publikacja 11.07.2008 15:18
Paweł zderza się w Atenach z „mądrością” tego świata. Wyśmiany idzie do Koryntu, miasta bogactwa i nędzy, prostytutek, niewolników. Zakłada tam najsilniejszy Kościół w Grecji. Bóg wybrał to, co głupie w oczach świata, aby zawstydzić mędrców.
Ateny to dziś wielka, hałaśliwa i dusząca się od ulicznego ruchu grecka stolica. Mieszka w niej 3,5 miliona ludzi. W czasach św. Pawła Ateny były prowincjonalnym miastem rzymskiego imperium, liczącym około 5 tysięcy mieszkańców, ale wciąż dumnym ze swojej historii, filozofii, architektury, sztuki.
Ateńczycy odczytali nauczanie Pawła jako nowinkarza głoszącego kolejnych bogów: Jezusa i Zmartwychwstanie (żeński rzeczownik anastasis mógł brzmieć jak imię bóstwa). Paweł zostaje poproszony o wyłożenie swojej nauki na Areopagu. To wzgórze, na którym gromadziła się rada miasta. Do jej kompetencji należały także sprawy religijne, dlatego jej członkowie chcieli uzyskać informacje z pierwszej ręki. Apostoł wygłasza więc mowę na Areopagu. Wie, że mówi do ludzi religijnych, których rozumienie bóstwa radykalnie różni się od Boga głoszonego przez niego. Apostoł nawiązując do idei „nieznanego boga”, głosi orędzie o jedynym i prawdziwym Bogu, Stwórcy i Panu wszechświata oraz Ojcu wszystkich ludzi. Opór słuchaczy pojawia się wtedy, gdy przechodzi do tajemnicy Jezusa. Apostoł nie zdąży wymówić nawet Jego imienia. Kiedy zaczyna mówić o Jego „powstaniu z martwych”, słuchacze przerywają wystąpienie drwinami. Nawrócili się tylko Dionizy, późniejszy biskup Aten, i kobieta imieniem Damaris.
Dzisiaj św. Paweł nie spotkałby na Areopagu ani stoików, ani epikurejczyków, ani czcicieli Ateny, Posejdona czy innego greckiego bóstwa. Dziś spotkałby turystów. W dużych ilościach, ze wszystkich stron świata. Wizyta na słynnym Akropolu to obowiązkowy punkt greckich wakacji. Do wejścia na teren wykopalisk prowadzą dwie aleje: Apostolu Pavlu lub Dionisiou Areopagitu. Areopag, czyli wzgórze Aresa, to skaliste nagie wzgórze położone u stóp Akropolu. Przewodniki zapraszają do wejścia na skałę Areopagu, ponieważ z tego miejsca można zrobić dobre zdjęcie Akropolu. W jednym kadrze można zmieścić potężne Propyleje, zza których wystaje Partenon, świątynia Ateny, patronki miasta, a nieco z boku Erechtejon, moim zdaniem najpiękniejsza z greckich świątyń Akropolu. Obracając wzrok w lewo, poniżej Akropolu widać jak na dłoni grecką agorę, kończącą się wzniesieniem, na którym dumnie stoi świątynia Hefajstosa. Te starożytne świątynie w czasach bizantyjskiego cesarstwa przerabiano na chrześcijańskie. Dzięki temu przetrwały. Za agorą rozciąga się widok na wielkie współczesne miasto. Tuż przy wejściu na skałę Areopagu zamocowana jest metalowa tablica z greckim, czyli oryginalnym, tekstem mowy św. Pawła (Dz 17,22–31). Siadam na chwilę na ławce naprzeciwko, obserwuję turystów. Kto szukałby tutaj śladów Pawła?! Grecja kojarzona jest raczej ze światem antycznym. Przewodniki rozpisują się szeroko o starożytności, wspominają o tureckiej niewoli i przeskakują do współczesnej Grecji. Ponadtysiącletnia historia chrześcijańskiego cesarstwa bizantyjskiego (324–1453 r.) traktowana jest na ogół marginalnie. Na ławce ktoś wypisał po angielsku: „Tylko Jezus zbawia duszę, gdzie spędzisz swoją wieczność? Jezus będzie kochał Cię zawsze”.
