Św. Teresa na scenie

Joanna Bątkiewicz-Brożek

GN 33/2013 |

publikacja 15.08.2013 00:15

XIX-wieczne poematy karmelitanki na scenie koncertowej w wydaniu piosenkarki XXI wieku Św. Tereska z Lisieux podbija dziś Francję dzięki wokalistce z Kanady. Rozpala w sercu zlaicyzowanego kraju tęsknotę za Miłością.

We francuskich kościołach Natasha St-Pier śpiewa poematy św. Teresy z Lisieux. Na koncerty na najbliższe miesiące wszystkie bilety są wysprzedane SIPA /east news We francuskich kościołach Natasha St-Pier śpiewa poematy św. Teresy z Lisieux. Na koncerty na najbliższe miesiące wszystkie bilety są wysprzedane

Natasha St-Pier śpiewa: „Panie, Twym pięknem jestem pochłonięta, chcę Cię dotknąć i chłonąć, o Boże”. Publiczność zrywa się do oklasków. Piękna wokalistka śpiewa jak anioł, a jej utwory znają na pamięć nie tylko Francuzi. Tym razem rzuciła na kolana potomków Napoleona płytą inspirowaną poezją św. Teresy z Lisieux. „Vivre d’amour” (Żyć miłością) to jeden z najsubtelniejszych, a zarazem niezwykle płomiennych tekstów świętej karmelitanki. O wyjątkowej i namiętnej miłości do Boga Natasha śpiewa w całej Francji, w scenerii gotyckich kościołów. To dzięki niej są znowu pełne. Na jej koncerty na najbliższe kilka miesięcy nie ma już biletów. Na Facebooku trwa licytacja miejsc stojących! Nad Sekwaną sprzedano już prawie pół miliona płyt, utwory świętej z Karmelu emituje francuskie radio, wideoklipy – telewizja.

Rewolucjonistka

– Nie czytałam dotąd nic św. Tereski, w ogóle jej nie znałam. Pewnego dnia mój kolega, wokalista, kompozytor Gregoire podrzucił mi jej teksty i powiedział: „Może zaśpiewasz?” – opowiada Natasha St-Pier w katolickiej telewizji francuskiej KTO. – Pomyślałam: oszalał, ale przeczytam, co mi szkodzi. Natasha całą noc chłonie teksty karmelitanki. – Rzuciłam się w internet, musiałam wiedzieć więcej – mówi. Rano biegnie do pobliskiego Fnaca (sieć największych księgarń we Francji), by kupić „Dzieje duszy”, a po kilku dniach dostaje się do archiwów zakonu karmelitanek i spędza kilka dni w samym Lisieux. – Czytałam i chłonęłam św. Teresę. To było coś niezwykłego. Byłam zaskoczona ponadczasowością tych tekstów. Powstały 100 lat temu, a jakby napisał je ktoś specjalnie dla naszej ery. Dotykają tego, czego najbardziej łaknie i pragnie człowiek – bliskości, miłości, czułości Boga. Z zachwytu Kanadyjki szybko powstaje pomysł na płytę. Natasha szuka nowej aranżacji, która trafi do serc ludzi. Jej uroda i głos wydają się perfekcyjne, by oddać na scenie pałeczkę św. Teresie. – Teresę trzeba światu koniecznie z nową siłą przypomnieć, bo duchowość i religijność tej świętej są całe przesiąknięte miłością. Teresa robiła wszystko z miłości i z miłością. Dziś rzadkością są ludzie, którzy tak żyją – twierdzi. Życie karmelitanki ma niemały wpływ na Natashę. W czwartym roku życia Teresa straciła matkę, potem życie jej nie oszczędzało. Zapadła na gruźlicę, która doprowadziła ją do śmierci w wieku 24 lat. – Los św. Teresy jest tragiczny, ale ona nie odbierała go tak. I to doskonały przykład dla nas. Nie poddawała się, stawała do walki nawet z własnym ciałem, z cierpieniem. Uderzyła mnie scena, kiedy Tereska jedzie do papieża prosić o pozwolenie wstąpienia do Karmelu (była za młoda). Uprzedzono ją, by nie próbowała sprzeciwiać się następcy św. Piotra ani nawet odezwać się do niego słowem. Tymczasem ona wyłamała się. 14-letnia dziewczynka, która w tamtych czasach łamie największy z zakazów na papieskim dworze, to rewolucjonistka! I wszystko to dlatego, że trawi ją miłość do Boga – zachwyca się dziś Kanadyjka.

Wyznać czułość

Przewodni wideoklip do płyty powstaje w jednym z opactw na północy Paryża. – Kręciliśmy go w marcu. Każdego dnia lało i było przenikliwie zimno, a data zdjęć zbliżała się nieubłagalnie. I tego dnia zaświeciło cudowne słońce! Kiedy skończyliśmy kręcić, zaczęło lać. To było niesamowite – śmieje się wokalistka. Na wideoklipie „Vivre d’amour” Natasha St-Pier występuje w duecie z indonezyjską gwiazdą, która od lat mieszka i komponuje we Francji. Obie ubrane w białe, ślubne, zwiewne suknie, na głowie wianki z białoróżowych kwiatów, obrączki na palcach.

