publikacja 27.03.2014 00:15
Cztery lata temu pokazał nam Wietnam, jakiego komuniści nie pokazują turystom. Dziś Le Quoc Quan, znany na Zachodzie adwokat z parafii redemptorystów w Hanoi, odsiaduje wyrok za fikcyjne przestępstwo. W czasie rozprawy apelacyjnej upadł na ziemię z wycieńczenia.
VIETNAM NEWS AGENCY /EPA/pap
Le Quoc Quan w czasie rozprawy apelacyjnej 18 lutego br.
Przez lata bronił w sądach ludzi skazywanych, jak on teraz, za rzeczy, których się nie dopuścili. Jego klientów łączyło jedno: sprzeciw wobec bezprawnych poczynań władz komunistycznych. Wielu ze skazywanych było, jak on, związanych z parafią Thai Ha w Hanoi – najbardziej chyba „wywrotowym” dziś miejscem w Wietnamie, regularnie ograbianym z kolejnych fragmentów ziemi. Quan bronił ludzi, ale sam też nieraz trafiał za kratki. – Przyzwyczaiłem się, że co jakiś czas jestem pod ściślejszą kontrolą, czasem muszę kombinować, jak wyjść z domu niepostrzeżenie – mówił mi ze śmiechem cztery lata temu.
W Thai Ha na wieczornej Mszy w środku tygodnia kościół jest codziennie wypełniony młodymi ludźmi. To i tak fenomen, jeśli nawet wziąć pod uwagę, że ok. 60 proc. społeczeństwa Wietnamu to osoby poniżej 35. roku życia. W niedzielę odprawia się tutaj 8 Mszy, na każdej z nich jest ok. 2 tys. wiernych. W 2008 r. kilku parafian w pokazowym procesie zostało skazanych na więzienie za udział w „antyrządowych wystąpieniach” (chodziło o obronę parafii przed kolejną grabieżą ziemi). Tysiące ludzi ze świecami modliło się o ich uwolnienie. Redemptoryści zostali oskarżeni o „próbę obalenia rządu”. Od tamtego czasu parafa jest pod stałą obserwacją. Adwokat Quan był jednym z obrońców tych ludzi. Kiedy spotkaliśmy się po raz pierwszy, właśnie w parafii Thai Ha, tryskał optymizmem: – Katolicy to dzisiaj prawie 10 proc. społeczeństwa, są dość mocno zjednoczeni i bardzo aktywni. Dlatego też rząd tak bardzo boi się siły Kościoła. Buddyści, którzy stanowią większość, są bardziej rozbici i ulegli władzom. Niestety, większość społeczeństwa zmienia swoje zapatrywania w zależności od tego, co rząd powie. Ale wierzę, że za 10, 15 lat przyjdą zmiany. Nawet sami komuniści ewoluują, wprowadzili wolny rynek, wiele rzeczy już wygląda inaczej. Trzeba pozyskiwać także komunistów, żeby doprowadzić do zmian – mówił z zapałem. W pewnym momencie przerwał rozmowę i szybko poprosił o mój adres e-mailowy. Ktoś podszedł do adwokata i przekazał mu jakąś informację. Ten potargał natychmiast kartkę, na której właśnie napisałem swoje namiary, kawałki umieścił nerwowo w tylnej kieszeni i dał do zrozumienia, że powinniśmy już iść. – Skontaktujemy się później – rzucił coraz bardziej wystraszony. Udało mi się jeszcze zapisać jego adres. My też musieliśmy szybko uciekać. Parafianie wypatrzyli znanych tajniaków.
To dla nas sygnał, że cenisz rzetelne dziennikarstwo jakościowe. Czytaj, oglądaj i słuchaj nas bez ograniczeń.
już od 14,90 zł