Co roku w uroczystość śś. Piotra i Pawła odbywają się w tym miejscu prawosławne nieszpory. W tym też miejscu 4 maja 2001 roku odbyło się słynne spotkanie Jana Pawła II z arcybiskupem Aten, zwierzchnikiem Greckiego Kościoła Prawosławnego Christodulosem. Papież odbywał wtedy pielgrzymkę po śladach św. Pawła. Duchowni Kościoła prawosławnego byli bardzo przeciwni wizycie Papieża. Setki greckich mnichów gromadziło się na modlitewnym czuwaniu, prosząc Boga, by uniemożliwił wizytę biskupa Rzymu w ich kraju. Ich modlitwy nie zostały wysłuchane. Papież podczas wizyty w Atenach prosił Boga o wybaczenie grzechów Kościoła katolickiego wobec braci i sióstr prawosławnych, a zwłaszcza najazdu na Konstantynopol dokonanego przez krzyżowców w 1204 roku. Jan Paweł II i Christodulos pod Areopagiem odczytali wspólną deklarację, mówiącą o dążeniu do jedności obu Kościołów oraz o pielęgnowaniu chrześcijańskiej tożsamości Europy. „Wyłaniająca się tendencja do przekształcenia niektórych krajów europejskich w państwa zsekularyzowane, bez jakiegokolwiek odwołania się do religii, to regres i zaprzeczenie ich duchowego dziedzictwa. (…) Uczynimy wszystko, co w naszej mocy, aby chrześcijańskie korzenie Europy i jej chrześcijańska dusza zachowały się nienaruszone” – deklarowali obaj hierarchowie.
Choć to Paweł przyniósł Ewangelię Atenom, to jednak nie on jest patronem tego miasta, ale św. Dionizy Areopagita, pierwszy nawrócony Ateńczyk. Prócz niego Dzieje Apostolskie wspominają także o nawróconej kobiecie imieniem Damaris. Katolicka katedra w Atenach nosi imię św. Dionizego. Uczestniczę w Mszy św. odprawianej po grecku. Współczesna greka różni się wprawdzie od tej, którą posługiwał się św. Paweł, ale jednak to jest wciąż ten sam język. Nawet potoczne słowa budzą często religijne skojarzenia. Efcharistó (dziękuję) kojarzy się z Eucharystią; parakaló (proszę) z Parakletem, czyli Duchem Świętym Pocieszycielem. Nawet banalny napis w samolocie: Leiturgia Exodus (instrukcja wyjścia awaryjnego) przywodzi na myśl liturgiczną procesję. Liturgia w kościołach prawosławnych sprawowana jest w starogreckim (tzw. koine). Dziś jednak ten język nie jest już rozumiany przez większość wiernych. Parę lat temu abp Christodulos próbował wprowadzić język nowogrecki do liturgii, ale eksperyment zakończył się fiaskiem.
W rzymskokatolickim kościele Chrystusa Zbawiciela jezuici prowadzą polskie duszpasterstwo. Próbujemy z kimś porozmawiać. Czas znajduje dla nas sympatyczny starszy Grek, ojciec… Paweł Buhagiar. Okazuje się, że urodził się w Atenach, choć jego dziadkowie pochodzą z Malty. Grecki ksiądz katolicki to bardzo rzadki okaz. – Tak, i na dodatek ginący – śmieje się ks. Paweł. – Katolików rdzennych Greków jest dziś około 30–35 tysięcy. Oczywiście do tej liczby trzeba dodać emigrantów mieszkających na stałe w Grecji, wśród nich jest około 200 tysięcy katolików, spora część to Polacy. Większość katolików, „oryginalnych” Greków, pochodzi z wysp Siros i Tinos, które najdłużej znajdowały się w rękach Wenecjan. Liczba Greków katolików (nie mylić z grekokatolikami!) ciągle maleje. Dawniej katolickie rodziny miały po 6 i więcej dzieci, dzisiaj to rzadkość – martwi się o. Paweł. Pytam o relację między greckim prawosławiem a katolicyzmem – Od lat 60. ubiegłego wieku władze greckie zabiegały o normalne kontakty z Watykanem. Kiedy w 1979 roku powstała nuncjatura, Grecki Kościół Prawosławny podniósł krzyk, że katolicy chcą zniszczyć prawosławie. Jako sekretarz nuncjusza pracowałem nad tekstem wspólnej deklaracji, podpisanej przez Papieża i arcybiskupa Aten w roku 2001. Widziałem wtedy dokładnie, że ten konflikt to różnica mentalności. To widać w językach, którymi się posługujemy. Mówimy to samo, ale w różny sposób. Wizyta Papieża doszła do skutku tylko dzięki temu, że on się uparł. Przyjechał na zaproszenie rządu, mimo wyraźnej niechęci prawosławnych biskupów. Nikt z nich nie wyszedł powitać Papieża na lotnisku. Ale lody zostały przełamane, sami Grecy zaczęli inaczej patrzeć na Papieża i katolików. Choć i tak Grecja byłaby ostatnim z krajów prawosławnych, który zaakceptowałby jedność z Rzymem, a w samej Grecji ostatnimi byliby mnisi z góry Athos.
Pytam o św. Pawła, o jego kult w Grecji, wymieniam miejsca związane z Apostołem. Które miejsce jest dla Greków najważniejsze? Ojciec Paweł ma problemy z odpowiedzią. – Patronem prawosławia jest św. Andrzej, założyciel Kościoła w Konstantynopolu. Tak naprawdę Grecy nie pielgrzymują zbyt często w miejsca związane ze św. Pawłem.
Świątynia ma 70 lat, ale nie do pomyślenia jest tu eksperymentowanie ze sztuką. Wszystkie przedstawienia świętych i tajemnic wiary zamknięte są w niezmiennych wzorach. Przy wejściu do katedry stoi srebrna ikona Pawła, wielkości człowieka. Wchodzący całują ją, jakby coś świętemu szeptali. Zagaduję kobietę sprzątającą cerkiew. – Największe uroczystości są 29 czerwca. Idzie wtedy procesja do ruin starożytnego Koryntu, tam jest taki mały kościółek – opowiada pani Areti Varvarigou. – Św. Paweł jest dla nas bardzo ważny. Wzywamy go na pomoc, kiedy ziemia się trzęsie. Kiedyś przeżyłam trzęsienie ziemi tu, w kościele. Wszyscy wołaliśmy wtedy: „św. Pawle, ratuj nas!”.
Korynt w I wieku po Chr. był rzymską metropolią handlową i gospodarczą, symbolem zamożności i zepsucia obyczajów. Żyła tutaj też potężna wspólnota żydowska. Paweł znajduje oparcie w Akwili (on) i Pryscyli (ona), Żydach z Rzymu, którzy tutaj znaleźli schronienie i tak jak Paweł zajmowali się wyrobem namiotów. Apostoł naucza w synagodze. Choć sam przełożony synagogi Kryspus przyjmuje Ewangelię, to jednak znowu napotyka na sprzeciw. Opór jest tak duży, że Paweł decyduje się zaprzestać przemawiania do Żydów i skoncentrować się na nauczaniu pogan. Młody Kościół powoli rośnie, są w nim biedni, bogaci, niewolnicy, wyzwoleńcy, panowie, współmałżonkowie i samotni, wdowcy, dawniejsi poganie i żydzi. Dzieje Apostolskie odnotowują, że Paweł zostaje oskarżony przez Żydów przed rzymskim prokonsulem imieniem Gallio. Ten jednak wypędza ich z sądu, nie zamierzając zawracać sobie głowy „żydowskimi” problemami religijnymi.
Ruiny starożytnego Koryntu położone są parę kilometrów za dzisiejszym miastem u stóp Akrokoryntu, samotnej góry, na której w starożytności znajdowała się świątynia Afrodyty, słynąca z sakralnego nierządu. Wykopaliska odsłaniają miasto z czasów rzymskich, czyli z czasów Pawła. Nad ruinami góruje 7 doryckich kolumn ze świątyni Apollina. Na środku rzymskiego forum zachowała się mównica (tzw. bema). Z tego miejsca rzymski namiestnik Gallio musiał przemawiać do Żydów oskarżających Pawła. Na mównicy leży kamień z ledwo widocznym cytatem z 2 Listu do Koryntian: „Niewielkie zaś cierpienia, które chwilowo znosimy, przygotowują nam bezmiar wiecznej chwały” (2 Kor 4,17). 