Msze za Ojczyznę były potrzebne

Milena Kindziuk: Matka Świętego

znak.com.pl |

dodane 19.10.2012 06:30

„Sprawiedliwość musi iść w parze z miłością, bo bez miłości nie można być w pełni sprawiedliwym. Gdzie jest brak miłości, do brata, tam na jej miejsce wchodzi nienawiść i przemoc”.

Msze za Ojczyznę były potrzebne Milena Kindziuk: Matka Świętego

Latem 1984 roku do księdza Jerzego przyjechał dziennikarz z Radia Chicago. Tłumaczył mu, że z perspektywy Ameryki nieco inaczej patrzy na to, co się dzieje w Polsce i że oczywiste dla niego jest, że życie księdza jest bardzo poważnie zagrożone. Radził, by podjął jakieś działania, by się ratował. Ksiądz Popiełuszko uparcie przekonywał, że nie za przestanie swej działalności, że nie opuści ludzi, do których został posłany.

Rozmowie przysłuchiwał się Karol Szadurski. – Wtedy przyszło mi na myśl, by poprosić prymasa o pomoc w ratowaniu księdza – mówi.

Książkę Mileny Kindziuk można wygrać w naszym konkursie

Następnego dnia spotkał się z kolegami z Huty Warszawa. Wspólnie zredagowali list do prymasa Józefa Glempa: „Po długich rozmowach doszliśmy do przekonania, że najwłaściwszym rozwiązaniem kwestii księdza Jerzego byłoby, o ile to możliwe, skierowanie go na studia w zakresie nauki społecznej Kościoła za granicę. Uważamy tak dlatego, że dalsza praca księdza w kraju narazi go nieuchronnie na represje ze strony władz państwowych, a według nas ksiądz Jerzy zasługuje na szczególne uznanie”.

Ksiądz Jerzy o niczym nie wiedział. Można sobie więc wyobrazić, jak bardzo czuł się zaskoczony, gdy kilka dni później prymas wezwał go na rozmowę i zaproponował rozpoczęcie studiów w Rzymie. Uważnie wysłuchał swego biskupa. Po sekundzie, bez wahania, kategorycznie jednak odmówił. – W takiej sytuacji nie mogłem go skierować na studia do Rzymu – przyznaje dzisiaj kardynał Józef Glemp. – Gdybym go wtedy wysłał, to ludzie po wiedzieliby: prymas współpracuje z komunistami, idzie po linii władzy. Nie mogłem tego zrobić! On to rozumiał. Sam też mówił, że nie chce wyjazdu. Powtarzał, że ludzie mu zawierzyli i nie może ich zdradzić.

Ksiądz Jerzy ucieszył się, że prymas go do niczego nie zmusza.

Zagrożenie jednak narastało

W czerwcu 1984 roku miały się odbyć wybory do rad narodowych, toteż z większą niż zwykle uwagą śledzono kazanie księdza Popiełuszki wygłoszone na Mszy za Ojczyznę 27 maja: „Prawda i męstwo to wartości bardzo ważne w życiu każdego człowieka, a zwłaszcza w życiu chrześcijanina. A żyć w prawdzie – to być w zgodzie ze swoim sumieniem. Nie służy rozwojowi prawdy kłamstwo i półprawdy płynące szeroką rzeką w środkach masowego przekazu” – mówił.

Podczas Mszy ksiądz Jerzy nie wskazywał, jak konkretnie zachować się podczas wyborów do rad narodowych,  natomiast  został odczytany  tekst„Polak – katolik wobec państwa i wyborów”, opracowany na podstawie orędzia Episkopatu Polski z 10 września 1946 roku. Wynikało z niego, że „Kościół ma prawo i obowiązek pouczania wiernych o ich prawach i obowiązkach wobec państwa”. Komuniści zaś zinterpretowali to jako wezwanie księdza Popiełuszki do bojkotu wyborów. Za pośrednictwem Polskiej Agencji Prasowej zwrócili się do Sekretariatu Episkopatu o zajęcie stanowiska w tej sprawie. Od powiedź biskupów brzmiała: „Poglądy księdza Popiełuszki nie stanowią poglądów Episkopatu, lecz są jego prywatnymi opiniami”. Nic więcej nie dodano na temat dalszej działalności żoliborskiego kapłana. Komuniści wyciągnęli stąd wniosek, że hierarchia kościelna nie podejmie żadnych kroków przeciwko niemu, by powstrzymać go od wygłaszania kazań.

W ostatnią niedzielę czerwca podczas Mszy za Ojczyznę ksiądz Jerzy mówił: „Sprawiedliwość musi iść w parze z miłością, bo bez miłości nie można być w pełni sprawiedliwym. Gdzie jest brak miłości, do brata, tam na jej miejsce wchodzi nienawiść i przemoc”. Po tym kazaniu, 26 czerwca, został wezwany na przesłuchanie w sprawie ostatniej Mszy za Ojczyznę.

Zeznania:

Uważam, że Msze św. za Ojczyznę odprawiane na Żoliborzu były potrzebne, zwłaszcza dla młodego pokolenia. Przypominały one o potrzebie kochania Pana Boga i swojej Ojczyzny.

– Ojczyzna jest jak rodzona matka, ona nas wy karmiła – mówi pani Marianna.

