Coraz więcej Nikodemów

Przemysław Kucharczak

Gość Katowicki 06/2014 |

publikacja 06.02.2014 00:00

Przedłużona adoracja. Franciszkanie z Panewnik zrobili eksperyment: raz w tygodniu, z piątku na sobotę, wystawiają Najświętszy Sakrament na całą noc. I sami są zdumieni, bo kaplica jest pełna ludzi nawet o drugiej w nocy.

Najświętszy Sakrament  w kaplicy Matki Bożej Fatimskiej  w bazylice w Katowicach- -Panewnikach Przemysław Kucharczak /GN Najświętszy Sakrament w kaplicy Matki Bożej Fatimskiej w bazylice w Katowicach- -Panewnikach

Niektórzy przyjeżdżają tu adorować w nocy Chrystusa także z innych miast. Franciszkanie z Katowic-Panewnik doświadczyli więc tego samego, co wielu innych księży, którzy zdecydowali się wprowadzić np. Noce Konfesjonałów: ludzie walą wtedy drzwiami i oknami, żeby pojednać się z Bogiem.

W Panewnikach od dawna widać to samo zjawisko. – Na naukach przedmałżeńskich, które zaczynają się o 20.00, mamy zawsze ponad setkę narzeczonych. Tłumaczą, że wcześniej nie mają czasu. Podobnie w Adwencie raz w tygodniu prowadziliśmy Roraty dla dorosłych, które zaczynały się o godzinie 21.00. Proszę sobie wyobrazić, że mieliśmy wtedy pełny kościół! – mówi ojciec Alan Rusek, proboszcz bazyliki w Panewnikach.

Dlaczego nocą?

Ojciec Alan kiedyś przyglądał się temu zjawisku z lekkim zdziwieniem. Przemknęło mu przez głowę pytanie, dlaczego ludzie nie załatwiają takich spraw o bardziej „ludzkich” porach. Jednak wie też, że z rzeczywistością nie ma co walczyć. – To jest jakiś znak czasu. Jeśli są osoby, które mają takie zapotrzebowanie, to dlaczego im nie wyjść naprzeciw? – pyta.
Co powoduje, że ludzie dzisiaj chcą korzystać z propozycji duszpasterskich o bardzo późnych porach? Oczywiście, praca... Coraz mniej osób pracuje tylko osiem godzin, co było normą jeszcze 20 lat temu. Naprawdę mnóstwo ludzi haruje dziś do późna. A nawet jeśli nie, to np. wożą popołudniami swoje dzieci na angielski, skrzypce i tym podobne. – Dopiero wieczór jest do ich dyspozycji. Godziny wieczorne, a nawet nocne lepiej im pasują, żeby pójść do kościoła – zauważa ojciec Alan. – No i w przypadku adoracji mamy jeszcze jeden poważny argument: atmosfera nocy bardziej sprzyja wyciszeniu, koncentracji. Nie słychać szumu aut ani nikt nam nie wydzwania na komórkę... Widać, coraz więcej jest dzisiaj takich Nikodemów, którzy chcą nocą przychodzić do Pana Jezusa, żeby Mu przedstawiać swoje problemy i radości.

Podszedłem ostrożnie

W panewnickiej bazylice od dawna można adorować Jezusa w ciągu dnia, od 6.00 do 18.00. Z propozycją rozszerzenia tych godzin na noce, czyli wprowadzenia wieczystej adoracji, do ojca Alana przyszli świeccy. A konkretnie kobiety z parafialnej Odnowy w Duchu Świętym. Jedna z nich, emerytowana nauczycielka Barbara Mrozek, była latem jako wolontariuszka we wspólnocie w Jerozolimie, gdzie taka wieczysta adoracja trwa. Wróciła stamtąd z przekonaniem, że na Śląsku też powinno być miejsce, gdzie Jezus będzie nieustannie adorowany. I że tym miejscem są właśnie Katowice-Panewniki.
– Panie, które do mnie przyszły z tą propozycją, podały m.in. przykład matki Teresy z Kalkuty, w której zgromadzeniu po rozpoczęciu wieczystej adoracji powołania wzrosły o 100 procent. Mówiły, że już zrobiły rozeznanie wśród mieszkających w okolicy ludzi, którzy są zaangażowani w pracę w ciągu dnia, ale mają wielkie pragnienie adoracji Chrystusa. A taka godzina adoracji daje przecież siłę na codzienne nasze zabieganie – relacjonuje ojciec Alan.
Kobiety mówiły też proboszczowi, że są parafianie, którzy nie mogą spać, bo przygniatają ich jakieś trudne sprawy. I że oni też już czekają na tę adorację. – Mimo to podszedłem do prośby moich parafianek ostrożnie, nie od razu z wielkim entuzjazmem – śmieje się ojciec Alan. – Chodzi o to, że taka inicjatywa wiąże się z rozwiązaniem pewnych spraw technicznych. Trzeba na przykład zabezpieczyć na noc kościół – zaznacza.
Okazało się jednak, że rozwiązanie tych problemów było prostsze, niż można się było spodziewać. W bazylice ojców franciszkanów jest bowiem kaplica fatimska, do której można wejść od zewnątrz, z placu przed bazyliką. – Są w niej drzwi wahadłowe prowadzące do bazyliki, ale wystarczyło je zablokować, żeby nikt niepowołany w nocy tam się nie dostał – mówi ojciec Alan. – Na dodatek jest w tej kaplicy nawet krata w prezbiterium, którą można zabezpieczyć sam Najświętszy Sakrament. Została tam, bo przed laty właśnie tutaj był On wystawiany w ciągu dnia – wyjaśnia.

Alina idzie na szóstą

Idea wieczystej adoracji polega na tym, że oprócz osób przychodzących wówczas, kiedy odczują taką potrzebę, są też ochotnicy, którzy czuwają przy Jezusie w czasie wyznaczonych, godzinnych dyżurów. Dzięki temu Pan ani na chwilę nie zostaje sam. Ojciec Alan poprosił tylko odpowiedzialnych za rozpiskę, żeby na dyżurach były zawsze dwie osoby.
Adoracja w noce z piątku na sobotę ruszyła na początku Adwentu zeszłego roku. Alina Krawczyk, dietetyczka oddziałowa w szpitalu w Ligocie, dyżuruje przed Jezusem w monstrancji w każdy piątek o szóstej rano. – O tym, jakie łaski są z moim adorowaniem Jezusa związane, pewnie dowiem się w niebie. Za to już teraz wiem, że wstaję z radością na tę moją godzinę adoracji; ja przez cały tydzień czekam na piątek. Z radością tam idę i o pierwszej w nocy, jeśli mi się zdarzy wziąć dyżur w zastępstwie. I jeszcze jedno: Pan Bóg naprawdę się o nas troszczy i daje nam bardzo konkretne odpowiedzi – zapewnia.
Pani Alina doświadcza więc rzeczywistości, którą poznał każdy, kto też trwał przed Bogiem i wsłuchiwał się w Niego: On odpowiada. Wielu ludzi odchodzi od wiary, bo nawet nie spróbowało Go posłuchać. Na przykład w ciszy, przed Najświętszym Sakramentem. – To niesamowite, że Bóg na nas czeka przez 24 godziny na dobę, że jest żywy. Chodzi o to, żebyśmy w kontakcie z Nim nie poprzestali na „odsiedzeniu” godziny w niedzielę – podkreśla Alina Krawczyk.
Podobne opinie docierają do proboszcza. – Dostałem świadectwo młodego małżeństwa. Napisali, że kiedy koło Trzech Króli zrobiliśmy przerwę w nocnej adoracji, bardzo im brakowało tej godziny, którą sobie wybrali – mówi ojciec Alan.

Czy znajdzie się dwustu?

Ludzi, którzy czują podobnie, jest, jak się okazało, sporo. – O pierwszej, o drugiej w nocy ta kaplica jest pełna. A mieści około 25 osób. Później robi się luźniej, ale aż do rana są tam ludzie, którzy przyszli na modlitwę spontanicznie, oprócz tych, którzy zdeklarowali się na dyżury – relacjonuje franciszkanin. – Kiedy tam zaglądałem, zauważyłem, że z tej adoracji korzystają też nasi bracia – dodaje.
O swoim eksperymencie zakonnicy opowiedzieli arcybiskupowi Wiktorowi Skworcowi. – Czekam jeszcze na pisemne potwierdzenie pozwolenia księdza arcybiskupa na wieczystą adorację. Na razie na rok, ale jeśli pomysł się sprawdzi, ksiądz arcybiskup może to pozwolenie przedłużyć. Jak tylko pismo z kurii dotrze, rozszerzamy nocną adorację także na noc z czwartku na piątek – zapowiada proboszcz bazyliki.
Wiąże się to z tym, że zgłosiło się już dosyć kandydatów, żeby obsadzić dyżury na pełne dwie doby. – Jeśli chętnych nadal będzie przybywało, za jakiś czas wprowadzimy adorację w kolejną noc. I jeszcze kolejną. I w ten sposób możemy stopniowo dojść do wieczystej adoracji – zapowiada ojciec Alan. – Musielibyśmy jednak mieć ponad dwustu dyżurujących. Zauważyłem, że jest w ludziach jakiś opór przed deklarowaniem się w tej sprawie na piśmie. Niepotrzebnie. Przecież jeśli komuś coś wypadnie, po prostu dzwoni do osoby odpowiedzialnej za dany dzień i ona szuka zastępstwa – mówi.
Według informacji, do których dotarli franciszkanie, w tej chwili w całej Polsce jest prawdopodobnie tylko 14 miejsc, w których trwa wieczysta adoracja, dostępna dla każdego. – Jezus powiedział w Ogrójcu: „Jednej godziny nie mogliście czuwać ze Mną?”. Mówimy więc wszystkim: przyjdź na adorację, żeby On nie był samotny. I żeby też mógł działać w twoim życiu – zachęca Alina Krawczyk.