Ostatnie wezwanie

Marcin Jakimowicz

GN 48/2013 |

publikacja 28.11.2013 00:15

O maleńkiej wiosce w górach Hercegowiny, która jest na ustach całego świata - rozmowa z Lechem Dokowiczem i Maciejem Bodasińskim.

Do Medjugorie od 30 lat przyjeżdżają niezliczone tłumy. Kościół wciąż nie wypowiedział się oficjalnie o prawdziwości objawień Jacek Rajkowski /REPORTER/east news Do Medjugorie od 30 lat przyjeżdżają niezliczone tłumy. Kościół wciąż nie wypowiedział się oficjalnie o prawdziwości objawień

Marcin Jakimowicz: Nie macie wrażenia, że balansujecie na krawędzi? Kościół – co skrupulatnie przypominają przeciwnicy Medjugorie – wciąż nie uznaje objawień…

Lech Dokowicz: To prawda, ale one dokonują się dzisiaj, więc jeżeli chcemy mieć film, który dokumentuje obecną sytuację, to musimy działać tu i teraz. Trzeba pamiętać, że jest to fenomen przyciągający do Medjugorie co roku dziesiątki tysięcy ludzi od ponad 30 lat. Bardzo wielu z nich zmienia całkowicie swoje życie, oddając je Bogu, dla wielu innych jest to niezwykłe umocnienie wiary. Tak więc dla nas, filmowców, to niepowtarzalna szansa i obowiązek, aby zapytać, co się tam dzieje.

Widziałem film i wiem, że nie macie wątpliwości co do tego, że objawienia są prawdziwe…

Maciej Bodasiński: Kiedy 1,5 roku temu rozpoczynaliśmy pracę nad filmem, nie było to takie oczywiste. Zaznajomiliśmy się z argumentami zwolenników i oponentów. Film nie jest wynikiem szybkiego wyjazdu i pochopnych decyzji, jest owocem wielu modlitw, rozważań i doświadczeń – taka jest nasza ocena sprawy.

A jak zareaguje Lech Dokowicz, gdy oficjalne zdanie Kościoła będzie brzmiało: „To fałszywe objawienia”?

LD: Gdyby tak się miało stać, podporządkujemy się stanowisku Kościoła i będziemy czekać, „co na to Pan Bóg”. Warto w tym kontekście pamiętać o objawieniach siostry Faustyny. Kościół uznał je dopiero po kilkudziesięciu latach oraz osobistych interwencjach kard. Wojtyły, przedtem był czas, w którym zakazywano propagowania kultu. Dziś trudno sobie wyobrazić, że mógł istnieć sprzeciw wobec propagowania kultu Miłosierdzia Bożego. Niezwykłe duchowe fenomeny związane z działalnością św. ojca Pio stały się powodem, dla którego zakazano mu na kilka lat kontaktu z wiernymi, a dziś do grobu świętego przybywają tysiące osób, które oczekują łask za jego wstawiennictwem. Chcę przez to powiedzieć, że nakazom Kościoła należy się poddać, bo w posłuszeństwie ukazuje się wola Boża na daną chwilę. Natomiast w życiu duchowym, jak pokazują powyższe przypadki, może być tak, że wezwanie do posłuszeństwa, choć obiektywnie błędne z punktu rozeznania prawdziwości zjawiska, jest próbą weryfikującą intencje zaangażowanych.

Co odpowiadacie tym, którzy twierdzą: to zwykle fajerwerki, sztuczki Złego?

LD: „Żadne królestwo nie ostoi się wewnętrznie skłócone”. Według mnie jest absurdem myślenie, że diabeł mógłby przez dziesiątki lat reżyserować widowisko, którego skutkiem są nawrócenia dziesiątek tysięcy ludzi, a Pan Bóg by na ten stan rzeczy pozwalał.

W czasie każdej reżyserskiej przygody mieliście spore duchowe zawirowania. Tym razem obyło się bez przygód?

MB: Były i tym razem. Podam jeden przykład: był taki moment, gdy zrezygnowani wracaliśmy do wynajętego pokoju, by spakować się i wracać do Polski – bez filmu. Nikt nie chciał z nami rozmawiać, zdjęcia zupełnie nie wychodziły, mieliśmy wtedy dużo wątpliwości co do autentyczności objawień. Biorę do ręki telefon, a tam SMS od nieznanej mi osoby, wysłany pół roku wcześniej: „Módl się więcej, Matka Boża wszystko widzi”. Chwilę później Leszek włącza komputer, właśnie otrzymał wiadomość na Facebooku, też od obcej osoby: „Matka Boża objawiła mi wasze trudności, ofiarowuję w waszej intencji post w środy i piątki, o chlebie i wodzie, aż do końca pracy nad filmem”. Wzruszyliśmy się głęboko, nie jesteśmy sami. No dobra, Panie Boże, spróbujemy jeszcze raz, jedziemy do Jacova, już raz nam odmówił, w ogóle nie udziela wywiadów. Jest w domu, otwiera drzwi, bez żadnych wstępów prosimy o wywiad, on się uśmiecha szeroko: „Jasne, nie ma sprawy, kiedy chcecie?”. To był moment zwrotny, od tego dnia zaczęły się prawdziwe zdjęcia.

Rozmawialiście w Vicką – jedną z widzących. Co zaskoczyło Was w jej postawie?