Za miłość Ojczyzny ksiądz Jerzy płacił jednak wysoką cenę

Już 2 lipca 1984 roku ponownie musiał stawić się w prokuraturze. Tym razem główny zarzut skierowany przeciw niemu brzmiał: „W okresie od 1982 do końca czerwca 1984 roku w Warszawie, Gdańsku i Częstochowie i innych miejscowościach, działając przestępstwem ciągłym przy wykonywaniu obrzędów religijnych w wygłaszanych kazaniach nadużywał wolności sumienia i wyznania, umiesz czając w nich permanentnie treści zniesławiające władze państwowe, a w szczególności pomawiał je, że posługując się fałszem, obłudą i kłamstwem po przez antydemokratyczne ustawodawstwo niszczą godność człowieka, a także pozbawiają społeczeństwo swobody myśli oraz działania, czyniąc w ten sposób z kościołów miejsce szkodliwej dla interesów PRL propagandy antypaństwowej, tj. o przestępstwo z art. 194 kk w zw. z art. 58”.

Katarzyna Soborak, która kieruje Ośrodkiem Do kumentacji Życia i Kultu Błogosławionego Jerzego Popiełuszki w Warszawie, pamięta, jak ksiądz Jerzy opuszczał wtedy pałac Mostowskich. Czekała na niego z grupą parafian z białoczerwonymi goździkami:

– Gdy wyszedł, pierwsze słowa, jakie wypowiedział, brzmiały: „Przecież by was pozabijali”. Zdążył bowiem zauważyć, że tuż za nami nagle przejechał samochód milicyjny. Wiedział, że nas obserwują, i nawet w takiej chwili myślał nie o sobie, ale o tym, by nam nic się nie stało.

Zeznania:

Władze świeckie zaczęły z niechęcią odnosić się do Mszy św. za Ojczyznę, ponieważ dzięki niej wzmacniała się wiara ludzi w niej uczestniczących, a to nie było na rękę komunistom.

12 lipca przedstawiono księdzu Popiełuszce akt oskarżenia. Podpisany został przez wiceprokurator Annę Jackowską. Zawierał cztery zarzuty: pierwszy był dokładnym powtórzeniem postanowienia przed stawionego na ostatnim przesłuchaniu, czyli 2 lipca, natomiast trzy pozostałe były powtórzeniem zarzutów z 13 grudnia 1983 roku i dotyczyły przechowywania broni oraz ulotek odnalezionych po rewizji w jego mieszkaniu.

Uzasadniając akt oskarżenia, prokurator Jackowska powołała się na nagrania kazań księdza na dziewięciu taśmach magnetofonowych. Miały one dowodzić, że ksiądz Jerzy Popiełuszko, „nawiązując do różnych wydarzeń historycznych oraz aktualnej sytuacji społeczno-politycznej w Polsce, dokonywał gloryfikacji byłego NSZZ »Solidarność« i jego aktywistów, a także podejmował próby wykazania, iż działania władz państwowych zmierzają do maksymalnego ograniczenia swobód obywatelskich i wolności, unicestwienia prawdy i sprawiedliwości”. Dalej Jackowska zarzucała, że wystąpienia księdza „posiadające jednoznaczną wymowę antypaństwową” były wydawane w formie broszur i publikowane w nielegalnym wydawnictwie. Następnie powoływała się na rezultaty rewizji dokonanej w mieszkaniu księdza Popiełuszki. Dowodziła, że znalezione wówczas podziemne publikacje „świadczą jednoznacznie”, iż ksiądz Popiełuszko działał w zamiarze wywołania niepokoju publicznego.

Uzasadnienie aktu oskarżenia kończyło stwierdzenie, że: „zebrany w toku śledztwa materiał dowodowy jednoznacznie wskazuje na fakt popełnienia przez księdza Popiełuszkę zarzucanych mu przestępstw”.

Należał do Kościoła

Marianna Popiełuszko nie miała na bieżąco informacji o losach syna, kiedy czekał on na proces sądowy. Szła jednak za nim krok w krok, poprzez modlitwę. On też wtedy modlił się chyba więcej niż zwykle. Prosił również o modlitwę swych przyjaciół. Czuł się źle fizycznie. Orzeczenie o stanie zdrowia z 23 lipca 1984 roku wyraźnie to potwierdzało:

„Rozpoznanie: anemia złośliwa, zapalenie przewlekłe wątroby w trakcie obserwacji, nieżyt żółciowy błony śluzowej żołądka, torbiel zatoki szczękowej oraz przewlekłe zapalenie zatok, zmiany zwyrodnieniowe kręgosłupa, nerwica wegetatywna”.

We wnioskach doktor Krystyna Pobieżyńska, która go leczyła, napisała: „Pacjent wymaga stałej opieki lekarza internisty, okresowej kontroli w poradni hematologicznej, regularnej kontroli niektórych wskaźników biochemicznych krwi oraz co najmniej raz w roku kontroli gastrofiberoskopowej żołądka. Ponadto konieczne jest regularne odżywia nie, oszczędzający tryb życia, odpoczynek w pozycji leżącej w ciągu dnia, a także leczenie sanatoryjne”.

Wciąż powracały te same zalecenia lekarskie, ale ksiądz Jerzy, tradycyjnie już, nie brał ich na serio. Własne zdrowie było ostatnią sprawą, o którą się troszczył.

***

Suchowola. Tradycyjny targ, określany wśród mieszkańców okolicznych miejscowości „rynkiem”. Marianna Popiełuszko robiła zakupy. Spotkała ją tam krewna Janina Gniedziejko.

– Odruchowo zapytałam ją, czy nie boi się o Jurka – opowiada. – A matka księdza Jerzego odparła: „Dałam go Matce Bożej, niech Ona go chroni”.

Czy znaczy to, że się nie bała?

– