Uzdrowicielem jest Jezus

ks. Tomasz Jaklewicz

GN 27/2013 |

publikacja 04.07.2013 00:15

Tygodnik „Polityka” zamieścił na okładce zdjęcie ks. Johna Bashobory z podpisem: „Przybywa uzdrowiciel. Biskupi zaprosili Ugandyjczyka Bashoborę, by ożywił polski Kościół”. Brzmi jak proroctwo. Oby się spełniło.

Jezus uzdrawia niewidomego młodzieńca. Polichromia z katedry  Narodzenia NMP w Sandomierzu HENRYK PRZONDZIONO /GN Jezus uzdrawia niewidomego młodzieńca. Polichromia z katedry Narodzenia NMP w Sandomierzu

Prawie wszystko się zgadza. Tyle tylko, że słowo „Uzdrowiciel” napisałbym z wielkiej litery, bo to Jezus Chrystus jest prawdziwym Uzdrowicielem człowieka, a ks. Bashobora jest tylko Jego narzędziem. 6 lipca Stadion Narodowy zamieni się w świątynię. Na dzień skupienia pod hasłem „Jezus na stadionie” zapisało się 57 649 uczestników. Jakie będą owoce? Zobaczymy. Ale „Polityka” w tekście poświęconym temu wydarzeniu prewencyjnie przestrzega przed „charyzmatycznym szamanizmem chrześcijańskim”. „Póki charyzmatyk Bashobora mówi o Jezusie, nie ma problemu. Ale kiedy zaczyna uzdrawiać jak Jezus, wchodzimy w klimaty transowe”, stwierdza Adam Szostkiewicz. Niepokoi go również to, że kaznodzieja mówi o istnieniu szatana i ostrzega przed wpływem na ludzi. „O ileż prościej urządzać takie religijne show dla mas, niż stworzyć i wdrożyć program duszpasterski na miarę wyzwań XXI w.”, pointuje autor. A jeśli właśnie tego typu spotkanie jest właściwą odpowiedzią na zobojętnienie na wiarę religijną i postępy laicyzacji?

Jezus mówi: „uzdrawiajcie chorych”

W Ewangelii (Łk 10,1-12.17-20), która przypada na niedzielę 7 lipca i która będzie odczytana podczas Mszy św. w sobotni wieczór, mowa jest o posłaniu 72 uczniów z Dobrą Nowiną. Jezus nie mówi o „wdrażaniu programu duszpasterskiego”, ale poleca: „uzdrawiajcie chorych i mówcie im »przybliżyło się do was królestwo Boże«”. Chrystus wspomina także o „szatanie spadającym z nieba jak błyskawica” i o stąpaniu po potędze przeciwnika.

To, co robi od lat ks. dr Bashobora, jest bardziej zgodne z wolą Pana Jezusa niż pouczenia sceptycznego intelektualisty. Kościół nie ma innego zadania jak wypełnianie misji przekazanej przez swojego Założyciela. Oczywiście realizuje je na różne sposoby. A właściwie dlaczego nie na stadionie? Dlaczego nie z pomocą duchownego z Ugandy? Dlaczego nie z modlitwą o uzdrowienie? Czy Jan Paweł II nie gromadził wielkich mas ludzi na spotkaniach? Czy on, kapłan z Polski, nie czynił tego na innych kontynentach, także na Czarnym Lądzie? Czy dzięki jego wstawienniczej modlitwie nie dokonywały się liczne uzdrowienia, także fizyczne? Ewangelie ukazują Jezusa jako tego, który nie tylko głosi królestwo Boże (panowanie Boga), ale potwierdza prawdę o obecności tego królestwa znakami. Mamy w Ewangeliach około dwudziestu opisów uzdrowień i egzorcyzmów. Joachim Gnilka, niemiecki biblista, analizując opisy Jezusowych uzdrowień, dochodzi do takich wniosków: „Cudowne uzdrowienia stanowią część orędzia o panowaniu Boga i w tym zakresie są podporządkowane i przyporządkowane słowu. Wskazują one na zwrot eschatologiczny i sprawiają, że dynamiczna obecność panowania Boga z Jego uzdrawiającą, wspomagającą i zbawczą mocą staje się dostępna doświadczeniu”. Autor podkreśla, że „cudownych uzdrowień można jednak doświadczać jedynie w wierze”. Ta wiara „jest czymś więcej niż zaufaniem do Jego (Jezusa) uzdrowicielskiej mocy. Jest ona akceptacją Jego słowa, które przynosi ostateczne zbawienie”. Powie ktoś, no dobrze, ale to był Jezus. Ale ksiądz z Ugandy? Odpowiedź jest w Nowym Testamencie. Jezus obiecuje uczniom, że misji głoszenia słowa będzie towarzyszyła moc czynienia cudów. „Tym zaś, którzy uwierzą, te znaki towarzyszyć będą: w imię moje złe duchy będą wyrzucać, nowymi językami mówić będą… Na chorych ręce kłaść będą i ci odzyskają zdrowie” (Mk 16,17-18). W Dziejach Apostolskich widzimy młody Kościół w akcji. Obok nauczania i udzielania sakramentów pojawiają się tam uzdrowienia. Piotr i Jan uzdrawiają chromego żebraka w bramie świątyni (Dz 3,1-11). Spełniają się słowa Jezusa: „Kto we Mnie wierzy, będzie także dokonywał tych dzieł, których Ja dokonuję, owszem, i większe od tych uczyni, bo Ja idę do Ojca” (J 14,12). Dzisiejszy Kościół jest tym samym Kościołem, o którym pisze św. Łukasz w Dziejach. To jest to samo Ciało Chrystusa, napełnione w dniu Pięćdziesiątnicy Duchem Świętym. Owszem, pierwszym cudem o charakterze moralnym jest miłość, która powinna być widoczna w Kościele („Jak oni się miłują”). Ale „nadal zdarzają się też cuda fizyczne, takie jak w Starym i Nowym Testamencie. Mają one na celu kierowanie naszego wzroku w stronę Słowa i do ostatecznego królestwa, mają w nas powodować pierwsze i kolejne nawrócenia. Prawda o cudach tak samo jak kiedyś, dziś również pozostaje niezrozumiała dla umysłów pysznych i areligijnych”. To cytat z klasycznego „Słownika teologii biblijnej” (red. Xavier Léon-Dufour). Oczywiście, jak to wykazał papież Benedykt XVI, istnieje też taka egzegeza, która staje się narzędziem Antychrysta. Biblia może zostać poddana kryteriom tak zwanego współczesnego obrazu świata, którego podstawowym dogmatem jest twierdzenie, że Bóg nie może działać w historii. Wtedy z prawdy biblijnej zostaje tylko to, co człowiek sam sobie wybierze. To, co mu nie pasuje, uzna za „mityczny kontekst” lub „fundamentalizm”.

