Przeszedł przez piekło

Maciej Kalbarczyk

dodane 19.10.2018 04:00

Żeby uderzyć w polski Kościół, ubecy przez niemal trzy lata torturowali niewinnego człowieka. Mija 65 lat od głośnego procesu bp. Czesława Kaczmarka.

Bp Czesław Kaczmarek zeznaje podczas procesu. polska kronika filmowa Bp Czesław Kaczmarek zeznaje podczas procesu.

Biskup Kaczmarek, służąc wiernie Watykanowi, zdradzał naród polski przed wojną, podczas okupacji i po wyzwoleniu […] Wróg postępu, denuncjant i zausznik Becka okazał się w czasie okupacji sojusznikiem hitlerowców! – grzmi lektor w filmie propagandowym pt. „Z zeznań biskupa Kaczmarka” (cykl: „Na usługach wrogów”). Operator pokazuje twarze duchownego i pozostałych oskarżonych: ks. Jana Danielewicza, ks. Józefa Dąbrowskiego, ks. Władysława Widłaka oraz s. Walerii Niklewskiej. Proces jest transmitowany przez radio, w całym kraju odbywają się inspirowane przez władze demonstracje, potępiające „członków antypaństwowego i antyludowego ośrodka”. W nagonkę wpisuje się m.in. Tadeusz Mazowiecki, który na łamach „Wrocławskiego Tygodnika Katolików” zarzuca biskupowi uwikłanie się we współpracę z ośrodkami wywiadu amerykańskiego: „Dlatego więc nie tylko bolejemy, ale i odcinamy się od błędnych poglądów ks. biskupa Kaczmarka, które doprowadziły go do akcji dywersyjnej wobec Polski Ludowej” – pisze przyszły premier pierwszego rządu III RP.

Szef Wojewódzkiego Urzędu Bezpieczeństwa Publicznego we Wrocławiu zanotował, że większość Polaków potępiła działalność oskarżonych. W rzeczywistości nastroje społeczne były jednak zupełnie inne. Pomimo starań komunistów mieszkańcy kraju szybko zrozumieli, że wytoczony proces to element walki z Kościołem, a bp Kaczmarek jako pierwszy kapłan w Polsce Ludowej znalazł się na celowniku komunistycznych władz.

Antykomunista

Urodzony w 1895 r. Czesław Kaczmarek od początku swojej kapłańskiej drogi sprzeciwiał się lewicowym ideologiom. Kiedy w 1922 r. krótko po święceniach trafił do Lille, uderzył go stopień demoralizacji francuskiego społeczeństwa. Przygotowując rozprawę doktorską, znalazł czas także na pracę duszpasterską wśród miejscowych Polaków, których zachęcał do publicznego dawania świadectwa swojej wiary. Wspólnie z nimi organizował procesje Bożego Ciała. – Francuzi wychodzili i gapili się na to wszystko. Oczywiście zachowywali się swawolnie: w czapkach, z papierosami w ustach i często z rękami w kieszeniach. Ja niosłem Najświętszy Sakrament, a on szedł obok, ale widząc takie zachowanie Francuzów, podchodził do nich i wołał: „Czapki zdjąć!” – wspominał ks. Wincenty Helenowski, współpracownik ks. Kaczmarka.

Po powrocie do kraju duchowny opiekował się młodzieżą, a później został dyrektorem Diecezjalnego Instytutu Akcji Katolickiej w Płocku. W 1938 r. mianowano go biskupem. Podczas wojny jako ordynariusz kielecki dawał schronienie kapłanom spoza swojej diecezji i wspierał działalność podziemną AK, wyznaczając kapelanów do oddziałów partyzanckich. Po „wyzwoleniu” Polski przez Armię Czerwoną krytykował komunistyczną wizję państwa. Jako sekretarz Komisji Głównej Episkopatu miał duży wpływ na treść wydanego w 1945 r. komunikatu, w którym przekonywano: „Katolicy powinni niewzruszenie trwać przy swoich wierzeniach religijnych, opierać się hasłom uniezależnienia życia prywatnego i zbiorowego od wyższych norm moralnych”.

Haki na kapłana

Niepokorny biskup narażał się komunistom kolejnymi odważnymi działaniami. Po pogromie kieleckim w lipcu 1946 r. wspólnie z ks. Janem Danielewiczem przygotował raport, w którym wyjaśniał, że to rządzącym zależało na wywołaniu zamieszania – jego zdaniem pogrom nie miał podłoża antysemickiego, ale polityczne. Dokument przekazano ambasadorowi Stanów Zjednoczonych. Kilka lat później biskup twardo sprzeciwił się podpisaniu przez kard. Stefana Wyszyńskiego porozumienia z rządem. Co prawda największym krytykiem decyzji prymasa był wówczas kard. Adam Sapieha, ale kiedy kilka miesięcy później zmarł, na celowniku służb znalazł się ordynariusz kielecki.

Żeby zniszczyć niewygodnego duchownego, władza potrzebowała jakiegoś pretekstu. Szukając argumentów potrzebnych do wytoczenia procesu, komuniści postanowili sięgnąć do działalności hierarchy w okresie II wojny światowej. Według raportu delegata RP na kraj, podczas okupacji bp Kaczmarek, kierując się dobrą wolą ratowania Kościoła, rozpoczął rozmowy z Niemcami. Wspólnie z bp. Teodorem Kubiną i bp. Janem Kantym Lorkiem wysłał list do generalnego gubernatora Hansa Franka, prosząc o ograniczenie represji dotyczących religii. W apelu poruszył także kwestie uwolnienia bp. Władysława Gorala, zaniechania wysiedleń Polaków i zakończenia stosowania przymusu w akcjach werbunkowych do robót w Niemczech. Ostatecznie duchownym udało się uzyskać jedynie swobodę publikowania listów pasterskich. Dysponując powyższymi informacji, komuniści postanowili jednak w oczach społeczeństwa uczynić z bp. Kaczmarka hitlerowskiego kolaboranta.

Złamany przez bezpiekę

Funkcjonariusze Ministerstwa Bezpieczeństwa Publicznego wtargnęli do kieleckiej kurii 20 stycznia 1951 r. Przeszukali nie tylko pomieszczenia, w których urzędował biskup, ale także cały budynek. W czasie trwającej kilka godzin rewizji skonfiskowano wiele ważnych dokumentów. Biskup Kaczmarek został aresztowany, a wkrótce trafił do więzienia na warszawskim Mokotowie. Zatrzymano także jego współpracowników: trzech księży i jedną siostrę zakonną.

W katowni Ministerstwa Bezpieczeństwa Publicznego duchowny przeżył piekło, które trwało 2 lata i 8 miesięcy. Podczas wielogodzinnych przesłuchań biskup był bity i obrzucany obelgami. Dostawał także zastrzyki, które miały spowodować zmianę świadomości i utratę pamięci. Żeby zniszczyć kapłana psychicznie, funkcjonariusze całkowicie pozbawili go kontaktu ze światem zewnętrznym: nie zezwalano na widzenia i przyjmowanie korespondencji. Próbując wymusić na nim przyznanie się nie tylko do kolaboracji z Niemcami, ale także do wrogiej propagandy na rzecz waszyngtońsko-watykańskich mocodawców i usiłowania obalenia przemocą ustroju PRL, wmawiano mu, że odwrócił się od niego cały episkopat. Kiedy 14 września 1953 r. ruszył proces piątki duchownych oskarżonych o utworzenie „ośrodka dywersyjno-szpiegowskiego”, władze już mogły być pewne zeznań ordynariusza kieleckiego. – Dzień i noc doprowadzano mnie do takiego stanu wyczerpania, że uczyniłem silne postanowienie, żeby się tylko Pana Boga nie wyprzeć. Przyznałem się, pod naciskiem zeznań świadków nieprawdziwych, do takich rzeczy, które nie miały miejsca w moim życiu – opowiadał po latach duchowny.

Postać tragiczna

21 września 1953 r. sąd wymierzył bp. Czesławowi Kaczmarkowi karę 12 lat więzienia. Hierarchowie zostali zmuszeni do wydania komunikatu, w którym potępili działania biskupa. Na tym jednak nie skończyło się prześladowanie polskiego Kościoła. Kilka dni później internowano kard. Stefana Wyszyńskiego. Według historyków negatywne reakcje społeczeństwa na oskarżenia skierowane wobec ordynariusza kieleckiego sprawiły, że komuniści zrezygnowali z wytoczenia procesu prymasowi. A ubecy odpowiedzialni za wyreżyserowanie spektaklu, który za sprawą mediów śledziła cała Polska, zostali nagrodzeni odznaczeniami państwowymi.

Chociaż w maju 1956 r. bp Kaczmarek został zwolniony z więzienia ze względu na ogłoszoną amnestię, zrehabilitowano go dopiero pośmiertnie w 1990 r. Po powrocie do Kielc dalej był oczerniany przez władzę ludową. Do końca jego życia publikowano książki, w których był oskarżany m.in. o prowadzenie rozwiązłego trybu życia. Z dnia na dzień kapłan czuł się coraz gorzej, zmarł w sierpniu 1963 r. Podczas jego pogrzebu głos zabrał bp Ignacy Świrski: „Podobnej tragicznej postaci w historii Kościoła w Polsce nie spotykamy […] Tragizm śp. biskupa Kaczmarka, jak zresztą wielu innych księży, polegał na tym, że chcąc pracować w dziedzinie społecznej i kulturalnej, musiał zetknąć się z polityką i zająć w stosunku do niej wyraźne oblicze”.

Tagi: