Pół wieku wchodzenia w śmierć

Jakub Jałowiczor

dodane 01.06.2018 00:00

Powstała w slumsach Madrytu, dziś jest obecna w Brazylii i Katarze. Droga Neokatechumenalna świętowała niedawno 50-lecie istnienia.

Ks. Mario Pezzi, Carmen Hernandez (zmarła  w 2016 r.) i Kiko Argüello – odpowiedzialni za Drogę Neokatechumenalną  na świecie. Tomasz Jodłowski Ks. Mario Pezzi, Carmen Hernandez (zmarła w 2016 r.) i Kiko Argüello – odpowiedzialni za Drogę Neokatechumenalną na świecie.

Charakterystyczny slang („wchodzenie w śmierć”, „fakty konkretne”, „relacjonować się z kimś”), wielodzietne rodziny, liturgia wzorowana na wczesnochrześcijańskiej – to znaki rozpoznawcze neokatechumenatu. Na obchodzonych w Rzymie uroczystościach dziękczynnych za pół wieku istnienia Drogi zebrało się 150 tys. członków ruchu. Od katechez, po których założono pierwszą na świecie wspólnotę neokatechumenalną, minęło 50 lat. Jednak historia Drogi jest dłuższa.

Do baraku

Wszystko zaczęło się od kryzysu egzystencjalnego, który przeżywał młody malarz Francisco (Kiko) Argüello. Jak głęboki był ten kryzys, pokazują obrazki, jakie malował na ścianach swojego madryckiego mieszkania. Przypominają one bazgroły więźnia.

Przyszły inicjator ­Drogi Neokatechumenalnej urodził się w 1939 r. w zamożnej rodzinie, w której panowała zasada: wiara to wiara, a życie to życie. Od wczesnej młodości Kiko był daleko od Kościoła. Fascynował się twórczością Jeana-Paula Sartre’a, zdaniem którego życie to absurd, a drugi człowiek jest piekłem. Argüello nie wiedział, po co żyje, i całe noce spędzał na grze w szachy. Ukończył malarstwo w Akademii Sztuk Pięknych w Madrycie i dostał państwową nagrodę za swoje obrazy, ale nie dało mu to szczęścia. „Byłem jakby martwy wewnętrznie” – pisał później w książce „Kerygmat”. „Zrozumiałem od razu, że jeśli w ten sposób będę żył dalej, to popełnię samobójstwo”.

Choć nie wierzył, zaczął żarliwie się modlić i został wysłuchany. „To było jak dotknięcie jakiejś istoty. (...) Czułem, że Bóg istnieje” – pisał o tym, co wtedy przeżył. Skierował się do kościoła, ale ksiądz nie wiedział, co ma z nim zrobić.

Jakiś czas później kobieta, która pracowała u jego rodziców jako pomoc domowa, poprosiła Kiko, by spróbował uspokoić jej męża pijaka. Jak się okazało, żyła w slumsach. Widząc jej nędzę, Kiko postanowił sam zamieszkać w podobnych warunkach. Zabrał ze sobą gitarę i Biblię i przeniósł się do opuszczonego baraku w dzielnicy Palomeras Altas. Utrzymywał się z lekcji gry na gitarze. Zaciekawił miejscowych Cyganów, którzy zaczęli domagać się, żeby mówił im o Bogu. Trudno było odmówić, skoro żądał tego m.in. szef miejscowego gangu.

Ze slumsów do Rzymu

Żyjąc w barakach, Kiko poznał starszą o 9 lat Carmen Hernandez. Pochodząca z Kastylii córka fabrykanta została wysłana przez ojca na studia, po których wspólnie z rodzeństwem miała przejąć zarządzanie firmą. Wolała jechać na misje do Boliwii i Indii, ale do wyjazdu, do którego przygotowywała się przez dłuższy czas, nie doszło. Widząc postępowanie Kiko, Carmen też zamieszkała w jednym z baraków Palomeras i zaczęła mu pomagać. Była połowa lat 60., w Rzymie właśnie kończył się Sobór Watykański II. Z inicjatywy Carmen, która w Instytucie Misjonarek Chrystusa uczyła się teologii, grupa Cyganów zebranych wokół Kiko zaczęła celebrować czuwanie paschalne. Później – za zgodą abp. Casimiro Morcillo – sprawowano także Eucharystie w jednej z madryckich parafii. Komunię św. przyjmowano pod dwiema postaciami, dlatego – aby nie gorszyć innych – Msze św. odprawiano za zamkniętymi drzwiami.

W 1968 r., kilka miesięcy po tym, jak na ulicach Rzymu lewicowa młodzież ścierała się z policją, Kiko i Carmen przyjechali do Rzymu, zaproszeni przez włoskiego ks. Dino Torreggianiego. Początkowo w żadnej parafii nie znaleźli osoby, która byłaby zainteresowana tym, co mieli do powiedzenia. W końcu zetknęli się z ludźmi z kościoła pw. Męczenników Kanadyjskich. „Na zebraniu, gdzie wszyscy byli z młodzieży lewicowej, powiedziałem, że Lenin i Che Guevara to fałszywi prorocy” – pisał Kiko. „Mówiłem o Chrystusie, który nie opiera się złu”. Niektórych przekonał. Dzięki temu w parafii pw. Męczenników Kanadyjskich odbyły się katechezy. Jesienią 1968 r. powstała tam pierwsza na świecie wspólnota neokatechumenalna. Inicjatorzy Drogi głosili katechezy jeszcze w kilku rzymskich parafiach, po czym ruszyli z misją na cały świat.

Między Kazachstanem a Jamajką

Dziś liczba wszystkich uczestników Drogi przekracza 1 mln osób. W przeszło 900 diecezjach na całym świecie istnieje ok. 40 tys. wspólnot. W ponad 100 seminariach Redemptoris Mater kształcą się klerycy, którzy mają zostać misjonarzami. Celem Drogi jest odnowienie przyrzeczeń chrzcielnych, do czego przygotowują się etapami rozłożonymi na 20–30 lat. Kiko podkreśla zawsze, że neokatechumenat nie polega na udoskonalaniu się, ale na schodzeniu coraz niżej po to, żeby poznać prawdę o sobie.

Członkowie wspólnot spotykają się na Eucharystiach i innych liturgiach, dzielą doświadczeniem, biorą udział w konwiwencjach, czyli wspólnych wyjazdach. Młodzi uczestniczą w spotkaniach, podczas których mogą zadeklarować gotowość pójścia do seminarium albo do zakonu klauzurowego. Rodziny są zachęcane do otwierania się na życie, dlatego nikogo nie dziwi tu widok małżeństwa z pięciorgiem albo ośmiorgiem dzieci. Od 1986 r. rodziny też są wysyłane na misje. Jeśli zadeklarują taką gotowość, jadą w losowo wybrane miejsce na świecie. Polacy trafiali początkowo głównie na Wschód, m.in. do Kazachstanu i na Ukrainę. Teraz jedna z polskich rodzin jest na Jamajce. – Rodzina pierwsza daje świadectwo o Ojcu, o Bogu nowym pokoleniom. Każda rodzina ludzka, chrześcijańska jest na misji – tłumaczył Jan Paweł II podczas spotkania we włoskim Porto San Giorgio w 1988 roku.

W kruchości

Jan Paweł II zatwierdził w 2002 r. Statut Drogi Neokatechumenalnej, potwierdzony ostatecznie przez Benedykta XVI. Nie wszyscy jednak byli równie życzliwi wobec nowego ruchu. „Wczoraj mieliśmy spotkanie z księżmi z diecezji w obecności biskupa. Było ponad stu kapłanów. Lało jak z cebra. Trudna atmosfera. Nie pozwalali mówić Carmen. Atakowali nas... Pan nam pomógł” – to jedna z notatek Kiko sporządzanych na gorąco podczas podróży po świecie. Neokatechumenatu nie chciało w swoich diecezjach kilku włoskich kardynałów, niektóre azjatyckie seminaria Redemptoris Mater trzeba było zamknąć albo przenieść. Kościelnych tradycjonalistów gorszy sposób sprawowania liturgii (zwłaszcza przyjmowanie Komunii św. pod dwiema postaciami), inni zarzucają nieodpowiedzialność rodzicom decydującym się na kolejne dzieci albo – całemu ruchowi – protestancki styl. Relacje między inicjatorami Drogi też nie należały do łatwych. Carmen często nazywała Kiko kretynem i wyśmiewała jego pomysły.

Mimo to w ciągu 50 lat Droga Neokatechumenalna dotarła do Afryki, Azji, obu Ameryk i Australii. W Europie najwięcej wspólnot jest we Włoszech, w Hiszpanii i Polsce, gdzie neokatechumenat istnieje od 1975 r. Wiele grup jest też w Brazylii, Wenezueli czy na Filipinach. Dzięki Filipińczykom Droga pojawiła się ostatnio w Katarze. W islamskim kraju nie można głosić katechez, ale członkowie wspólnot są wśród zagranicznych robotników budujących stadiony na mundial.

Francisco Argüello do dziś kontynuuje swoją misję. Ostatnio bywa w Azji, na której ewangelizacji bardzo mu zależy. Oprócz tego maluje ikony (w Polsce można je zobaczyć w kaplicy seminarium na warszawskich Młocinach), a od kilku lat komponuje też utwory orkiestrowe.

Carmen Hernandez zmarła w lipcu 2016 r. Jej miejsce w ekipie odpowiedzialnych za Drogę Neokatechumenalną zajęła niedawno María Ascensión Romero, która wcześniej jako świecka celibatariuszka spędziła ćwierć wieku na misji w Kazachstanie, Rosji i na Białorusi. Na podobną misję wyruszyło niedawno 36 kolejnych rodzin. Podczas uroczystości dziękczynnych w Rzymie papież Franciszek rozesłał je osobiście.

Tagi:
KOŚCIÓŁ,