Spotkanie z Bogiem

WIARA.PL |

dodane 16.11.2018 06:00

Filozofowie przed Jezusem Chrystusem i po Jezusie Chrystusie jedynie objaśniali świat. Objaśniali świat i objaśniali śmierć. Jedynie Chrystus przyszedł i chciał nie tyle objaśnić śmierć, ile przezwyciężyć śmierć. I to jest coś wielkiego!

Spotkanie z Bogiem Roman Koszowski /Foto Gość Grób ks. Józefa Tischnera w Łopusznej

Fragment książki "Alfabet duszy i ciała" (wybór tekstów ks. Józefa Tischnera dokonany przez Wojciecha Bonowicza) publikujemy za zgodą wydawnictwa ZNAK.

Spotkanie z Bogiem   www.znak.com.pl ks. Józef Tischner: "Alfabet duszy i ciała". Wydawnictwo ZNAK Są w życiu ludzkim (…) dwa rodzaje spotkań z Bogiem. Jedno takie, kiedy człowiek wyciąga rękę i mówi: Boże, daj; Boże, poradź, uzdrów; Boże, zrób jakiś cud. Jesteś bogactwem, jesteś potęgą, wszystko możesz. To są spotkania najczęstsze. Ludzie przychodzą do Boga jako do wielkiego bogactwa – z wyciągniętą ręką. Ale są inne spotkania z Bogiem, takie trochę podobne do betlejemskich, gdzie ludzie przychodzą nie po to, ażeby Bóg dał, ale po to, ażeby oni coś Bogu ze siebie dali. Przy tych drugich spotkaniach dzieje się coś przedziwnego. Ludzie ubodzy nagle odkrywają, że są bogaci. Ci, którzy nie mają nic, są przekonani, że mogą jeszcze bardzo dużo ze siebie Bogu dać. Ci, którzy cierpią biedę, nagle czują się lepsi od samych siebie. To jest bardzo ważne. Są takie spotkania z Bogiem, w których człowiek nagle, spotykając Boga, czuje się lepszy od samego siebie. Czuje, że może więcej, niż mu się dotąd wydawało. (Wiara ze słuchania, 286)

***

W świecie istnieją ślady Boga – Boga jako Stwórcy. Ale Bóg żywy, żywy Zbawiciel, jest między nami o tyle, o ile został wybrany. Można Boga wybrać i można Boga nie wybrać. Jeśli Boga nie wybierzemy, nie będzie Go wśród nas. Jest w tym odkrycie i wielkie dowartościowanie naszej wolności. Bóg jest wśród nas na miarę naszego wyboru. Bóg pomaga nam łaską w dokonaniu tego wyboru. Ale łaska nie zmusza nikogo do tego, aby wybór został dokonany. Człowiek wybiera: wybierają ludzie, wybierają rodziny, wybierają narody. Jeśli nie wybiorą, Boga nie będzie wśród ludzi. (…) Bóg przychodzi poprzez ludzką wolność. (Wiara ze słuchania, 78)

***

Na co dzień Bóg jest dla mnie przede wszystkim Chrystusem. My, chrześcijanie, jesteśmy w uprzywilejowanej sytuacji, bo zamiast mówić o abstraktach i żyć abstraktami, możemy na przykładzie Chrystusa mówić o konkretach. Odpowiedzią na pytanie, kim On jest, w moim wypadku mogłoby być przywołanie tych fragmentów Ewangelii, do których najchętniej powracam. Są to teksty eucharystyczne: zapowiedź Eucharystii, następujące potem sceny odejścia ludzi, ustanowienie Eucharystii i związana z tym symbolika, czyli – Bóg między nami. (Przekonać Pana Boga, 5)

***

Co nas uderza przede wszystkim w życiu Jezusa Chrystusa? Uderza nas jakaś głęboka logika Jego czynów. Jego życie składało się z miliona odrębnych czynów, ale bez żadnej przesady możemy to życie nazwać jednym wielkim czynem, bo te wszystkie drobne czyny układały się w jeden logiczny, zwarty rząd. Wszystko w tym wielkim czynie Jezusa Chrystusa było razem ze sobą splecione. Najbardziej paradoksalne rzeczy były przeniknięte jedną integrującą ideą. (…)

