Przepiękna podróż

Krzysztof Król; GN 21/2013 Zielona Góra

dodane 31.05.2013 09:30

- Bóg pozmieniał wszelkie moje plany na życie, ale wiem, że gdybym wybrał inną drogę, byłbym nieszczęśliwym człowiekiem - przekonuje dk. Paweł Sztyber.

– Seminarium to przepiękna podróż, w której odkrywa się Boga w swoim życiu – przekonują klerycy. Na zdjęciu, jeszcze diakoni (od lewej): Paweł Sztyber, Michał Dekiert, Piotr Skrocki i Michał Bala Krzysztof Król – Seminarium to przepiękna podróż, w której odkrywa się Boga w swoim życiu – przekonują klerycy. Na zdjęciu, jeszcze diakoni (od lewej): Paweł Sztyber, Michał Dekiert, Piotr Skrocki i Michał Bala

Do tego dnia przygotowywali się przez sześć lat formacji z Wyższego Seminarium Duchownego w Paradyżu. 25 maja w gorzowskiej katedrze z rąk biskupa diecezjalnego otrzymali święcenia kapłańskie. Zanim jednak do tego doszło, podzielili się z nami, a szczególnie z tymi, którzy poważnie myślą o kapłaństwie, historiami własnych powołań.

– Nie można dać jednoznacznej rady! To nie na tym polega. Mogę powiedzieć z własnego doświadczenia, że to piękna droga, oparta na relacji do Pana Boga. Jeśli pojawiają się wątpliwości, nie zniechęcajcie się, nie poddawajcie się zbyt łatwo! Proście Pana Boga o łaskę rozeznania powołania, a On przyjdzie Wam z pomocą w najmniej oczekiwanym przez was momencie – mówi diakon Michał Bala.

Wzorem Proboszcz z Ars

Księdzem chciał zostać od dziecka. Diakon Piotr Skrocki pochodzi z parafii pw. Trójcy Świętej w Gubinie. – Już w przedszkolu, jako mały chłopiec, udzielałem „ślubów” kolegom i koleżankom oraz grzebałem różne zwierzęta. W szkole podstawowej także nauczyciele wiedzieli dobrze, za kogo się przebiorę przy różnych takich okazjach. Nawet miałem dziecinną sutannę, uszytą przez moją ciocię – śmieje się diakon. – W drugiej klasie zostałem ministrantem, a to pozwoliło mi odkrywać rzeczy, które ciekawiły mnie już jako małego chłopca, kiedy przychodziłem z mamą do kościoła. Ministrantura i posługa w parafii przybliżały mnie do Boga oraz pokazywały radość duszpasterzy z bycia księdzem. To właśnie ta wspólnota pozwoliła mi rozeznać drogę, którą Pan Bóg mi przygotował – dodaje.

W drodze do decyzji ważne były przykłady kapłanów. – Przykład życia wielu z nich umacniał mnie w powołaniu, zwłaszcza poprzedniego księdza proboszcza – ks. Zbigniewa Samociaka. Jego posługa w parafii, otwartość i jego, i plebanii pozwoliła mi zobaczyć, jak wygląda życie księdza nie tylko przy ołtarzu, ale także na co dzień – wyjaśnia gubinianin. – Na progu kapłaństwa dziękuję Bogu za każda osobę, którą postawił na mojej drodze życia, za każdy znak Jego obecności i kierowania moim życiem, tak abym mógł stać się Jego sługą – dodaje.

Kapłańskich wzorów jest więcej. – Jeszcze przed przyjazdem do seminarium podczas obozu integracyjnego w Łagowie naszą lekturą duchową była książka „Święty i diabeł” o św. Janie Marii Vianneyu. To właśnie ta książka, a potem osobista lektura pozwoliły mi się zafascynować tą osobą – wyjaśnia diakon. – Dlatego wraz z klerykami po trzecim roku, po obłóczynach i posłudze lektoratu, pojechaliśmy odwiedzić grób świętego Proboszcza do Ars. Drugim wzorem kapłana jest bł. ks. Jerzy Popiełuszko. Tę postać odkryłem tak naprawdę podczas pisania pracy magisterskiej na jego temat. Jego dewiza życiowa: „Zło dobrem zwyciężaj” jest wciąż aktualna. Pokazuje, jak należy postępować w życiu księdza – dodaje.

Seminarium od „kuchni”

Wszystko zaczęło się od rekolekcji powołaniowych na początku liceum w Wyższym Seminarium Duchownym w Paradyżu. – Podczas podróży zastanawiałem się, co tam będziemy robić, jak będzie wyglądał dzień i kto będzie prowadził te rekolekcje. Jechałem w ciemno. I dziękuję Panu Bogu, że nie zrezygnowałem z nich – zauważa dk. Michał Bala z parafii pw. św. Mikołaja w Głogowie. – Tam po raz pierwszy miałem okazję uczestniczyć w adoracji Najświętszego Sakramentu, który był na wyciągnięcie ręki. Kaplica w „Jackówce” jest niewielkich rozmiarów i klęczałem dosłownie przez samym Panem Jezusem. W ciągu tych kilku dni zapisywałem każde słowo ówczesnego referenta powołaniowego ks. Pawła Bryka. Do tej pory chętnie powracam do tych zapisków i notatek – dodaje.

Podczas rekolekcji ważne było także inne doświadczenie. Przyszły kleryk mógł poznać seminarium od kuchni. – Chodziliśmy na posiłki do budynku seminaryjnego. I właśnie tam miałem możliwość spotkania się z klerykami. To właśnie poprzez zwyczajne rozmowy przy kawie i herbacie zrodziło się w moim sercu powołanie – kontynuuje. Michał od tego momentu częściej przyjeżdżał do domu rekolekcyjnego. – Po pewnym czasie nastąpiła zmiana referenta powołaniowego. Został nim ks. Marcin Kuperski. Ten kapłan wskazał mi wzór księdza i wiele jemu zawdzięczam. Począwszy od wspólnych rozmów, poprzez sport, wyjazdy na ferie i wakacje. To właśnie wtedy wzrastały moja pobożność i wiara w Boga, co zaowocowało wstąpieniem do seminarium – tłumaczy głogowianin.

Ważną rolę w rodzeniu się jego powołania odegrało jednak więcej ludzi. – Przez okres liceum poznałem osoby, z którymi mogłem porozmawiać o swojej przyszłości. Byli to moi rówieśnicy, ludzie świeccy, siostry zakonne pracujące w parafii oraz księża. Im wszystkim zawdzięczam wrażliwość na doświadczenie Boga w codziennych, prostych i zwyczajnych wydarzeniach – wyjaśnia Michał.

Bieganie z Panem Bogiem

Do serca ludzkiego Pan Bóg dochodzi różnymi drogami. Czasem może być to nawet sport. Tak było w przypadku dk. Michała Dekierta z parafii MB Różańcowej w Kłodawie. – Od najmłodszych lat biegałem, grałem w piłkę nożną czy siatkówkę. Żadna forma spędzania czasu w ruchu nie była mi obca – opowiada diakon. – Szczególnie fascynowało mnie bieganie, które poszerza horyzonty. Pozwala odkrywać piękno stworzenia, ale i swój charakter. Wiem, że na tyle mnie ukształtowały, że wiele cech takich jak ambicja czy nieustępliwość przeniosłem do swojego codziennego życia. Stały się one częścią mojej tożsamości. Biegałem i zacząłem odkrywać Pana Boga w pięknie przyrody, w granicach, które sport pozwala w sobie znajdować, i w sile, którą mi dawał, by je pokonywać – dodaje. Do Boga przede wszystkim kierowała służba przy ołtarzu.

