Ja, tata

Stefan Sękowski

GN 16/2014 |

publikacja 17.04.2014 00:15

Rock to nie tylko imprezowanie. Muzycy tacy jak „Gutek”, Artur Rojek i Kazik Staszewski wyśpiewują swoją radość z bycia ojcami i dziadkami.

  Kazik Staszewski z wnuczką Hanią. 51-letni piosenkarz ma dwie wnuczki: oprócz 6-letniej Hani, także roczną Helenkę PIOTR BLAWICKI /DDTVN/EAST NEWS Kazik Staszewski z wnuczką Hanią. 51-letni piosenkarz ma dwie wnuczki: oprócz 6-letniej Hani, także roczną Helenkę

Miłość boli – śpiewał kiedyś zespół Nazareth. Członkowie tej szkockiej grupy zdziwiliby się, gdyby po latach usłyszeli takie mimowolne nawiązanie do tych słów: „Tak bardzo cieszę się, że jesteś/ nie spodziewałem tego się/ że mi tyle radości sprawić może/ to że w nos ugryziesz mnie”. To fragment piosenki „Jatata” zespołu Indios Bravos, której adresatem jest Pola, córeczka gitarzysty tej grupy – Piotra Banacha. Znalazła się na płycie „Jatata” i nie jest na tym krążku jedynym utworem dotyczącym ojcostwa. Tego tematu dotyczą także „Ja Twój Cień” i „Czas spełnienia 2”, do których teksty napisał również Banach. To odważne posunięcie – w końcu do tej pory rodzina rzadko była tematem rockowych piosenek.

Śpiewający tata

Piotrowi „Gutkowi” Gutkowskiemu nie było trudno zaśpiewać teksty napisane przez kolegę z zespołu, ponieważ zna te uczucia z własnego doświadczenia. Jest tatą 3-letniej Zuzi i 1,5-rocznego Kajtka. – Dzieci dają nam ogromne szczęście, są naszymi wymarzonymi skarbami. Oczywiście bywa ciężko: nie spodziewałem się, że tak trudno będzie przez dwa tygodnie nie przesypiać całych nocy, gdy były niemowlętami. Rodzicielstwo uczy pokory, daje wgląd w to, co nasi rodzice przechodzili z nami. Ale ostatecznie to wszystko nam się zwraca w radości przebywania z dziećmi – mówi „Gutek”. Jeszcze kilka miesięcy temu muzyk zajmował się w ciągu dnia swoimi pociechami, podczas gdy żona pracowała. Jak mówi, nie był do końca sam, bardzo pomagała mu teściowa.

Teraz dzieci mają opiekunkę, dzięki czemu może pojechać do studia, popisać, poćwiczyć. Ale ten czas, który spędzał głównie z dziećmi, wspomina bardzo dobrze. – Dzieci najbardziej lubią wspólne spacery, wychodzenie do parku. Także wszelkie kreatywne zabawy, wycinanie z kartonu, malowanie, czytanie książek czy opowiadanie historyjek – mówi. Gdy się z nim rozmawia, czuć ojcowskie zaangażowanie: – Ostatnio z Zuzią ćwiczymy gamę. Jeszcze niezbyt jej wychodzi, lepiej od dźwięków wyższych do niższych, czyli „do-si-la”… niż odwrotnie. Może dlatego, że łatwiej jej łączyć w ten sposób sylaby… Ale jest coraz lepiej – cieszy się. Małżonkowie, którzy nie mają dzieci, boją się czasem, że jak się pojawią, nie będą mieli czasu dla siebie nawzajem. Tymczasem nic z tych rzeczy. – Dzieci sprawiły, że jesteśmy bliżej siebie, nawet spędzamy więcej czasu razem. Bywa, że chcielibyśmy odpocząć, wyjechać gdzieś sami… ale potem myślimy sobie, że trudno byłoby nam zostawić dzieci na parę dni z dziadkami, za bardzo byśmy za nimi tęsknili – opowiada.

Kot czy pelikan?

