powitanie Antoni Szlagor burmistrz miasta, które było współorganizatorem spotkania. - W dzisiejszych niezwykle trudnych czasach, czasach nienawiści, hejtu internetowego, czasach wzajemnego obrażania się, to hasło znamienite. I wasza obecność świadczy o tym, że chcecie postępować zgodnie z tym hasłem, że chcemy szukać wszyscy wśród siebie dobra, chcemy czynić to dobro i chcemy, żeby świat był coraz lepszy i bardziej otwarty na Boga, na naszą duchową przemianę.

Z kolei ks. Grzegorz Gruszecki, proboszcz parafii konkatedralnej Narodzenia NMP podkreślił: - Chciałem wam bardzo podziękować, że przyszliście na spotkanie. Bo to jest takie specyficzne i specjalne spotkanie. Nie tylko z ludźmi, którzy chcą wam coś powiedzieć i przekazać, ale przede wszystkim spotkanie z Panem Jezusem, który jest pośród nas żywy i obecny. On zachęca nas do ciągłej przemiany. Jest gwarantem prawdziwego szczęścia. Życzę, żeby się wam udało Go tutaj spotkać, odkryć i z całego serca z nim zaprzyjaźnić.

Duchowa rEwolucja w amfiteatrze pod Grojcem.   Urszula Rogólska /Foto Gość Duchowa rEwolucja w amfiteatrze pod Grojcem.

Okazją do tego autentycznego spotkania stałą się zaraz po słowach ks. Gruszeckiego adoracja Najświętszego Sakramentu, który wniósł na scenę amfiteatru ks. Jerzy Łukowicz, koordynator żywieckiej rEwolucji. Do wspólnego uwielbiania Jezusa i oddania Mu swojego życia zaprosiła jawiszowicka wspólnota Krzew Winny. A podczas modlitwy i całego spotkania, na koronie amfiteatru ustawiono konfesjonały - każdy w dowolnej chwili mógł skorzystać z sakramentu spowiedzi.

Pierwszym gościem żywieckiego spotkania, który podzielił się świadectwem swojego życia, miłości do do Pana Boga i Kościoła był ks. Jakub Bartczak. opowiedział o sobie w oryginalny sposób - rapując do - jak sam mówił "najbardziej kozackich bitów". - Będę opowiadał o Panu Bogu w dość nietypowy sposób - przez zajawkę hip-hopową. Ale - szczerze, choć bity mam prawdziwe sztosy i przekozaki prosto z plebanii, to występ po Panu Jezusie, jest niczym w porównaniu z Nim. Bo od niego wszystko bierze początek - zaczął ks. Bartczak i natychmiast zaprosił młodych do wspólnego wyznania wiary po rapersku:

Mówił: - W Boga i prawdę… a młodzi odpowiadali:
                                                       - Po prostu wierzę!
Coraz mocniej, uparcie - po prostu wierzę.
Mówią, że tak łatwiej - po prostu wierzę.
Inaczej nie potrafię - po prostu wierzę.

Do kolejnych rytmów, które nazwał "kozackimi bitami", rapował świadectwo swojego życia. - Bardzo mocno wierzę w Jezusa, który jest obecny w Najświętszym Sakramencie. Przyznam się wam, że jestem zwykłym typkiem z osiedla - mówił dodając, że gdyby nie spotkał Jezusa, jego rap byłby zupełnie inny - wstydziłby się za teksty, które tworzył jeszcze w 1998 roku, kiedy zaczynał z nim przygodę.

Opowiadał o tym jak Jezus uratował mu życie. Zawsze był wierzący - ale od czasu do czasu, a już na pewno nie w piątkowe wieczory. Gdy był dzieckiem, w wypadku zginął jego tata. Wtedy zaczął z Bogiem rozmawiać jak z tatą. Najmocniejsze spotkanie z Jezusem przeżył w 2002 roku, kiedy po wypadku na deskorolce jego młodszy brat zapadł na siedem tygodni w śpiączkę. Nie udało się go uratować – zmarł.

- Co mnie uratowało? To, że byłem wierzący. Wszystko przestało być ważne. Cała nadzieja została mi w Bogu, prawdziwie obecnym w kawałku chleba - mówił ks. Jakub. - Siedem tygodni prosiłem Pana Boga, żeby brat wyzdrowiał. Niestety zmarł. Trudno mi było to zrozumieć, nawet teraz mi trudno, ale zaczynam odkrywać w tym Bożą naukę. Uświadomiłem sobie, że Bóg nie jest złotą rybką. Że chce od nas jednej jednej rzeczy - żebyśmy przeszli przez życie w sposób szczęśliwy i żebyśmy szli przez życie dobrze. Ja bardzo wierze w niebo i to czego oczekuję od Jezusa, to życia wiecznego.

Ksiądz dzielił się historią swojego powołania, jak po raz pierwszy o kapłaństwie usłyszał w... konfesjonale. Wbrew kolegom i temu jak żył do tej pory, postanowił żyć na maksa. Od 12 lat jest księdzem i jak mówił, to najpiękniejsze 12 lat jego życia.

Nawiązując do tematu spotkania, dobra, zaznaczył: - Życzę wam, żebyście tę prawdę, co znaczy być człowiekiem szczęśliwym, odnaleźli w Jezusie Chrystusie. Kościół daje nam wszystkie możliwości, byśmy się mogli zachwycić Bogiem naprawdę. Tyle ostatnio możemy usłyszeć w mediach o Kościele. Ale tak naprawdę istotą Kościoła jest sam Bóg - podkreślił. - My wszyscy jesteśmy Kościołem. Wy, będąc tu, teraz, możecie coś powiedzieć o Kościele - bo wy jesteście Kościołem najbardziej. Bo to, co jest między wami, a Bogiem tworzy Kościół, każda sekunda, którą spędzacie przed Chrystusem.

Odnosząc się do swojej pasji, którą zdobył serca młodych w amfiteatrze, zaznaczył: - Czy mu rzeczywiście przychodzimy do kościoła po rap, po break dance, po teatr?! Czy proboszcz ma się spuścić po linie i zatańczyć break dance? Czy przychodzimy po to do Kościoła, czy po to, żeby się Panem Bogiem nakarmić? Najpiękniejsze w kościele jest to, że możemy w nim doświadczyć Pana Boga. Życzę wam, żebyście widzieli Pana Jezusa ponad wszystko co ludzkie.

Ks. Bartczak zaprosił uczestników spotkania do dzielenia się dobrem, którego doświadczyli w Kościele - w zamian wręczał swoją płytę. Nie brakowało chętnych, którzy chcieli mówić o dobru. Znalazła się i jedna wypowiedź jednego z chłopaków, który stwierdził, że jest ateistą, ale podoba mu się to, co i jak mówi ks. Jakub. Ksiądz-raper zaprosił wtedy wszystkich obecnych do modlitwy za chłopaka za wstawiennictwem Maryi.

Na tym nie skończyło się rapowanie dla Jezusa. Po ks. Jakubie, młodzi powitali rapera Łukasza Bęsia. W wieku 14 lat trafił po raz pierwszy na "melanż" w rodzinnej Jeleniej Górze - trwającą od 4 dni imprezę urodzinową jednego z kumpli brata. Zaczął imprezować razem z nimi. Jedynie od mamy słyszał: - Nie masz prawa niszczyć swojego życia...

Żywieccy duszpasterze towarzyszyli młodzieży podczas Duchowej rEwolucji.   Urszula Rogólska /Foto Gość Żywieccy duszpasterze towarzyszyli młodzieży podczas Duchowej rEwolucji.

Po roku kumple brata zaprosili go na imprezę, gdzie poznał dilerów marihuany, kokainy i amfetaminy i po raz pierwszy sięgnął po narkotyki. Kiedy Bęsiu zaimprezował pod Wrocławiem, na imprezie w Jeleniej Górze był 13-letni chłopak. Dla żartu podali mu LSD. Chcieli zobaczyć jak się będzie głupio zachowywał. Chłopak wyskoczył z 10 piętra. Zginął. - Stary, nie wiedziałem, że tak będzie - opowiadali dilerzy, kumple, którzy dali małolatowi kwas. W tydzień po pogrzebie, mówili: weź, wyrzuć to z pamięci, imprezujemy dalej.

Na 18. urodziny, w prezencie od mamy Bęsiu dostał wakacje w Chorwacji. Już w autokarze się dowiedział, że trafił na pielgrzymkę do Medjugorje i odbywający się tam od 1 do 6 sierpnia Festiwal Młodych, z udziałem 60 tys. osób z całego świata. W przedostatni festiwalowy dzień poszedł z mamą na adorację Najświętszego Sakramentu. Klęczał, choć bolały go kolana i zrobił coś, czego nie zrobił nigdy wcześniej. Powiedział: - Panie Boże, jeśli jesteś, to mi to udowodnij.

Na prośbę mamy poszedł do spowiedzi, w której nie był od lat. Rozmawiał z księdzem półtorej godziny. Po spowiedzi poczuł, ze jest częścią tego 60-tysięcznego tłumu. Pierwszy raz w życiu czuł się wolny. Bał się powrotu do Polski. Posłuchał jeszcze konferencji, że Jezus umarł za nas, aby nam dać życie wieczne - wieczną ucztę bez limitu. Podjął decyzję - wchodzę w to. - Miałem tylko jeden problem: wstyd. A oni tam się nie wstydzili! Na mojej dzielnicy każdy się wstydzi Boga. Pomyślałem: Boże, moje życie musi się zmienić. Jeśli jesteś realnym Bogiem i masz moc, wyrwij mnie z tego…

Po powrocie Bęsia do Polski, kumple już szykowali się na imprezę z pierwszym melanżownikiem. Prosił Boga o pomoc, żeby mógł powiedział: nie. Udało się. Poszedł do kościoła. Tam spotkał przerażone nieco jego obecnością starsze panie. Po Mszy św. dowiedział się, że to koleżanki mamy, które od roku odmawiają za niego Różaniec i Koronkę do Bożego Miłosierdzia… Bęsiu podkreśla jak bardzo każdy z nas  jest wyjątkowy w oczach Boga, który - jeśli tylko człowiek chce, poprowadzi jego życie. Wybór Jezusa jako Pana i Zbawiciela był najlepszą decyzją w jego życiu. Bo jeśli Go wybierzesz, da ci wszystko - prawdziwych przyjaciół, rodzinę, wszystko, czego potrzebujesz... -

Na finał Duchowej rEwolucji z koncertem chrześcijańskiego rocka wystąpiła żywiecka grupa Let Him Run, która 25 listopada 2018 r. podczas festiwalu Chrześcijańskie Granie w Warszawie zdobyła tytuł Debiutu Roku 2018 i nagrodę publiczności.

Koordynatorem żywieckiej Duchowej rEwolucji był ks. Jerzy Łukowicz z konkatedralnej parafii Narodzenia NMP, a logistycznie wsparli go: Barbara Kruczyńska z urzędu miasta, Magda Molenda z żywieckiego Klubu Inteligencji Katolickiej oraz Anna Piątek-Góra i wolontariusze z SP 3.