– Od Pierwszej Komunii św. byłem ministrantem ze względu na jakąś „tajemniczość”, której nie potrafiłem zrozumieć. Lubiłem także czytać Pismo Święte. W nim natrafiłem na fragment o talentach, które należy rozwijać – dodaje. Przed maturą były kłodawianin zaczął jeździć na rekolekcje i więcej się modlić. – Decyzję o pójściu do seminarium podjąłem w czasie pielgrzymki maturzystów na Jasną Górę. Pojechałem tam zawierzyć swoją maturę, ale także zdecydować o dalszym życiu. W czasie pielgrzymki nie wydarzyło się nic nadzwyczajnego, ale wyjechałem z konkretnym postanowieniem. Pamiętam, jak stałem przed obrazem Maryi i prosiłem, by wskazała mi drogę, tak jak wskazała ją w czasie wesela w Kanie. No i pokazała – opowiada diakon i kontynuuje: – I tak, pomimo ogromnej niepewności, ale i wielkiej ufności, podjąłem decyzję o wstąpieniu do seminarium. Czuję, że Bóg mnie prowadzi, i wiem, że jeśli pokornie się Go szuka, on zawsze wskaże właściwe drogi.

A sport? Ciągle jest sposobem spędzania wolnego czasu, okazją do odpoczynku i kontemplacji Boga. On potrafi zafascynować i nie zabiera wolności. Mnie zafascynował. I ten stan ciągle trwa. Dziś należę do Niego, ale nie czuję się niewolnikiem, bo wiem, że będąc przy Nim, mam wszystko, czego mi potrzeba.

Akademia Sztuk Bożych

Pochodzi z parafii pw. św. Mikołaja w Głogowie. Diakon Paweł Sztyber, bo o nim mowa, jako dziecko nigdy nie myślał o kapłaństwie, a na początku szkoły średniej miał już nawet sprecyzowane plany na życie. – Od dziecka interesowałem się sztuką i malarstwem, sam też malowałem. Cały czas rozwijałem i pielęgnowałem ten talent w sobie. W pierwszej klasie pojechaliśmy do Wrocławia. Przypadkiem odwiedziłem Akademię Sztuk Pięknych i zakochałem się w tym miejscu – opowiada diakon. Wkrótce plany zostały zmienione o 180 stopni. Nieoczekiwanie pojawiła się myśl o kapłaństwie. – Poczułem pragnienie oddania się Bogu w drugiej klasie szkoły średniej. Miałem dwa lata na przemyślenie swojej decyzji. Wiele się w tym czasie wydarzyło, ale pragnienie pozostawało głęboko zakorzenione w sercu.

W seminarium nie zakopałem moich talentów. Zamiłowanie do sztuki, malarstwa, a nawet teatru rozwijałem przez 6 lat – zapewnia głogowianin. Lata seminaryjne to odkrywanie samego siebie, drugiego człowieka i Boga. Były w tym czasie piękne, ale też i trudne doświadczenia. – To wszystko nie było dziełem przypadku, ale Bożego prowadzenia. Trudnym doświadczeniem była choroba na czwartym roku. Wydawało mi się, że tracę wszystko. Mogłem przez nią odejść z seminarium, tak przynajmniej mi się wydawało. Bardzo mi pomogły słowa księdza rektora, za które mu dziękuję do dziś. A powiedział: „Seminarium nigdy z ciebie nie zrezygnuje”. To dało mi poczucie wartości mojego powołania i świadomość żywej wspólnoty Kościoła. Wszystko dobrze się skończyło, a czas choroby to była szkoła zaufania i oddania się woli Bożej – zauważa i dodaje: – Pisząc o swoim powołaniu, po raz kolejny przekonuje się, że jest to piękna droga. Droga trudna, bo trzeba dużo zmian i rezygnacji, porzucania po kawałku siebie i wypełniania nie byle czym, ale miłością Boga. Wszystko po to, aby potem móc świadczyć o tej miłości innym i ją rozdawać.