MB: Vicka bardzo cierpi, przeszła wiele operacji kręgosłupa, ból jej nie opuszcza, a w ogóle tego po niej nie widać, cały czas się śmieje. Ma się wrażenie, że zauważa każdego człowieka, nawet gdy otacza ją kilkutysięczny tłum. Po chwili ty sam zaczynasz się uśmiechać i twoje problemy nie wydają się już tak wielkie. W takich momentach doświadczasz skrawka nieba.

Dlaczego Maryja zapowiedziała: „To ostatnie objawienie”? Naprawdę mamy tak mało czasu?

LD: Maryja nie powiedziała: „To ostatnie objawienie” tylko „To ostatnie TAKIE objawienie”, co oznacza, że jest to ostatnie Jej objawienie w takim wymiarze, jeżeli chodzi o częstość spotkań i czas ich trwania. Ze względu na ilość i jakość popełnianych obecnie przez ludzkość grzechów – wystarczy przypomnieć ponad miliard popełnionych w ostatnich 30 latach aborcji, masowej apostazji ochrzczonych, bluźnierstwach tysięcy ludzi, których gromadzą rozmaite sekty satanistyczne, czy masowym grzechu sodomskim – świat nie powinien już istnieć. Jeżeli jeszcze istnieje, to tylko dlatego, że miłosierdzie Boga jest większe niż Jego sprawiedliwość. Ale nie jest tak, że Pan Bóg pozwoli się obrażać w nieskończoność. Ja rozumiem to częste przychodzenie Maryi w Medjugorie także jako krzyk do świata: nawracajcie się, dopóki jest czas miłosierdzia, bo po nim przyjdzie sprawiedliwość.

Wielu jedzie do Medjugorie, by zobaczyć wirujące słońce czy tańczący krzyż na Kriżevacu. Co dla was było największym cudem tej hercegowińskiej wioski?

LD: Było nim pewne osobiste zdarzenie, które dotyczyło mojej rodziny – pewien prezent, który Pan Bóg dał nam w tym miejscu – ale jest to sprawa osobista. MB: Jacov pozwolił sfilmować objawienie, które ma raz do roku, 25 grudnia, w Boże Narodzenie. Leszek nie mógł jechać. 23 grudnia, jesteśmy niespakowani, syn Franek ma 39 stopni gorączki, ogromne napięcie – jechać, nie jechać, w końcu ruszyliśmy wieczorem. 17 godzin jazdy, w ulewie zamarzającej na szybach, w drodze spalona opona, cudem przeżyliśmy. Wigilia w pokoju hotelowym (pierogi z plastikowej miski). A jednak to był wyjazd życia, byliśmy codziennie razem na Mszy św., mój najstarszy, 9-letni syn Kuba przeżył duchowe spotkanie z Jezusem (zapamięta to do końca życia). Spotykaliśmy ludzi na ulicy, którym mówiliśmy o Bogu i Maryi, a oni płacząc, postanawiali zmienić swoje życie. To było nieprawdopodobne. Wszyscy zrozumieliśmy (ja, Agnieszka, Kuba, Jaś i Franek), że prawdziwe szczęście to zaufać Bogu i żyć w Nim.

Często powtarza się zarzut, że objawień w Medjugorie jest „za dużo”, że powtarzają się...

MB: Przez bardzo długi czas myślałem podobnie, orędzia wydawały mi się banalne, trochę o niczym. Gdy zaczęliśmy pracę nad filmem, spróbowałem „dać Matce Bożej szansę”. Zacząłem je czytać, próbując przyjąć i zrozumieć. I nagle poczułem, że orędzia te są skierowane do mnie. Jedno z nich wisi w naszym studiu: „Drogie Dzieci! Dziś wzywam was do modlitwy w moich intencjach. Odnówcie post i modlitwę, bowiem szatan jest mądry i wiele serc przyciąga do grzechu i upadku. Dziatki, wzywam was do świętości i do życia w łasce. Adorujcie mojego Syna, by On wypełnił was pokojem i miłością, których pragniecie. Dziękuję wam, że odpowiedzieliście na moje wezwanie. Co robi Matka, gdy Jej nie słuchasz? Napomina ponownie. Gdy dalej nie słuchasz? Próbuje jeszcze raz. Czy powinna w końcu przestać? Co się wtedy z tobą stanie?”.

Zakończył się Rok Wiary. Zaskoczył was czymś? Zdumiał?

LD: Nie powiedziałbym, że zaskoczył, lecz ucieszył. Muszę wspomnieć o niezwykłych ewangelizacjach w diecezji koszalińsko-kołobrzeskiej, gdzie fenomenem było zaangażowanie całej diecezji, jej kapłanów oraz dużej części wiernych. Następnie spotkanie ewangelizacyjne dla ponad 60 tys. ludzi, poprowadzone przez o. Johna Bashoborę na Stadionie Narodowym, trzydniowa ewangelizacja Krakowa i eucharystyczna ewangelizacja Rzeszowa z okazji uroczystości Bożego Ciała. Wybrałem spośród wielu te przykłady, ponieważ sytuacja, w której żyjemy, nie pozwala już na marnowanie czasu na rzeczy małe. Zbyt dużo ludzi gubi się i zatraca swoje dusze, abyśmy mogli spokojnie dalej zajmować się tylko naszymi małymi przydomowymi ogródkami. Kościół katolicki musi się stać na powrót wielkim, czytelnym znakiem. Aby to się stało, nie wolno nam się bać rzeczy wielkich, przeciwnie – powyższe przykłady pokazują, jak bardzo Pan Bóg wspiera takie działania. Od 1.12.2013 film „Ostatnie wezwanie” jest dostępny na: www.ostatniewezwanie.pl