O co właściwie Chrystusowi chodziło? (…) Oto świat w swoim rozwoju stanął nad przepaścią śmierci. Ludzie stanęli nad przepaścią śmierci. I trzeba temu światu wszczepić nowe życie. Kto to życie wszczepi światu? Jedynie Bóg. Ale człowiek, świat jest z Bogiem skłócony. I oto syn cieśli z Nazaretu podejmuje wielką decyzję: że On przez swój życiowy czyn te dwie skłócone rzeczywistości ze sobą pogodzi. I przez Niego tej umierającej ludzkości jakieś życie zostaje zaszczepione. Jakie życie? Powiedzmy: tajemnicze życie. (…)

Filozofowie przed Jezusem Chrystusem i po Jezusie Chrystusie jedynie objaśniali świat. Objaśniali świat i objaśniali śmierć. Jedynie Chrystus przyszedł i chciał nie tyle objaśnić śmierć, ile przezwyciężyć śmierć. I to jest coś wielkiego! (Nadzieja czeka na słowo, 15–18)

***

Są takie momenty, kiedy się widzi, że ma się na swojej drodze kogoś drugiego. I to kogoś takiego, kto ten odcinek drogi przeszedł pierwszy. Jest o parę kroków do przodu. Na tym polega chrystianizm jako więź z Chrystusem. To jest bardzo swoiste przeżycie, niesłusznie zwane przeżyciem mistycznym. Moim zdaniem jest to po prostu szalenie ludzkie przeżycie. Mamy je wobec ojca, wobec matki, wobec najbliższych towarzyszy naszego dramatu. I nagle pojawia się towarzysz wszystkich towarzyszy, który kiedyś gdzieś powiedział: „nie bójcie się”. Wtedy człowiek przestaje się bać… (Między Panem a Plebanem, 365)

***

Świat nie jest najlepiej urządzony. Wielu ludzi o tym wiedziało i my też o tym wiemy. I wielu bardzo mądrych ludzi usiłowało rehabilitować Boga za świat, który stworzył. Od czasów Platona do czasów Gottfrieda Leibniza najtęższe umysły ludzkie wysilały się w tym celu, aby zrehabilitować Boga za zło i niedoskonałości, jakie na Jego świecie istnieją. A wszystkie wysiłki zmierzały do tego, aby za wszystko zło, jakie na świecie jest, odpowiedzialnym uczynić ludzką wolność. To człowiek miał być winny złu i grzechowi na świecie istniejącemu. I Chrystus, zdaje się, w swoisty sposób także dotknął tego wielkiego nieśmiertelnego zagadnienia: kto jest winny temu, że na świecie jest zło, że świat jest taki jaki jest?

Chrystus mówi, że miłość leżała u podstaw wcielenia. „Bóg tak umiłował świat, że Syna swego umiłowanego dał…” Miłość! Ale wydaje się, że nie tylko ta miłość Ojca do ludzi była u podstaw wcielenia. Wydaje się, że istniała tam także inna miłość: miłość Syna do Ojca. Syn zdecydował się na wcielenie dlatego, aby przez swój akt wcielenia „zrehabilitować” Ojca za świat, który stworzył. Od tego czasu wszystkie pięści, które z ziemi do nieba się podnoszą, aby Bogu grozić za zło na świecie istniejące, zatrzymują się na Jego krzyżu. Wielka idea, wielka koncepcja: nie teorią, nie słowem, ale czynem „rehabilitować” Boga za świat, który stworzył. (…) Bóg jest miłością. Bóg, stwarzając świat, nie popełnił grzechu. Bóg stworzył świat z miłości. Od początku do końca Chrystus będzie to ludziom powtarzał: akt stworzenia nie jest aktem upadku Boga, lecz aktem ukochania przez Boga ludzi i istnienia. (Nadzieja czeka na słowo, 37–38)