Śpiewają do swoich wybranków strofy, które przelała na papier święta doktor Kościoła: „Ach, żyć miłością – to dawać bez miary,/ bo kto miłuje, w liczbach się nie gubi/ i nic za swoje nie żąda ofiary,/ wiedząc, że miłość rachować nie lubi./ Lekko biec mogę, bo wszystko oddałam/ Sercu Bożemu, co tryska słodkością./ Jeden skarb tylko sobie zatrzymałam,/ żyję miłością!”. Co jakiś czas na klipie pojawia się napis: tekst św. Teresy z Lisieux. Widz odkrywa nie tylko piękno słów, ale z zaskoczeniem stwierdza, że Bogu można wyznać w tak odważny sposób miłość. – Czy pracując nad tym utworem i płytą, nie baliście się dwuznaczności? Teksty Teresy są odważne, miłość zmysłowa miesza się tu z oddaniem Bogu, a wy to podkreślacie – pyta Natashę St-Pier dziennikarka KTO. – Ależ skąd! – reaguje żywo wokalistka. – To właśnie coś, czego brakuje nam w relacji z niebem. Czemu mówiąc o Bogu, który jest miłością, mamy udawać i usztywniać się? Jesteśmy bogaci w uczucia, w tej relacji z Nim możemy być sobą. Jak Teresa. Dla ekipy pracującej nad płytą było jasne, że najważniejszy jest tu przekaz piękna, delikatności, uwrażliwienie na subtelność, której tak brakuje w dzisiejszym świecie. Album „Vivre d’amour” staje ponad ludzkimi podziałami. Choć, jak przekonuje Kanadyjka, nie był to efekt zamierzony, na płycie wykonuje utwory św. Teresy w duetach z piosenkarzami innych wyznań: żydem i dwiema muzułmankami. – Byli pod wrażeniem uniwersalności przekazu świętej karmelitanki. A jego esencją są miłość, wiara, nadzieja. To, co łączy wyznania, co łączy ludzi – wyjaśnia piosenkarka. Kochać Boga i znaleźć pokój w relacjach między ludźmi bez względu na wyznanie – to w przekonaniu Natashy m.in. sedno przekazu Teresy. – W normandzkim kościele karmelitanek spotkałam i muzułmanki, i katoliczki. Nie były tam z ciekawości, ale modliły się do św. Teresy! Do kobiety, która uczy kochać Boga.

Chcę Cię chłonąć, Panie

Natasha St-Pier przyznaje, że to dzięki Teresie dostrzegła w Bogu czułość. Choć wychowywana w duchu katolicyzmu, nie zawsze pałała takim oddaniem do Najwyższego. Urodziła się w 1981 r. w Bathurst w New Brunswick. Mówi o sobie: „Jestem córką morza”. Wzrastała nad brzegiem oceanu w Kanadzie. Jej ojciec jest prawnikiem, matka lekarką, mąż nurkiem w armii. Ona sama marzyła, by zostać pielęgniarką. Dziś jej największe marzenie to dzieci. Od 10 lat śpiewa na scenie we Francji. Zaczynała jako 14-letnia dziewczynka (wielu widzi tu konotacje ze św. Teresą). Kiedy kończy liceum muzyczne, dostaje propozycję zastąpienia jednej z gwiazd opery w musicalu „Notre Dame de Paris”. Zauważa ją ktoś z zespołu słynnego wokalisty Garou. Natasha jedzie na tournée po Francji ze swoim rodakiem. Szybko dostaje propozycję reprezentowania Francji w Eurowizji. Z utworem „Je n’ai que mon ame” (Mam tylko duszę) zajmuje 4. miejsce w tym międzynarodowym konkursie. Wtedy postrzega to jako przegraną. Po musicalu o Najświętszej Maryi Pannie w jej artystyczne i prywatne życie wkracza św. Teresa. Pierwszy koncert Natashy odbywa się w kościele.

– To była prezentacja dla prasy. Ale oboje z kompozytorem Gregoirem poczuliśmy, że trzeba kontynuować poruszanie się w tej aurze duchowości, religijności – wspomina. I tak powstaje pomysł niecodziennej nad Sekwaną trasy koncertowej, która rzuca na kolana laicki kraj. Od kościołów w Lisieux po największe świątynie w Paryżu. W La Madeleine, w stolicy na koncert przybywają tłumy. „Panie, Twym pięknem jestem pochłonięta, chcę Cię dotknąć i chłonąć, o Boże”. To fragment „Jeter des fleurs” – jednego z utworów interpretowanych przez Natashę. Wideoklip do niego powstał właśnie w kościele. Piosenkarka rozrzuca wokół ołtarza płatki białych róż. Wyznaje miłość, mówi o najskrytszych uczuciach do Boga. „Rzucać do Twych stóp płatki róż to jak wyśpiewać Twą wieczną chwałę, o Boże!” – śpiewa. W świątyni unoszą się zapach kadzidła i subtelna mgła, którą rozświetla jakby niebiańskie światło. Promienie słońca odbijają się w twarzy i spojrzeniu wokalistki. Modlitwa we współczesnym dekorze multimedialnym jest jak uderzenie w sumienia, cios zadany tym, którzy dawno już zarzucili zwyczaj rozmowy z Bogiem.