publikacja 02.05.2013 00:15
„Przebacz”. Łatwo powiedzieć. Ale jak? Wystarczy raz, a dobrze? Czy powtarzanie każdego dnia słowa „przebaczam” ma jakiś sens? A co, jeśli nie czuję przy tym żadnej ulgi i wcale nie mam ochoty rzucić się krzywdzicielowi na szyję?
istock
Serce Jezusa, cierpliwe i wielkiego miłosierdzia – wzywamy w Litanii do Najświętszego Serca Pana Jezusa. Gdy Jezus umierał na krzyżu, przebaczył tym, którzy o przebaczenie wcale Go nie prosili. Nawet nie żałowali zła, które Mu uczynili
Przebaczyłem – piszą często czytelnicy. I dalej nic nie czuję. Żadnych pozytywnych emocji. To normalne? Czy nieodzowne jest emocjonalne przeżywanie aktu przebaczenia? Skąd wiadomo, że przebaczyłem, skoro dalej omijam osobę, która mnie zraniła, szerokim łukiem? Dlaczego Bóg często uzależnia nasze uzdrowienie od tego, czy przebaczymy? Przez lata słyszałem setki podobnych pytań. Zamiast teoretycznych rozważań proponuję opowieści ludzi, którzy przerobili przebaczenie na własnej skórze i doskonale wiedzą, jak smakują jego owoce.
Zauważyłem, że wcale nie jestem lepszy od ojca. Również oskarżałem innych, a siebie wybielałem, też przerzucałem złość, jaką miałem na siebie samego, na innych. Bóg mi to przebaczał w sakramencie pojednania, ale jednocześnie pokazał mi, że nie mogę trwać w nieprzebaczeniu wobec ojca! Poczułem w sobie przynaglenie do przebaczenia mu wszystkiego. Przypomniałem sobie, że też był odrzucony przez swoich rodziców, niekochany i wyzywany, a nawet przeklinany, a nikt nie nauczył go chodzić do świątyni, spowiadać się i cieszyć się przebaczaniem Jezusa. Był osamotniony i pełen złości na siebie, bo nie był kochany przez rodziców, a kochającego Boga nie przybliżył mu nikt! Był też bardzo zraniony społecznie. Po wojnie walczył z komunizmem, został aresztowany i odsiadywał długi wyrok w więzieniach stalinowskich, doznając znęcania się nad nim i upokorzeń. Ponieważ sam doznałem wielkiej miłości Jezusa, doznałem łaski zrozumienia ojca i bez trudu przebaczyłem mu. Przed jego śmiercią przyjechałem do domu i okazałem mu miłość. Dziś jestem pewien: rany zamieniają się w charyzmaty, gdy je leczymy przebaczeniem. Krzywdy upodabniają nas do Chrystusa, zranionego pięcioma ranami na krzyżu, gdy podobnie jak On mówimy: Ojcze, przebacz im, bo nie wiedzą, co czynią. – Dlaczego przebaczenie ojcu jest takie ważne? Bo działa jak furtka – dopowiada współbrat Pelanowskiego o. Maksymilian Stępień. – Jeśli nie przebaczę ojcu, soki jego ducha będą płynęły we mnie, będę go nieustannie kopiował. Przebaczenie to radykalne odcięcie. Dopiero wówczas dokonuje się przeszczep; odrywam gałązkę z drzewa rodzonego ojca (przebaczając mu w imię Jezusa, przestaję pić soki jego bólu, grzechu, zranień) i przypinam ją do drzewa genealogicznego Jezusa Chrystusa, podpinam się pod Boga Ojca.
To dla nas sygnał, że cenisz rzetelne dziennikarstwo jakościowe. Czytaj, oglądaj i słuchaj nas bez ograniczeń.
już od 14,90 zł