Artur Rojek, były wokalista zespołu Myslovitz, podkreśla, że rodzicielstwo jeszcze bardziej wzmocniło jego więź z żoną. Są rodzicami 6-letniego Franka i 2-letniego Antka. – Ja jestem od porannego wstawania i zajmowania się wszystkim, łącznie z budzeniem, przygotowaniem śniadania i odwiezieniem do szkoły. Zajmuję się też popołudniowymi zajęciami sportowymi, tzn. chodzę ze starszym synem na treningi pływania, na salę gimnastyczną, rolki, jeżdżę na obozy zimowe i letnie – opowiada. Podkreśla także rolę, jaką w wychowywaniu dzieci odgrywa jego żona. – Jest świetna w wymyślaniu wspólnych zabaw i angażowaniu chłopaków w różne ciekawe zajęcia. Oni to uwielbiają – mówi. Dodaje, że bardzo chce być obecny w życiu swoich dzieci w jak najszerszym znaczeniu tego słowa. Wie, jak istotne jest to w życiu człowieka. Jego rodzice rozwiedli się, gdy miał 1,5 roku. Wychowywali go głównie dziadkowie, a swojego ojca poznał, mając dopiero 35 lat. – Nieobecność ojca może odbijać się w życiu na różne sposoby. Pomijając deficyty, u mnie spowodowała, że chcę postąpić odwrotnie – tłumaczy. Jego piosenka „Kot i pelikan” z płyty „Składam się z ciągłych powtórzeń”, która ukazała się w kwietniu tego roku, nie jest tak beztroskim wyznaniem miłości jak „Jatata”. „W cieniu palm/ gruby kot głaszcze swój puszysty brzuch/ patrząc jak/ mimochodem czuję, że/ z każdym dniem mam coraz mniej/ czas przemija, pamięć nie./ A gdy słyszę Franka płacz/ pelikanem mknę przez park”. Wielu ojcom nie jest łatwo pogodzić chęć utrzymania niezależności ze świadomością odpowiedzialności za dziecko. Rojek twierdzi, że nie było w nim buntu przeciwko nowej sytuacji, która wymagała od niego nauki życia w innym rytmie. – Ta piosenka opowiada z jednej strony o tym, co nieuchronnie przemija i na co patrzę z sentymentem, a z drugiej o tym, co mnie aktualnie otacza i daje poczucie szczęścia i pewności. Coś jak przestrzeń pomiędzy tęsknotą a nadzieją – tłumaczy.

Dziadku, bądź tęczą

Jeszcze do niedawna najbardziej znaną piosenką o tematyce rodzinnej zespołu Kult było „Gdy nie ma dzieci w domu”. Wokalista grupy Kazik Staszewski śpiewał, jak niegrzeczni są rodzice, gdy ich pociechy wyjeżdżają na wakacje. Mało kto się spodziewał, że Kazik zaśpiewa o tym, jak… dobrze być dziadkiem. 51-letni piosenkarz ma dwie wnuczki: 6-letnią Hanię i roczną Helenkę. „Ty jesteś moim wschodem słońca/ Czas najpełniejszy dajesz codziennie mi./ A mógłbym z Tobą być bez końca/ I z siostrą gdy otworzy drzwi” – śpiewa w piosence „Dobrze być dziadkiem”, która znalazła się na wydanej w ubiegłym roku płycie „Prosto”. Jak mówił w jednym z wywiadów, ta piosenka jest wyrazem czystej radości z posiadania wnuczek. Kazik mieszka bardzo blisko rodziny swojego starszego syna, stąd często się z nimi widuje. Nie chce jednak zbytnio ingerować w wychowanie dziewczynek, stwierdzając, że to sprawa przede wszystkim rodziców. Bycie dziadkiem sprawia mu ogromną przyjemność, choć nie ukrywa, że zdarzają się i problematyczne sytuacje. – Hania poprosiła mnie kiedyś, żebym zamienił się w tęczę. To było dosyć trudne… A chodziło po prostu o to, żeby zrobić mostek – śmieje się. Indios Bravos wykonują muzykę z pogranicza bluesa i reggae, Artur Rojek jeszcze do niedawna był liderem pop-rockowego Myslovitz, a wywodzący się z klimatów punkowych Kult to zespół legenda, jeśli chodzi o polski rock. Co prawda muzycy tacy jak Neil Young, Eric Clapton czy John Lennon śpiewali o swoich dzieciach, jednak tego typu muzyka raczej nie kojarzy się z tematyką rodzinną – a już na pewno rockmani nie pisali do tej pory piosenek afirmujących posiadanie wnucząt. Dlaczego więc muzycy sięgają po tematykę do tej pory mało popularną? – Dla mnie to bardzo ważne. Zarówno ze względu na to, z czego wyrosłem, jak i ze względu na to, co mam do zrobienia jako mąż i ojciec – mówi Rojek. – Rodzicielstwo nie pasuje do rockowego image’u, beztroski, imprezowania. Stąd ta tematyka jest niepopularna – mówi „Gutek”. – Bycie tatą porządkuje życie, pokazuje, co jest najważniejsze. Wydawałoby się, że życie rodzica jest trudne, tymczasem nasze, od kiedy mamy dzieci, stało się o wiele prostsze – dodaje. Czy swoimi piosenkami chce zmienić stereotyp rodzicielstwa? – Przede wszystkim chciałbym, żeby za parę lat nasze piosenki sprawiły trochę radości naszym dzieciom. A jeśli kogoś nakłonią do posiadania własnych, to będę z tego dumny i szczęśliwy. Im więcej fajnych ludzi na tym świecie, tym lepiej – mówi.