publikacja 11.07.2013 00:15
Czasem, gdy jesteś sam na morzu, czujesz się jak w sanktuarium. Patrzysz wtedy we wszystkich kierunkach i nie widzisz nic, tylko wodę.
Roman Koszowski
Surrealistyczna krowa na plaży w Pilolcura
Niebla znaczy mgła. Trudno o bardziej odpowiednią nazwę dla wioski rybackiej położonej w południowym Chile, w której przyszło nam spędzić kilka dni. To zupełnie inna Ameryka niż ta, którą poznaliśmy w Peru czy Boliwii. Mgła często spowija zatoki w okolicach Valdivii, budząc skojarzenia raczej z Anglią niż z krajami latynoskimi. Ale bywa też tak, że kurtyna z mgły odsłania się, ukazując nieziemsko piękny krajobraz. Szczyty wzgórz opadających do oceanu wydają się wtedy zawieszone na niebie i nie wiadomo, gdzie kończy się jedna rzeczywistość, a zaczyna druga. Czasem obraz, który się wyłania, wydaje się absurdalny jak płótna surrealistów. Kiedy na plaży w miejscowości Pilolcura dostrzegam pasące się wodorostami krowy, zastanawiam się, czy znalazłem się w środku obrazu, czy może to tylko sen.
Dom nad oceanem
- Jedni chcą mieć rodziny, dzieci albo jakieś rzeczy materialne, ale szaleństwem jest to, żeby nie mieć nic. Po prostu być dla innych. Zawsze czułam, że to wezwanie jest o wiele mocniejsze niż chęć założenia własnej rodziny. Widziałam, że ludzie żyją tu jak ptaszki, bezproblemowo, i chciałam być razem z nimi, żeby ich jakoś pokierować. Jestem bardzo szczęśliwa, że mogę dzielić z nimi życie, cieszyć się i płakać. Czuję, że to jest moje miejsce.
To dla nas sygnał, że cenisz rzetelne dziennikarstwo jakościowe. Czytaj, oglądaj i słuchaj nas bez ograniczeń.
już od 14,90 zł