Otwarci na Boże niespodzianki

To, co zaniepokoiło „Politykę”, niepokoi też wielu w samym Kościele. Wydarzenie na Stadionie Narodowym nie jest czymś odosobnionym. Od roku 2007 ks. John Bashobora prowadził już kilkadziesiąt rekolekcji w Polsce.

Spotkania ewangelizacyjne na stadionach z udziałem biskupów miały miejsce w Koszalinie i w Krakowie. Modlitwy uwielbienia (np. w Tychach), Msze z modlitwą o uzdrowienie gromadzą tłumy. Dlaczego katolików nad Wisłą tak pociągają te „charyzmatyczne” klimaty? Czy jest to tylko szukanie cudowności lub fizycznego uzdrowienia i nic więcej? To pytanie jest ważne. Nie ufałbym łatwym odpowiedziom sugerowanym przez medialnych ekspertów pochylających się z udawaną troską nad polskim Kościołem. Wydarzenie na Stadionie Narodowym jest symbolicznym znakiem głębszego procesu, który dokonuje się na naszych oczach. To znak czasu, który domaga się odczytania. Jak to tłumaczą ludzie, którzy są blisko ruchów charyzmatycznych? Dr Andrzej Sionek, biblista z Krakowa, zwraca uwagę, że wśród Polaków istnieje wielki duchowy głód, który pozostaje niezaspokojony. Ludziom nie wystarczają już ani tradycyjna pobożność, ani nauczanie z ambony, ani życie religijne przeciętnej parafii. Szukają czegoś głębszego. „Chcą autentycznego głoszenia słowa Bożego, któremu towarzyszy moc. Potrzebują prorockiego nauczania i prorockich gestów. Potrzebują świadectwa. Owszem, część ludzi jest skupiona tylko na fizycznym uzdrowieniu, ale musimy dostrzec ten głębszy duchowy głód i pytać, dlaczego nie zostaje on zaspokojony przez Kościół instytucjonalny”. Biskup Edward Dajczak wymienia dwie składowe tego głodu. To tęsknota za żywą wspólnotą modlitwy oraz chęć doświadczenia mocy Jezusa obecnego w swoim Kościele. „Organizujemy spotkania modlitewne dla młodych w Skrzatuszu. Co roku jest ich więcej, ostatnio było już 5 tysięcy. My tego potrzebujemy – mówią młodzi”. A jeśli to tylko emocje? „Nam się wiara zrobiła strasznie smutna. A przecież kiedy człowiek mówi, że kocha, to nie robi tego w tonacji minorowej. Emocje są też potrzebne, ale to wcale nie znaczy, że już nie potrzebujemy ciszy, skupienia, medytacji czy studiowania. Są różne dary, których ten sam Duch Święty udziela Kościołowi. Nie należy ich sobie przeciwstawiać”. „Gdzie krzyczą emocje, tam milknie rozum” – stwierdza Adam Szostkiewicz w „Polityce”. Tak bywa. Ale czy budzeniu się żywej wiary, nawróceniu, głębokiemu duchowemu przeżyciu mogą nie towarzyszyć silne emocje? „Czy serce nie płonęło w nas, kiedy Pisma nam wyjaśniał?” – pytali siebie uczniowie z Emaus. Dopóki w ich sercach była zima, nic nie rozumieli. Gdy budzi się wiara, rozum nie tyle milknie, ile raczej pokornieje, przestaje się panoszyć, poszerza się o nowy wymiar, zostaje zanurzony w sercu, odzyskuje zdrowie. Dlaczego ma nas ewangelizować ksiądz z Ugandy, pytają niektórzy. A dlaczego papieżem jest Argentyńczyk? Co to ma do rzeczy! Papież Franciszek, przemawiając do przedstawicieli ruchów kościelnych, zauważył, że Duch Święty jest odpowiedzialny za autentyczną „nowość” w Kościele. A ta „zawsze napełnia nas po trosze lękiem, bo czujemy się bardziej bezpieczni, jeśli mamy wszystko pod kontrolą, jeśli to my budujemy, programujemy, planujemy nasze życie według naszych schematów, naszych zabezpieczeń, naszych gustów”. I dodał: „Zadajmy sobie pytanie: czy jesteśmy otwarci na Boże niespodzianki? A może lękliwie zamykamy się na nowość Ducha Świętego? Czy jesteśmy odważni, aby wyruszyć na nowe drogi, jakie ofiarowuje nam nowość Boga, czy też może się bronimy, zamknięci w przemijających strukturach, które utraciły zdolność gościnności. Dobrze, jeśli postawimy sobie to pytanie”. No właśnie.