Muzyka musi żyć

GN 47/2012 |

publikacja 22.11.2012 00:15

O niezwykłej muzyce Indian z boliwijskiej dżungli i jej wykonawcach z o. Piotrem Nawrotem, werbistą, rozmawia Beata Zajączkowska.

Ojciec Piotr Nawrot  z Indianami z San Ignacio de Moxos o. piotr szyszka SVD Ojciec Piotr Nawrot z Indianami z San Ignacio de Moxos

Beata Zajączkowska: Uratował Ojciec muzykę Indian od zapomnienia, odzyskał to, co przez wieki wydawało się bezpowrotnie utracone…

Był dłuższy niż moja habilitacja. Na koniec kacyk powiedział: to szczęście, że przyjeżdżasz, by to studiować, bo gdyby to zaginęło, my wszyscy zginiemy. W tej muzyce jest nasza wiara. Tego nie uczą na uniwersytetach. W Europie i Ameryce Północnej zatraciliśmy sens tego, że wiara, muzyka sakralna, pamięć o przeszłości to esencja egzystencji. Dla Indian muzyka nie jest tylko zestawieniem linii melodycznej, harmonii i rytmu. To jest coś, co mówi o prawdziwej historii zbawienia, o poznaniu prawdziwej drogi w życiu; o historii narodu. Tego nauczyłem się w akademii buszu, wśród prostych, ale bardzo roztropnych ludzi. Na samym początku otrzymałem od nich mniej więcej jedną szóstą kolekcji, którą dzisiaj posiadamy.

Często Ojciec powtarza, że światowym centrum muzyki sakralnej w pierwszej połowie XVIII w. nie były wcale wielkie katedry europejskie, ale zatopione w dżungli redukcje jezuickie…

Dzięki Ojca pracy muzyka dżungli przestała milczeć, stała się cenioną częścią repertuaru muzycznego na całym świecie…

Dziękujemy, że z nami jesteś

To dla nas sygnał, że cenisz rzetelne dziennikarstwo jakościowe. Czytaj, oglądaj i słuchaj nas bez ograniczeń.

Czytasz fragment artykułu

Subskrybuj i czytaj całość

już od 14,90

Poznaj pełną ofertę SUBSKRYPCJI

Masz subskrypcję?
Kup wydanie papierowe lub najnowsze e-wydanie.