publikacja 07.03.2013 00:15
„Jezusa kazał ubiczować”. Szydercza wyobraźnia dokłada jeszcze koronę cierniową. Ciało spływa krwią. Ból trudny do wyobrażenia. „Przypatrz się, duszo, jak cię Bóg miłuje”. „Żal mi, ach żal mi ciężkich moich złości, dla Twej miłości”. Stare, mądre Gorzkie Żale dają właściwą perspektywę.
Archiwum GN
Caravaggio: „Chrystus przy kolumnie”, Musée des Beaux-Arts, Rouen
Film Mela Gibsona „Pasja” razi naturalizmem. Scenę biczowania trudno wytrzymać. Człowiek odruchowo odwraca głowę, zamyka oczy. A przecież to musiało być właśnie tak. Rany Chrystusa nie są metaforą, one były prawdziwe. Czy można spokojnie rozmyślać, patrząc na katowanego człowieka? Czy słyszeliście kiedyś ludzi wyjących z bólu, którym nie da się pomóc? W obliczu cierpienia zaczyna brakować słów. W głowie pojawia się więcej niespokojnych pytań niż odpowiedzi. „Są chwile, kiedy cierpienie przekracza miarę. Wtedy sieje spustoszenie” – zapisał Andrzej Szczeklik, lekarz myśliciel. Jak sobie z tym poradzić? Cierpienie powoduje nierzadko, że ludzie rzucają twarde „nie” Bogu. Gdzie szukać światła? Wiara podpowiada, by wbrew wszystkim „nie” spojrzeć ufnie ku „Głowie pełnej krwi i cudów” (pieśni pasyjna). Tam jest nadzieja. Człowiek jest kreatywny Biczowanie było u Rzymian dodatkową karą, którą wymierzano skazanym na śmierć. Tak piszą o tym Marek i Mateusz. Pozostali ewangeliści wskazują, że Piłat chciał poprzestać na biczowaniu i uwolnić Jezusa. Ta tortura była okrucieństwem trudnym do wyobrażenia. Ilość razów zależała od fantazji katów. Prof. Władysław Sinkiewicz, lekarz kardiolog, jest autorem medycznej analizy cierpień Jezusa. Zwraca uwagę, że Jezus między czwartkiem a piątkiem był przesłuchiwany, a resztę nocy spędził w lochu. Jego organizm musiał być już osłabiony, chociażby przez odwodnienie. Całun Turyński pokazuje 121 ran po biczowaniu. Ofiara była przywiązana do kolumny w pochyleniu, razy zadawane przez dwie osoby padały na plecy, klatkę piersiową, szyję, kończyny. Bicze były zakończone metalowymi kulkami lub kośćmi zwierzęcymi.
W obliczu cierpienia potrzeba więcej milczenia, pokory, zgody na to, że spotykamy się z tajemnicą, której nie da się tak po prostu wytłumaczyć, zrozumieć. Dopiero po przejściu progu ciszy i szacunku dla tajemnicy dojrzewamy do przyjęcia odpowiedzi, której udziela Chrystus. W Jego cierpieniu, w Jego ranach, w Jego umęczonym ciele, w Jego krwi… rozbłyskuje światło w ciemności. Imię Boga objawione w płonącym krzewie brzmi JESTEM. W płonącym z bólu ciele Chrystusa wybrzmiewa to samo Boskie JESTEM. Jestem z tobą, z wami. Cierpiący z cierpiącymi. Zraniony ze zranionymi. Krwawiący z krwawiącymi. Nieprzytomny z nieprzytomnymi. Krzyczący z bólu z krzyczącymi z bólu. Torturowany z torturowanymi. Wyszydzony z wyszydzonymi. Solidarny, współcierpiący. JESTEM! „Mąż boleści, oswojony z cierpieniem (…). Obarczył się naszym cierpieniem, dźwigał nasze boleści” (Iz 53,3-4). Kiedy rozmawiałem z prof. Sinkiewiczem o cierpieniach Jezusa, zdziwiło mnie, jak wiele jest odmian fizycznego bólu. Pomyślałem, że w cierpieniach Chrystusa mieszczą się wszelkie ludzkie cierpienia. Wszystko, co nas boli (fizycznie, psychicznie, duchowo), boli i Jego. Nasze rany są także Jego ranami. W Chrystusie każde ludzkie cierpienie zostało przecierpiane przez Boga, przyjęte i dlatego zbawione. Jego miłość, ciało za nas wydane, krew za nas przelana – to jest odpowiedź Boga. „W Jego ranach jest nasze zdrowie” (Iz 53,5). Nie ma takiego bólu, którego by nie uczynił swoim, by go dźwigać razem z nami. Czyli cierpienie może jednak uszlachetniać? Tak, ale tylko wtedy, gdy jest zjednoczone z Chrystusem. Cierpienie bez Chrystusa może człowieka zdeptać, zetrzeć na proch, cierpienie z Nim może uszlachetniać w najwyższym stopniu, może stać się modlitwą, ofiarą, miłością, drogą do zmartwychwstania.
Biczowanie kieruje uwagę na ciało. Bóg przyjął ludzką naturę, a więc także ciało ze wszystkimi tego konsekwencjami. Na ogół myślimy o tej Bożej cielesności (w-cielenie!) w kontekście narodzin Jezusa w Betlejem („owinęła w pieluszki”). Trzydzieści parę lat później ciało Syna Bożego i Syna Maryi było rozrywane na strzępy. Bóg zaznał smaku fizycznego bólu. Cielesność, która jest sama w sobie czymś dobrym, może być też powodem grzechu, może być niszczona przez grzech. Chrześcijańska pobożność zawsze widziała związek między biczowaniem Chrystusa a grzechami związanymi z nadużyciem cielesności. Dziś akcentuje się mocno tylko jedną stronę cielesności. Ciało piękne, zmysłowe, pociągające, źródło przyjemności i rozkoszy. Maksymalizacja zmysłowych doznań staje się jednym z bożków hedonistycznej kultury. Nie chodzi wcale o to, że seksualna strona cielesności jest czymś złym. Ale często przesłania ona inne aspekty człowieczeństwa. Człowiek zostaje zredukowany do jędrnych piersi, kształtnych pośladków i sprawności seksualnej. Wspomniałem o dziwnej fascynacji popkultury cielesnością doświadczaną przez ból, obok tego pojawia się chorobliwa koncentracja na erotyzmie. Ciało, która ma być narzędziem wyrażania siebie, komunikowania miłości, staje się celem samym w sobie, przesłania człowieka. W przytulających się ciałach, spragnionych rozkoszy, mieszkają przeraźliwie samotni ludzie. Miłość zredukowana do żądzy nie jest miłością. Jest namiastką, podróbką, złudzeniem, które tylko pogłębia zagubienie i samotność, niszczy człowieka, a jego ciało redukuje do towaru wymiennego w egoistycznym handlu nazywanym „miłością”. Benedykt XVI uczy, że miłość eros (pożądająca, namiętna, zmysłowa) musi być dopełniona przez miłość agape (bezinteresowną, dającą siebie, skoncentrowaną na drugim). „Miejscem” idealnego połączenia eros i agape w jedno jest krzyż. Bóg kocha nas namiętnie, chce nas zdobyć, a jednoczenie daje siebie do końca, aż do ostatniej kropli krwi. Eros Boga jest w pełni agape. Męka Jezusa nie jest tylko lekcją cierpienia. Jest nade wszystko lekcją miłości.
Chrystus pokazuje, że w każdej ludzkiej miłości musi być gotowość do dania siebie, do nadstawiania policzka, do przebaczenia, do zwyciężania zła dobrem, do czystości, która oznacza panowanie nad ciałem, nieraz zgodę na wyrzeczenie, rezygnację ze swego. Tylko tak osiąga się prawdziwą ekstazę – wyjście ku innemu, aby stać się z nim jedno, zjednoczyć się naprawdę głęboko, a nie naskórkowo.
To dla nas sygnał, że cenisz rzetelne dziennikarstwo jakościowe. Czytaj, oglądaj i słuchaj nas bez ograniczeń.
już od 14,90 zł