publikacja 14.01.2018 04:45
Ze wpółbrzmienia wielu głosów powstaje piękno i radość.
Henryk Przondziono /foto gość
Alfred Bączkowicz, jeden z założycieli opolskiej szkoły organistowskiej, w DIMK kształci nowe pokolenie organistów.
To szkoła wyjątkowa. Z jednej strony elitarna, bo nie każdy ma talent do gry na instrumencie czy śpiewu, a z drugiej bardzo otwarta, nie wymaga bowiem od kandydatów przygotowania muzycznego czy dyplomu szkoły muzycznej. Przy odrobinie zdolności wszystkiego można się nauczyć, choć nie ma co kryć, łatwo nie jest. Jak mawia o Diecezjalnym Instytucie Muzyki Kościelnej jej dyrektor, ks. dr hab. Grzegorz Poźniak: „ta szkoła uczy piękna”, tyle że nauka wymaga hektolitrów potu, ćwiczeń, odżywiania wrażliwością i opromieniania modlitwą.
– Kiedy otrzymałam zadanie założenia chóru, zaskoczyło mnie, że odzew na ogłoszenia był minimalny. Mało osób, zwłaszcza młodych, pozytywnie reaguje na hasło „chór”, choć tradycja śpiewania w chórze jest na Śląsku dość żywa – mówi Anna Sikora. I dodaje: – Fenomenem jest dla mnie to, że nie mamy do zaoferowania np. dodatkowych punktów do stypendiów czy innych „atrakcji”, a mimo to ludzie przychodzą. Dojeżdżają dwa razy w tygodniu często z odległych miejscowości. Godzinami sami uczą się melodii. Dlatego też staramy się organizować koncerty, profesjonalne warsztaty czy wyjazdy za granicę. Byliśmy w Brukseli, Niemczech, Czechach, śpiewaliśmy na dziedzińcu zamkowym na Wawelu i w Parlamencie Europejskim, występowaliśmy z orkiestrą na święceniach kapłańskich czy w prestiżowym konkursie Cracovia Cantans.
To dla nas sygnał, że cenisz rzetelne dziennikarstwo jakościowe. Czytaj, oglądaj i słuchaj nas bez ograniczeń.
już od 14,90 zł