publikacja 13.02.2014 00:15
O nieprawdopodobnych owocach filmu „Ja Jestem”, który półtora roku temu dołączyliśmy do „Gościa”, z Maciejem Bodasińskim
TOMASZ GOłąb /gn
Maciej Bodasiński – jeden z twórców filmu „Ja Jestem”. Ojciec czworga dzieci, mieszka w Warszawie
To nasz najważniejszy film. Jezus chce być Bogiem z nami, a nie zamkniętym więźniem tabernakulum. Wystarczy – odczuliśmy to bardzo mocno w czasie realizacji filmu – otworzyć Mu drzwi kościoła. Wszędzie tam, gdzie wypuścimy Go na ulice, dokonuje się rewolucja – opowiadali w maju 2012 roku Maciej Bodasiński i Lech Dokowicz, twórcy filmu „Ja Jestem”.
Polskie dzieci widziały niedawno animowany film „Największy z cudów”, oparty na objawieniach Cataliny Rivas…
Przytomna, elegancko ubrana, ładna kobieta. W straszliwej rozpaczy. „To spotkanie – opowiadała – zmieniło moje życie. Bóg mi odpowiedział”. Dla mnie samego ten film był górą Tabor, Przemienieniem. Zrozumiałem, że to, co po ludzku jest absurdalne, jest możliwe u Boga. Zdarzają się spektakularne powroty do Kościoła, natomiast ten film – widzimy to od półtora roku – budzi przede wszystkim letnich. Jeden z proboszczów powiedział nam kiedyś wzruszony: „Przestałem już wierzyć w Eucharystię. Ktoś dał mi ten film. Włączyłem wieczorem i ktoś naprawdę zmusił mnie do padnięcia na kolana. Na nowo uwierzyłem, że On jest w kawałku chleba!”.
To dla nas sygnał, że cenisz rzetelne dziennikarstwo jakościowe. Czytaj, oglądaj i słuchaj nas bez ograniczeń.
już od 14,90 zł