Proces w Moskwie

Andrzej Grajewski

GN 15/2013 |

dodane 11.04.2013 00:15

90 lat temu w procesie pokazowym w Moskwie w 1923 r. skazano na karę śmierci i wieloletnie więzienie grupę księży. Otwarta została nowa karta w historii męczeństwa Kościoła katolickiego.

Prokurator Nikołaj Krylenko, oskarżał w procesie moskiewskim, domagając się kary śmierci dla abp. Cieplaka i ks. Budkiewicza. Sam został rozstrzelany w 1938 r. Prokurator Nikołaj Krylenko, oskarżał w procesie moskiewskim, domagając się kary śmierci dla abp. Cieplaka i ks. Budkiewicza. Sam został rozstrzelany w 1938 r.

Rewolucja bolszewicka nie spowodowała natychmiastowego uderzenia w Kościół katolicki, jak to miało miejsce w przypadku Cerkwi prawosławnej, która była jednym z fundamentów caratu. Przez kilkanaście miesięcy katolicy mogli korzystać z niezwykłej, jak na Rosję, przestrzeni wolności religijnej, stworzonej dekretem rządu tymczasowego Aleksandra Kiereńskiego, który nadał katolikom takie same prawa, jakie mieli prawosławni. Zaczęły się nawet tworzyć wspólnoty katolików obrządku wschodniego, skupione wokół ks. Leonida Fiodorowa, pierwszego egzarchy obrządku bizantyjsko-rosyjskiego.

W tym czasie Kościół katolicki na terenie Rosji liczył ponad milion wyznawców, skupionych przede wszystkim w archidiecezji mohylewskiej ze stolicą w Piotrogrodzie, obejmującej tereny Rosji europejskiej i wschodniej Białorusi. Na południu istniała diecezja tyrasspolska (obecnie saratowska), w której przeważali katolicy narodowości niemieckiej. Parafie katolickie były prawie we wszystkich większych miastach Rosji. Wyjątkowe miejsce na mapie Kościoła katolickiego w Rosji zajmował Piotrogród, gdzie mieszkało wówczas blisko 100 tys. Polaków. Ich centrum życia religijnego i narodowego stanowiła parafia pw. św. Katarzyny, położona przy Newskim Prospekcie.Kierował nią ks. prałat Konstanty Budkiewicz, prawdziwy lider życia duchowego na tym terenie.

Profanacja świątyń

Do otwartej konfrontacji z bolszewikami doszło w lutym 1922 r., kiedy Rada Komisarzy Ludowych wydała dekret o konfiskacie naczyń liturgicznych. Uzasadniono to koniecznością zebrania środków na pomoc dla głodujących na Powołżu. Faktycznie chodziło o pretekst do uderzenia w świątynie, gdyż prawosławni i katolicy deklarowali, że dobrowolnie zbiorą podobne sumy na rzecz potrzebujących. W Moskwie zaś w tym czasie działała papieska misja charytatywna, która rozdawała codziennie prawie 160 tys. posiłków.

Administrator apostolski archidiecezji mohylewskiej abp Jan Cieplak, za radą ks. Budkiewicza, który był jego wikariuszem generalnym, nakazał duchowieństwu zbojkotowanie tego prawa. Nie zgodził się także na podpisywanie umów o dzierżawie świątyń przez parafię. Ten spór nie dotyczył tylko umowy, jakiej domagały się władze. Jego istotą było rozstrzygnięcie, czy świątynie są własnością Kościoła, czy państwa, które mogło je dzierżawić wskazanej przez siebie grupie wiernych. Łudzono się przy tym, że być może traktat ryski, zawarty przez Polskę z komunistyczną Rosją w marcu 1921 r., którego 8. punkt gwarantował wolność religii i wyznania, będzie instrumentem umożliwiającym skuteczne przeciwstawienie się przemocy. Pomimo że polscy dyplomaci ostrzegali przed próbami umiędzynarodowienia sporu, kolejne petycje duchowieństwa Piotrogrodu z prośbą o interwencję trafiały do władz polskich, bezradnie rozkładających ręce. Dla Sowietów były zaś dowodem na agenturalną rolę katolickiego duchowieństwa w Rosji.

Przestrogą mógł być los odważnego prawosławnego metropolity piotrogrodzkiego Benjamina (Kazanskiego). Za opór wobec władzy sowieckiej, jako przywódca kontrrewolucyjnego buntu został w pokazowym procesie skazany na śmierć i rozstrzelany w sierpniu 1922 roku. Zawiodły także próby stworzenia międzynarodowej ochrony nad Kościołem w Rosji, czynione przez Piusa XI podczas negocjacji handlowych z Rosją sowiecką w Genui w kwietniu 1922 r.

Gdy przyszedł czas próby, katolicy w Rosji zostali sami. W grudniu 1922 r. władze Piotrogrodu zamknęły wszystkie świątynie w mieście. Następnie zbrojne oddziały wdarły się, dewastując wnętrza, profanując Najświętszy Sakrament, zabierając nie tylko pozłacane naczynia liturgiczne, ale także wota, a nawet plądrując krypty, w których spoczywały ciała biskupów i dobrodziejów parafii. Dla ludzi, mimo że zahartowanych represjami w carskich czasach, był to szok. Najgorsze zaś miało dopiero nastąpić. 2 marca 1923 r. grupa 15 duchownych z Piotrogrodu z administratorem apostolskim metropolii mohylewskiej abp Janem Cieplakiem otrzymała wezwanie do stawienia się przed Trybunałem Rewolucyjnym w Moskwie. Gdy 4 marca wieczorem wyjeżdżali do Moskwy na dworzec Mikołajewski, przyszły tysiące ludzi, aby swoją obecnością ich umocnić. Nikt nie przewidywał, że to ostatnie pożegnanie.