***

Błogosławieństwa są pieśnią, którą śpiewa Bóg, chwaląc swoje stworzenie. W modlitwie to człowiek wyśpiewuje pieśń chwały Bogu, a tu jest odwrotnie. To Bóg mówi: błogosławieni… Błogosławieni, czyli godni zachwytu, naprawdę wielcy i wspaniali. (…) Bóg jak gdyby formułuje przykazania w stosunku do samego siebie, a nie do ludzi. Nie nakazuje: bądź ubogi…, tylko opowiada, czym się zachwycił. Skoro się zachwycił, nie może potępić i – tym samym – w pewien sposób zobowiązuje siebie. (Przekonać Pana Boga, 206)

***

Zazwyczaj mówi się tak: człowiek poszukuje pełnego szczęścia, ale na tej ziemi znaleźć go nie może, więc „otwiera się” na Boga. Wynika z tego, że wiara jest ściśle powiązana z pragnieniem szczęścia – jest owocem tego pragnienia. (…) Spotykając te i tym podobne propozycje, czuję narastający we mnie protest. Myślę sobie: kto tak szuka, nigdy nie znajdzie. „Otworzy się” na szczęście i… rozminie z łaską. Przydarzy mu się to, co przydarzyło się Oblubienicy z Pieśni nad pieśniami: otwarła na oścież drzwi swego domostwa i Oblubieniec odszedł. Dlaczego?

Z prostego powodu: kto się otwiera, wyznacza miarę Oblubieńcowi. Kto chce widzieć, chce zamknąć Boga w obszarze własnych źrenic; kto chce słyszeć, nagina Jego głos do głosów tego świata. Cóż z tego, że usłyszy i zobaczy, skoro ten, kogo zobaczy i usłyszy, nie będzie już Bogiem? Złudzenie Boga weźmie za Boga. Dlatego temu, kto mi mówi, że szuka Boga i nie znajduje Boga, mam ochotę powiedzieć: może lepiej przestań.

Stosunek między wiarą a szukaniem jest odwrotny, niż się zazwyczaj wydaje. To nie poszukiwanie wiary jest źródłem wiary, ale wiara jest źródłem poszukiwania. Nikt nie szuka, nie wierząc, że znajdzie. Szuka ten, kto wierzy. Z pewnością nie szuka wtedy swego nieszczęścia. Ale musi być gotowy nawet na nieszczęście. Bóg przychodzi nie tylko jako szczęście nieszczęśliwych, ale również jako nieszczęście szczęśliwych. Miary ludzkiego szczęścia nie są miarami Boga. (Zrozumieć własną wiarę, 15–16)

***

Święty Jan od Krzyża pisze bardzo surowo o tym, że dusza, która chce spotkać Boga, musi wykreślić, wyrzucić z siebie wszystko to, co było dotąd. Musi przekreślić swoją pamięć. Musi przekreślić pamięć dlatego, że Pan Bóg przychodzi do człowieka zawsze inaczej, niż przychodził dotychczas. Żadne słowo nie może zamknąć Boga i Jego bogactwa. Żadne duchowe przeżycie, żaden zachwyt duchowy nie może Boga ogarnąć. I dlatego człowiek, który przywiązał się do jakiegoś jednego słowa, do jakiegoś jednego zachwytu, zostałby, jak ten wędrowiec na drodze, przywiązany do jednego widoku. (Wiara ze słuchania, 59)

***

Chrystus odszedł. Wydarzenie Odkupienia na krzyżu dokonało się (…) Co pozostało? Pozostał głos Nieobecnego. My wiemy, że głosy nieobecnych są czasami o wiele mocniejsze od głosów obecnych. Groby mają dziwną moc przemawiania. Pozostał więc po Chrystusie głos. Głos, który starał się mówić: „Jeżeli chcesz, możesz…” (…) Nie ma przymusu. Im większa wartość, tym większa wolność. Im bardziej boski jest Bóg, tym większą wolność ma Piotr. „Jeżeli chcesz, możesz, ale nie musisz”. Odkupienie przynosi ze sobą doświadczenie wolności. Najgłębsze z możliwych doświadczenie wolności. (Nadzieja czeka na słowo, 130)

Tagi: