Jak AMEN w pacierzu

ks. Rafał Starkowicz

GOSC.PL |

publikacja 31.10.2018 05:15

– Wspólnota mocno wpisuje się w moją codzienność. Jest poniedziałek – jest „Amen”. Daje mi to pewność i poczucie stabilizacji – mówi Ania Zochowska.

W cotygodniowych spotkaniach wspólnoty uczestniczy ponad 30 osób. ks. Rafał Starkowicz /foto gość W cotygodniowych spotkaniach wspólnoty uczestniczy ponad 30 osób.

Wspólnota postakademicka „Amen” w przymorskiej parafii św. Brata Alberta powstała właściwie już ponad dwa lata temu. Zarówno proboszcz ks. kan. Grzegorz Stolczyk, jak i opiekun grupy ks. Mateusz Konkol podkreślają, że to zupełnie oddolna inicjatywa. – Pewnego dnia pojawiło się u mnie kilka osób, które wyrosły z naszego Duszpasterstwa Akademickiego „Lux Cordis”. Kilka z nich było także po zewnętrznej formacji. To byli ludzie, którzy skończyli studia kilka lat wcześniej. Poprosili o księdza – wspomina ks. Stolczyk. Proboszcza bardzo ucieszyła ta inicjatywa, bo pokazuje, że młodzi ludzie chcą pogłębiać swoją wiarę. Do tego stworzona przez nich grupa jest swoistym uzupełnieniem propozycji duszpasterskiej, z jaką do wiernych wychodzi parafia.

Ks. Stolczyk zaznacza, że w parafii działają duszpasterstwa przeznaczone dla wszystkich grup wiekowych. Ludzie chętnie korzystają z formacji i sami włączają się w przeróżne przedsięwzięcia. Cieszy go także fakt, że mimo ogólnopolskich tendencji w jego kościele od lat nie ubywa wiernych. – Trzeba jednak przyznać, że młodzież po studiach to grupa w Kościele „niedopieszczona”. My, księża, czasem zwyczajnie nie mamy pomysłów, w jaki sposób do niej dotrzeć, czasem myślimy sobie, że ludzie w tym wieku nie mają czasu, bo pracują zawodowo. A oni zwyczajnie potrzebują duchowej strawy, żeby nie pogubić się w otaczającym ich świecie – dodaje ks. Stolczyk. Z radością przydzielił więc do opieki nad starszą młodzieżą pracującego wówczas w parafii ks. Krzysztofa Borysewicza. Przez rok działali nieoficjalnie. Wypracowywali formułę spotkań. Obecnie informacje o spotkaniach można znaleźć w ogłoszeniach parafialnych. – Ważne, że nie jest to jakieś towarzystwo wzajemnej adoracji. Na spotkania przychodzi po 30 osób. I ciągle pojawiają się nowi. Wielu z nich przychodzi tylko dlatego, że o wspólnocie „Amen” usłyszeli w ogłoszeniach bądź przeczytali na stronie internetowej. Bo oni właśnie niedawno „wyszli z podziemia”.

Różne drogi

Każdy z nich jest inny. Każdy przybył do Trójmiasta z innego regionu. Mają różne historie. Połączył ich jednak fakt skończenia uczelni na Wybrzeżu oraz to, że czują, iż człowiek wierzący potrzebuje ciągłej formacji i wsparcia tych, którzy myślą podobnie. Magda Szczerkowska pochodzi z Rawy Mazowieckiej. Jakiś czas mieszkała w Warszawie. Należała tam do salezjańskiej wspólnoty młodzieżowej. Jest fizjoterapeutką. Do Gdańska przywiodła ją kariera sportowa. Całkiem udana. Przed trzema laty została wicemistrzynią Europy w tenisie stołowym. Dziś mieszka w mieszkaniu wynajmowanym razem z trzema koleżankami. Ma pracę i chce pozostać na Wybrzeżu. O swojej przymorskiej parafii mówi, że „kiedy spotkała Alberta, od razu się w nim zakochała i nie zamierza tego zmieniać”. – W dzisiejszym świecie brakuje autorytetów. Gołym okiem można dostrzec kryzys, jakiego doświadcza rodzina. Takie spotkania formacyjne są świetną formą zobaczenia tego, co w życiu jest prawdziwą wartością –wyjaśnia swoją przynależność do wspólnoty. Ania Zochowska jest z Kołobrzegu. Do Gdańska przyjechała na studia magisterskie. Wcześniej, na licencjackich, studiowała w Toruniu. Jest nauczycielką nauczania początkowego. Tak, jak za studenckich czasów, wynajmuje pokój na stancji. Na Wybrzeżu nie ma nikogo z rodziny. Ania przez lata angażowała się w Odnowie prowadzonej przez wrzeszczańskich jezuitów. – Człowiekowi wierzącemu potrzebna jest wspólnota. Także po to, by mieć pewność, że na świecie są ludzie, którzy wyznają taki sam system wartości. W chwilach trudności to daje wsparcie – tłumaczy. – Doszłam do wniosku, że czasy studenckie już minęły. Nie nurtują mnie już tematy związane z sesją i egzaminami. Tak tu trafiłam – mówi.

Z małżeństwem do wspólnoty

Łukasz Waszczak skończył politechnikę. Studiował elektronikę i telekomunikację. Jest także teologiem. Do wspólnoty „Amen” wprowadziła go jego żona Agnieszka. Wcześniej chodziła tu na spotkania duszpasterstwa akademickiego. – Szukałem jakiejś wspólnoty. Błąkałem się po różnych grupach. Większość z nich to były wspólnoty charyzmatyczne. Czułem jednak, że potrzebuję czegoś, co będzie miało charakter kontemplacyjno-modlitewny. Bez fajerwerków – wyznaje Łukasz. Jak czują się młodzi małżonkowie, którym przed miesiącem urodziło się dziecko, we wspólnocie złożonej w głównej mierze z katolickich singli? – Mimo że na spotkaniach nie trzymamy się za ręce, czuję, że nas to wzbogaca – śmieje się Łukasz. – Może czerpiemy trochę mniej niż inni, ale skoro jest taka potrzeba... Agnieszka wprowadza ogromne ciepło w te nasze relacje z ludźmi. Jesteśmy dla innych. Ludzie są tu bezpośredni. Podpytują nas o wiele rzeczy. A nas to zbliża –dodaje. Czy wspólnota dla wierzących katolików jest drogą do spotkania miłości życia? – Kiedy wybieraliśmy tematy, wiele zgłoszonych kręciło się wokół małżeństwa i rodziny. Wiadomo, lata lecą i robi się trochę nerwowo – mówi Łukasz. – Każda motywacja, która uwzględnia świat wartości, jest dobra. Można tu doświadczyć spotkania z Bogiem i znaleźć prawdziwą przyjaźń. Ale jeżeli ktoś chce znaleźć dobrego męża lub żonę, nie widzę w tym niczego złego. To tylko znak odpowiedzialnego podejścia do tak ważnej decyzji. Bo dzisiaj człowiekowi wierzącemu trudno znaleźć odpowiedniego małżonka – dodaje ks. Grzegorz.

Plan na lata

Ci, którzy stanowią animatorski trzon wspólnoty, jeszcze przed jej założeniem odbyli rekolekcje ignacjańskie. W swoich działaniach opierają się na tej właśnie duchowości. Sami głoszą też konferencje. Budują na Katechizmie Kościoła Katolickiego. Podczas cotygodniowych spotkań najpierw jest nauczanie. Później członkowie w małych grupach dzielą się swoimi przemyśleniami, odpowiadają na wcześniej przygotowane pytania. Następnie przez pół godziny w plebanijnej kaplicy adorują Najświętszy Sakrament. Wszystko po to, by „omówić temat z Jezusem”. – W pierwszy poniedziałek miesiąca mamy Eucharystię, a później spotkanie, które ma umacniać więzi. To ważne, bo we wspólnotach, w których byłam wcześniej, brakowało mi przestrzeni spotkania z drugim człowiekiem – dodaje Magda. Jak mówi, tematów na spotkania wystarczy na dwa najbliższe lata. Na pół roku naprzód są one już konkretnie określone. Obecnie wspólnotą opiekuje się ks. Konkol. Ma za sobą zaledwie trzy lata kapłaństwa. – Kiedy przyszedłem na parafię, dowiedziałem się, że mam objąć opiekę nad grupą... moich rówieśników. Doskonale wiedziałem, że mimo iż w szkole średniej mogliśmy siedzieć w jednej ławce, muszę stać się dla nich ojcem. Jednak muszę powiedzieć, że w tej wspólnocie uczę się także tego, jak być dobrym bratem. A przez kontakt z jej członkami czuję, że wciąż jestem na bieżąco z otaczającym nas światem – mówi ks. Mateusz.