Odpowiedź na braki

Grzegorz Brożek

dodane 02.01.2019 06:00

Księża mówią dziś, że często młodzież do Kościoła trzeba ze świata po prostu wyrywać.

Młodzi sami poprowadzili też pracę w grupach, których nazwy zaczerpnęli z Biblii. Grzegorz Brożek /Foto Gość Młodzi sami poprowadzili też pracę w grupach, których nazwy zaczerpnęli z Biblii.

Sytuacja wygląda tak, że wszędzie jest jakaś grupa zaangażowanych. Zdecydowanie coraz trudniej do tej grupy zaprosić innych – opowiada 16-letnia Ania Garncarz z Zabawy. Dlatego niektórzy widzą w topniejących grupach młodzieżowych symptom kolejnego kryzysu. – Mamy delikatne załamanie. Było nas 60 w dwóch grupach, a teraz jest jedna grupa i połowa osób. A przecież robimy to, co dotąd, mamy tego samego księdza – przyznaje Kamila Ząbek ze Szczucina.

Ksiądz Marek Zembura z Dąbrowy Tarnowskiej mówi, że w minionym roku miał ponad 90 osób przygotowujących się do bierzmowania w programie „Młodzi na progu”. – Przeżyli rekolekcje, towarzyszyła im jakaś euforia, radość, ale emocje opadły i zostało z całej grupy może 6 osób – przyznaje. Gdzie jest problem? Zabiegając o akceptację w grupie rówieśniczej, młodzi poddają się dyktatowi liderów, a są nimi z reguły ci, którzy proponują „sex, drugs and rock’n’roll”, luzacki styl. – Działa to tak, że jeśli nie chcesz być gorszy, wyśmiewany, to musisz płynąć z tym prądem – dodaje Kamila.

Wyzwania wiążą się z przejściem do nowej szkoły. – Bo to są nowe znajomości, nowe środowisko. Wielu chce wskoczyć do tej tzw. elity. Taka grupa znajduje też często jakąś swoją ofiarę, której uprzykrza życie – opowiada Szymon Ptaśnik z Zabawy. Pod naciskiem rówieśniczego środowiska młodzi nie przyjdą do duszpasterstwa, ale pójdą na imprezę, bo chcą być postrzegani jako ci lepsi. Po drugie – mają trudności z przyznaniem się do Boga, bo boją się, że zostaną wyśmiani.

– Kłopot jest też inny. Jeśli w rodzinie życie wiarą ogranicza się do jednej godziny w tygodniu, odfajkowania obecności na niedzielnej Mszy św., a potem życie wraca do „normy”, a nią niestety bywają czasem tarcia, kłótnie, brak miłości, to młodzi dochodzą do wniosku, że taka wiara jest nieautentyczna – przyznaje ks. Zembura.

W Szczucinie 1 grudnia odbyło się okręgowe spotkanie młodzieży. Po adoracji w kościele uczestnicy spotkali się w hali sportowej. Zanim zaczęły się andrzejkowe tańce, młodzi wysłuchali świadectw i pracowali w grupach, rozmawiając o swoim zaangażowaniu w parafii. – Postanowiliśmy jeszcze większy akcent położyć na duchowość, formację podczas naszych okręgowych spotkań – przyznaje ks. Tomasz Franczak, duszpasterz młodych ze Szczucina. Hasłem spotkania były słowa „Parafia domem młodych”, a nawiązują one do trwającego V Synodu Diecezji Tarnowskiej. – Dla młodych wielkie znaczenie ma to, że ich koledzy wychodzą i mówią o swej wierze, zaangażowaniu w parafię, prowadzą spotkania. To ich ośmiela, dodaje odwagi – mówi ks. Zembura.

Nie tylko treść, ale i forma ma znaczenie. – Jeżeli ktoś może pociągnąć młodego człowieka do Boga i Kościoła, to kolega i koleżanka – uważa Szymon.

Czego młodzi oczekują dla siebie w Kościele? – Akceptacji, tolerancji, szacunku, szczerości, zaufania, przyjaźni. Tego brak im w życiu, tego oczekują od wspólnoty – mówią młodzi. – Najpiękniejsze jest to, że to wszystko w Kościele już jest. Tylko trzeba pozwolić się do niego przyprowadzić – dodaje ks. Marek Zembura.

Świadectwa

Dawid Sowa – Od III klasy szkoły podstawowej byłem ministrantem, potem lektorem, teraz jestem ceremoniarzem. Pomagam młodszym chłopakom uczyć się posługi przy ołtarzu. Potem dowiedziałem się, że jest KSM, i zacząłem chodzić na spotkania, równolegle zainteresowałem się grupą Wincentyńskiej Młodzieży Maryjnej. W parafii, Kościele znajduję prawdziwą wspólnotę: możemy ze sobą o wszystkim porozmawiać, możemy sobie zaufać, mamy do kogo pójść i zostaniemy wysłuchani. Przede wszystkim wspólnota jest miejscem duchowego wzrostu, miejscem czytania Pisma Świętego. Znalazłem miejsce w parafii.

Kuba Magiera – Byłem lektorem, ale nie angażowałem się poza tym w parafii. Zmieniło się to w czasie jednego wyjazdu. Przyszedł nowy ksiądz i pojechaliśmy na rekolekcje w kajakach. Liczyliśmy tylko na fajny wypoczynek i nie zapowiadało się, że może się stać coś ważnego. Tymczasem ten tydzień na jeziorach był jednym z najbardziej owocnych tygodni w moim życiu. Tam poznałem ludzi, którzy namówili mnie na KSM. W programie „Młodzi na progu” przygotowywałem się do bierzmowania. Teraz sam pomagam innym. Cieszę się, że odnalazłem swoje miejsce w parafii i że mogę robić to, co chcę i kocham.