Dzień Życia Konsekrowanego Proste jak miłość

Ks. Roman Tomaszczuk

dodane 30.01.2009 09:28

Jak porzuconym, niechcianym albo po prostu „tylko” upośledzonym chłopakom stworzyć dom? Można oddać ich terezjankom.

Ponad pięćdziesięciu wychowanków Domu Pomocy Społecznej im. Aniołów Stróżów w Ścinawce Dolnej wie, co to znaczy być kochanym, dzięki kobietom, które zapatrzyły się w Jezusa tak bardzo, że oddały Mu swoje życie bez reszty. Ich mistrzynią jest mała święta karmelitanka: Tereska od Dzieciątka Jezus.

Na całego
Terezjanka – kobieta, która kocha w imieniu Boga, szczególnie tych, którym odmówiono miłości matki i ojca. Kobieta, dla której Opatrzność Boża to świat zaufania, a nie trójkąt z okiem namalowany w zeszycie do religii. Kobieta, która zna swoją słabość, ale nie tragizuje, tylko szuka dróg nawrócenia.

Kobieta, która nie przestaje być dzieckiem tylko dlatego, że właśnie stuknęła jej trzydziestka. Kobieta, dla której miłość zaczyna się od wytarcia zasmarkanego nosa. Kobieta, dla której każdy ksiądz to zaproszenie do ofiary i modlitwy. Kobieta, która nie jedzie do Afryki, bo wie, że misje zaczynają się tuż obok. Terezjanka – po prostu matka.

Ukrainka zakochana w polskich chłopakach
Siostra Kamila jest w zgromadzeniu dopiero pięć lat. Zanim dwa lata temu przyjechała do Ścinawki, nigdy wcześniej nie miała do czynienia z niepełnosprawnymi. – To, co tutaj rzuciło mi się w oczy, to przede wszystkim ogrom cierpienia – wspomina swoje pierwsze chwile w domu.

– Od razu przypomniałam sobie słowa Pana Jezusa: „Szczęśliwy jest ten, kto we Mnie nie zwątpi”. Pod koniec pierwszego dnia uczucie litości przemieniło się w zdziwienie. Jak to możliwe, że cierpienie może nie przeszkadzać głębokiej radości? Jak to możliwe, że cierpienie nie zamyka chłopaków w sobie, że widzą cierpienie innych i potrafią współczuć? –wraca pamięcią do pierwszych chwil w Ścinawce.

Co ciekawe, siostra bardzo szybko zrozumiała, że współczucie, pragnienie udzielenia pomocy, zaradzenia, pocieszenia – nie mogą wyrastać z litości. – Nasze chłopaki, tak jak każdy człowiek, nie potrzebują litości – podkreśla. – Bardziej od wszystkiego potrzebują miłości. Litość tylko na początku jest dobra, potem zniewala i ogranicza. Tylko miłość przyjmuje człowieka takim, jakim on jest, otwiera drzwi i zaprasza do rozwoju – zauważa.

Najpierw obojętna – teraz żyć bez nich nie może
Młodziutka s. Natanaela jest ciągle na początku drogi zakonnego życia. Po trzech latach formacji wstępnej została skierowana do pracy w Ścinawce. – Pracuję tutaj jako opiekunka – mówi. – Podobnie jak s. Kamila, zanim trafiłam do tego domu właściwie nie miałam bliższego kontaktu z osobami niepełnosprawnymi. Szczerze mówiąc, nawet nie interesowałam się nimi – przyznaje i zaraz dopowiada.

– Ale teraz… nasi chłopcy są częścią mojego wewnętrznego świata. Wpisani są w moje życie tak mocno, że bez nich brakowałoby mu tego, co nazywamy wartością – wyznaje. – Do tego stwierdzenia musiałam dojrzeć. Gdy Siostra Dyrektor skierowała mnie do drugiej grupy, do najmłodszych, od razu pomyślałam, że nie dam rady. W nich jest tak dużo żywiołu, energii… to nie dla mnie. Ale gdy przekroczyłam próg świetlicy, gdy zobaczyłam uśmiechnięte buzie i rączki skierowane w moją stronę, natychmiast bariera strachu pękła. I co zaskakujące, zasmakowałam w tym, co nazywamy akceptacją i miłością.

Szkoła zakonnego życia
Charakterystyczne jest to, że siostry pracujące z niepełnosprawnymi swoją pracę przeżywają jako czas formacji. – Jest ich w grupie siedemnastu – mówi s. Natanaela. – Każdy z chłopaków jest całkowicie inny. Niepełnoprawność jeszcze mocniej różnicuje ludzi. Wiem, że to zabrzmi jak frazes, ale nasi wychowankowie mają więcej do zaoferowania niż ludzie zdrowi – a może po prostu oni nie chcą trzymać tego dla siebie.

Nie potrzebują swoich talentów do spełnienia własnych ambicji i górnolotnych zamierzeń. Nie wiem, może to o to chodzi… w każdym razie chłopaki uczą mnie radości z małych rzeczy, doceniania tego, co ledwo zauważalne – dzieli się spostrzeżeniami. Skoro tak jest, to naprawdę wychowankowie dają siostrom niezłą szkołę w duchowości św. Tereski.

Siostra Kamila opowiada: – Najbardziej głęboki ślad w mojej duszy zostawiła śmierć jednego z chłopaków, którym się opiekowałam. Miał na imię Darek. Zmarł niespodziewanie. Musiałam razem z jego kolegami stanąć wobec śmierci. Uświadomiliśmy sobie wtedy, że nie powinniśmy bać się śmierci, która otwiera nam drzwi do Nieba – wspomina. – Było to dla mnie jedną z największych życiowych nauk.

Eutanazja bliżej, niż się wydaje
Życie z niepełnosprawnymi to także gorzkie doświadczenie, jak bardzo nasza cywilizacja nie liczy się najsłabszymi. Mimo programów, pieniędzy, ośrodków coraz częściej stają się one rodzajem getta i uciszenia sumienia „wielkich tego świata”.

– Zrozumiałam niedawno, że milczenie, a mianowicie ukrywanie cierpienia takich ludzi jest w jakimś stopniu eutanazją – mówi s. Kamila. – Nie wolno milczeć! Udawać, że ich cierpienie i ich świat nie dotyczą „normalnych”, albo że są gorszymi od nas, bo nie rozumiemy ich systemu wartości i priorytetów w życiu. To zabija!

Jezus powiedział że chorych i ubogich zawsze będziemy mieć koło siebie. W moim przypadku oglądanie cierpienia bolało, lecz otworzyło mi oczy i serce na innych, nauczyło nie rozczulać się nad sobą z byle okazji, nauczyło cierpliwości dla siebie i innych. Miłość otworzyła i powiększyła moje serce – kończy terezjanka.

Siostra Natanaela natomiast zauważa jeszcze coś innego: – Nasi chłopcy codziennie uświadamiają mi, że „być” jest ważniejsze, niż „czynić”.

Słowa to tylko znaki
Statut Domu Opieki Społecznej dla Dzieci stwierdza lapidarnie: „Zadaniem domu jest zapewnienie mieszkańcom całodobowej opieki oraz zaspokajanie ich niezbędnych potrzeb życiowych, zdrowotnych, terapeutycznych, edukacyjnych, kulturalnych, społecznych, zapewnienie wychowania religijnego oraz potrzeb religijnych”.


Beznamiętne słowa urzędowego dokumentu. Kryje się jednak pod nimi znakomicie więcej. W domu terezjanek Królestwo Niebieskie staje się codziennością, bo każdego dnia od nowa Słowo staje się tutaj ciałem. Ciałem prostych gestów cierpliwej miłości.
Tagi: