Cały świat w 9 dni

Anna Kwaśnicka; GN 28/2014 Opole

dodane 23.07.2014 06:00

Wspólnota Sól Ziemi z Opola już po raz czwarty na letnim obozie gościła w parafii św. Joachima i Anny w Dziewkowicach.

Są dla siebie jak członkowie wielkiej rodziny Anna Kwaśnicka /Foto Gość Są dla siebie jak członkowie wielkiej rodziny

Gdy wchodzę do domu parafialnego w Dziewkowicach, już od progu widzę kilka pań krzątających się w kuchni. Natomiast z przestronnej sali po lewej stronie dobiega gwar rozmów i śmiechów. Popołudniowa kawa. A do niej kilka ciast do wyboru. Wszystkie apetyczne, wszystkie kuszą. Średnio cztery blaszki ciasta każdego dnia trafiają do kuchni obozowiczów. To miejscowe gospodynie pieką smakołyki i przynoszą do domu parafialnego.

Dla niepełnosprawnych przyjaciół

W Opolu 10 lat temu zawiązała się wspólnota Sól Ziemi należąca do ogólnoświatowego Ruchu Wiara i Światło. To ruch, w którego centrum są osoby niepełnosprawne umysłowo i ich rodziny. Raz w roku na rozpoczęcie wakacji wyjeżdżają na obóz. Już po raz czwarty do Dziewkowic. Wcześniej byli w Głębinowie, na Górze św. Anny czy w Miliardowicach.

– Często powtarzamy, że jeśli ktoś nie uczestniczył w obozie, to jeszcze oficjalnie nie należy do wspólnoty – przyznaje ks. kapelan Marian Kluczny. Dlaczego? – Kiedy przez kilka czy kilkanaście dni jesteśmy przez cały czas razem, doświadczamy głębszego bycia ze sobą. Co więcej, nie tylko mamy czas, by budować relacje, ale też musimy zadbać o to, by nasi przyjaciele o odpowiednich porach brali leki, trzeba pomagać im w ubieraniu się, w porannej i wieczornej toalecie, zaradzać tęsknotom za mamą – wylicza ks. Kluczny.

Jedno nie ulega wątpliwości – ci młodzi ludzie, którzy są we wspólnocie, nie boją się wziąć odpowiedzialności za niepełnosprawną osobę. Nie boją się z nią zaprzyjaźnić, zaprosić ją do swojego życia. – W zamian wiele otrzymują, bo z obozu nikt nie wyjeżdża taki sam – dopowiada ks. Norbert Wons, proboszcz dziewkowickiej parafii, z ruchem Wiara i Światło związany od czasów studiów w Lublinie.

Niezapomniane wakacje

– Najlepsza była dyskoteka! – bez chwili wahania mówi Dorota. I zaczyna śpiewać „Bałkanicę”. Po słowach refrenu: „Będzie, będzie zabawa” śmieje się promiennie. Łukasz też wspomina wspólne śpiewanie i tańce. Ta niezapomniana dyskoteka była częścią całodniowej zabawy w sali weselnej w Warmątowicach.

– Każdego roku, gdy jesteśmy w Dziewkowicach na obozie, właściciele na jeden dzień zamykają restaurację dla gości z zewnątrz i zapraszają nas do siebie na niesamowite przyjęcie. Był wystawny obiad, potem ogromne lody, były i osoby, które poprowadziły wspólną zabawę – opowiada Aneta Cichocka. W tym roku z ramienia Paszczaków, czyli pełnosprawnych przyjaciół osób niepełnosprawnych umysłowo, to właśnie Aneta, studentka pedagogiki, była odpowiedzialna za organizację wakacji. Wspierała ją Edyta Wieczorek, która w pierwszym wspólnotowym obozie uczestniczyła jako sześciolatka. Przyjechała wtedy razem ze starszą siostrą. I tak już zostało. Dziś jest świeżo upieczoną absolwentką gimnazjum. – Jesteśmy tu po to, by wakacje naszych Muminków były ciekawe, by byli szczęśliwi – mówi wprost Edyta. Nie ukrywa, że jest zmęczona, bo noce są ciężkie, ale mimo wszystko chce dawać z siebie jak najwięcej. – Ten wakacyjny czas jest dla mnie źródłem radości. Cieszy mnie zaufanie, jakim obdarzają mnie osoby niepełnosprawne – przyznaje Edyta.

 

Czas na bycie razem

 W obozach Wiary i Światła, jak podkreślają ks. Marian Kluczny i ks. Norbert Wons, wcale nie chodzi o załadowanie planu dnia mnóstwem rozmaitych wycieczek. Najważniejsze jest bycie ze sobą, rozmawianie, wspólne świętowanie podczas sobotniej agapy wieńczącej obóz. – Nasze dzieci tutaj czują się swobodnie. Gdzie indziej ich zachowania są tępione i wyśmiewane, a we wspólnocie, na obozie są akceptowani – mówi Anna Kluz, mama Doroty.

W tym roku każdy z 9 dni to podróż do innego kraju. – „Arka” obchodzi 50-lecie, więc połączyliśmy obozowe zajęcia z poznawaniem krajów, w których są domy „Arki”. Zaczęliśmy od Polski. Były też Włochy, Francja, Wielka Brytania czy Brazylia – opowiada Aneta Cichocka.

 – Lubię nasze obozy, zawsze na nie czekam – przyznaje Damian, który w czasie wspólnotowych Mszy św. jest ministrantem. Z kolei Michał na każdym kroku powtarza, że teraz trzeba z wszystkiego korzystać, bo na starość to już się na obozy nie jeździ. Jest też miejsce w pobliskich Strzelcach Opolskich, które koniecznie chcą odwiedzić. To grób Marysi, ich przyjaciółki ze wspólnoty.

Dziewkowice są z nimi

Mamie Marysi w kuchni pomagają mieszkanki Dziewkowic, panie Urszula Palus i Róża Kokoszka. – Przychodzimy, by pozmywać i posprzątać. Przynajmniej w taki sposób chcemy odciążyć uczestników obozu – mówią. – Najlepszą nagrodą jest uśmiech tych młodych ludzi, ich radość – podkreślają. – Z roku na rok parafianie coraz bardziej przekonują się do naszych gości – przyznaje ks. Norbert Wons. Już nie tylko przynoszą ciasta, warzywa czy jajka, ale też zostają na dłużej, by pobyć. Każdego dnia przychodzą dzieci i młodzież. Są też mieszkańcy, którzy zapraszają gości do siebie, np. do piekarni, gdzie jest możliwość własnoręcznego przygotowania wypieków. – Przyszedł do mnie pan, który chce przygotować obiad dla całej grupy – dodaje Aneta Cichocka, podkreślając, że ich wspólnota z różnych stron i pod różnymi postaciami doświadcza dobroci.

Tagi:
KOŚCIÓŁ,