Szkoła otwartych oczu

Agata Combik; Gość wrocławski 47/2017

dodane 08.12.2018 06:00

Czy patrząc na kamienice wrocławskiego Nadodrza, można zachwycić się konstrukcją rzymskich akweduktów, a notując coś w zeszycie, pamiętać o pięknie napisu na kolumnie Trajana?

Szkoła otwartych oczu Agata Combik /Foto Gość Wykłady Grażyny Strykowskiej to lekcja czytania ze zrozumieniem – nie tylko tekstów, ale i świata obrazów.

Owszem. Doświadczają tego słuchacze wykładów, jakie w Instytucie Duchowości Karmel przy ul. Ołbińskiej we Wrocławiu prowadzi Grażyna Strykowska – artystka z Poznania zajmująca się malarstwem, rysunkiem, projektowaniem witraży. „»Piękno jest kształtem łaski« – o prawdziwej sztuce w dziejach” – taki tytuł cyklu wykładów poznańskiej malarki widnieje w programie zajęć. To coś więcej niż historia sztuki.

Kreski czar

Pierwszemu listopadowemu spotkaniu towarzyszy hasło „Oto, co utraciliśmy”. – Smak utraciliśmy – mówi G. Strykowska. – Smak, który bierze się z obcowania ze sztuką, w której trwa ciągłość dziedzictwa wieków. Chcę ukazać jej dzieje, począwszy od starożytności, ze szczególnym uwzględnieniem średniowiecza, które wbrew stereotypom nie jest „ciemne”. Jest jasne, piękne, bogate.

Taka wiedza daje narzędzie percepcji choćby podczas spaceru ulicą. Przykład? Wystarczy uważnie obejrzeć zwieńczenia bram starych kamienic i ich elewacje, tzw. boniowanie, naśladujące kamienne bloki. Te nad wejściami czasem przypominają kawałki tortu – przywołują konstrukcyjne zmagania starożytnych budowniczych wznoszących łuki bez użycia zaprawy, jak w akweduktach. Artystka rysuje starannie literę „s”. – Gdy wiedziemy linię ku górze, jest lekka, cieńsza; gdy w dół – cięższa, grubsza – mówi. I pokazuje tablicę z kolumny Trajana w Rzymie, wypełnioną rzędami liter – zauważa, że z antykwy rzymskiej wywodzi się nasze liternictwo.

– Każdy z nas ma swój styl pisma. Nasze litery są ważne, ujawniamy w nich nasz świat, porządek, w jakim żyjemy – opowiada. Czy pamiętamy kaligraficzny kunszt przodków? Na dawnych pocztówkach, nawet tych pisanych z okopów I wojny światowej, widać wielką dbałość o estetykę tekstu. A dziś? Piękno liter odsyła dalej – ku biegowi kresek na rysunkach artystki i… pięknu gestów, ruchu ciała człowieka. – Kocham rysunek, ponieważ w nim nie można zrobić błędu. Niektórzy rysunek „rzeźbią”, stosując dużo światłocieni, technicznych zabiegów. Ja prowadzę jedną kreskę – tak, jak piszemy literę. Albo będzie to trafione na „plus 10” (mam skalę od „–10” do „+10”), albo nie – mówi.

Nici od korzeni

G. Strykowska z upodobaniem ukazuje taniec. Na jej wystawie „Piety i tancerze” roztańczone sylwetki jakby płynnie prowadzą ku obrazom sakralnym. Pytana o więzi między tańcem, gestem a modlitwą mówi o charakterystycznych dla dawnej sztuki sylwetkach orantki czy scenach „Noli me tangere” (Nie dotykaj mnie) – spotkaniach ze Zmartwychwstałym, wspomina o Mireille Negre – współczesnej tancerce wplatającej taniec w spotkanie z Bogiem. Czego uczy artystka? Patrzenia na świat otwartymi, „myślącymi” oczyma, uważności. Tego, że znaczenie mają spotykane jeszcze czasem w kościołach białe obrusiki na balaskach (krochmalone i zdobione mereżką – dodaje), poza ciała, jaką się przyjmuje przy składaniu życzeń świątecznych, forma SMS-ów.

A przede wszystkim – wiedza. O pięknie naczyń z czasów Chrystusa odnalezionych w Pompejach – świadectwie bogactwa kultury Jego czasów, o tym, jak Biblia „wcielała” się w kulturę Europy... – Zapraszam słuchaczy na spacer po obszarach sztuki i kultury, szczególnie klasycznej, która legła u podstaw naszej cywilizacji – wyjaśnia. – Żeby zrozumieć dzisiejszy niepokój wokół zjawisk kulturowych, trzeba umieć chociaż prowizorycznie pociągnąć te nici od korzeni. Prowadzą one do zrozumienia, jak się to wszystko kształtowało, gdzie leżą promieniujące pięknem wezwania, a gdzie zjawiska, które potem owocują anty- sztuką.

Wielkim autorytetem dla G. Strykowskiej jest prof. Henryk Kiereś, filozof ze szkoły prof. o. Alberta Krąpca z KUL. Fascynuje ją twórczość XV-wiecznego malarza Piera della Francesca. – Cywilizacja łacińska jest oparta na filozofii greckiej, prawie rzymskim i chrześcijaństwie. Trzeba je poznawać. Trzeba mówić o dobru, prawdzie, pięknie; w sztuce dążyć do prostoty, mądrości, syntezy – podkreśla.

– Czytam „Historię chrześcijaństwa” Warrena H. Carrolla. Koledzy się dziwią, dlaczego nie „zwykłą” historię Europy – mówi. – A ja pytam: czy jest jakaś inna historia naszej kultury niż historia chrześcijaństwa?