Seanse nienawiści

W Moskwie oskarżeni mieli odpowiadać z wolnej stopy, ale przed pierwszą rozprawą ich aresztowano. 21 marca 1923 r. przed Trybunałem Rewolucyjnym (odpowiednik Sądu Najwyższego) rozpoczął się proces, w którym głównym oskarżonym był abp Cieplak, wówczas najwyższy rangą hierarcha katolicki na obszarze komunistycznej Rosji. Wszyscy z oskarżonych, poza egzarchą Fiodorowem, byli Polakami.Rozprawy odbywały się w wielkiej sali Domu Związkowego, nieopodal Kremla.

O politycznej randze procesu świadczył fakt, że oskarżał w nim prokurator generalny Nikołaj Krylenko. W akcie oskarżenia zarzucił kapłanom zdradę oraz domagał się dla abp. Cieplaka oraz ks. Budkiewicza kary śmierci. Polityczny nadzór nad procesem sprawował Piotr Krasikow, zastępca komisarza ludowego ds. sprawiedliwości (odpowiednik wiceministra), zaufany człowiek Lenina. Krasikow był wśród bolszewików głównym ekspertem prawnym ds. religijnych, twórcą doktryny o całkowitym podporządkowaniu Kościołów i związków wyznaniowych komunistycznemu państwu. Składowi sędziowskiemu przewodniczył były duchowny prawosławny Michał Gałkin. Świadkami byli funkcjonariusze administracji państwowej, którzy brali udział w zamykaniu świątyń i zeznawali, jak oskarżeni przeciwstawiali się tej akcji. Wykorzystywano także materiały zdobyte podczas rewizji i przesłuchań przez funkcjonariuszy GPU (Głównego Zarządu Politycznego), następcy osławionej Czeki.

Oskarżeni mieli obrońców, ale podczas wywierana na nich była presja, aby swoją rolę ograniczyli tylko do formalnych wystąpień. Proces odbywał się w atmosferze nagonki medialnej. Prasa przedstawiała oskarżonych jako podłych zdrajców, zmawiających się z wrogami władzy ludowej. Wielką salę wypełniali tłumnie działacze różnych sowieckich organizacji, okrzykami, gwizdami i brawami reagując podczas rozprawy na poniżające duchownych tyrady prokuratora Krylenki. Jedyną pomocną dla nich osobą była Jekaterina Pieszkowa, pierwsza żona Maksyma Gorkiego, która w Moskwie reprezentowała delegaturę polskiego Czerwonego Krzyża. Oskarżonych lżono, a także atakowano ich fizycznie, gdy byli przewożeni odkrytą ciężarówką na salę rozpraw. Nie bez kozery jeden z zachodnich dziennikarzy, obserwujących proces, napisał, że taka atmosfera nienawiści do chrześcijaństwa musiała panować w cyrku Nerona podczas pierwszych prześladowań za wiarę.

Tak umierają święci

Po 5 dniach procesu zapadł wyrok. Sąd w Moskwie uznał, że broniąc niezależności Kościoła i kontaktując się ze Stolicą Apostolską i polską ambasadą oraz nie oddając naczyń liturgicznych, oskarżeni dopuścili się zdrady kraju. Abp Cieplak i ks. Budkiewicz skazani zostali na śmierć, pozostali otrzymali wysokie wyroki więzienia i łagrów. Międzynarodowe protesty oraz interwencja papieża spowodowały, że decyzją rządu wyrok na  abp. Cieplaka zamieniono na karę 10 lat więzienia. W 1924 został wydalony ze Związku Sowieckiego i zamieszkał w Polsce. Dla ks. Budkiewicza nie było ratunku, pomimo że także w jego sprawie podejmowane były interwencje. Sowiecki rząd uznał, że społeczność katolicka musi być przykładnie ukarana, dlatego wykonanie wyroku podano do publicznej wiadomości.

31 marca 1923 r. tuż przed północą, gdy zaczynała się Niedziela Zmartwychwstania Pańskiego, do celi ks. Budkiewicza wszedł naczelnik więzienia na Łubiance z informacją, że wyrok śmierci zostanie wykonany niezwłocznie. Ksiądz przyjął wiadomość spokojnie. Poprosił o kilka minut, aby mógł się przygotować na śmierć. Po chwili trzech funkcjonariuszy GPU zaprowadziło go do piwnicy. Tuż przed śmiercią poprosił jednego z katów, aby przekazać biskupom i wiernym, że pozostał Kościołowi wierny do końca swego życia. Odwrócił się do ściany i zaczął się cicho modlić. Wystrzał w potylicę przerwał modlitwę. Jego ciało spalono w moskiewskim krematorium, gdyż bolszewicy nie chcieli, aby ludzie gromadzili się przy grobie męczennika. Ostatnie chwile ks. Budkiewicza zostały opisane w liście jednego z funkcjonariuszy GPU, który asystował przy egzekucji kapłana, do adwokata duchownego. W 2003 r. rozpoczął się jego proces beatyfikacyjny.

Tagi: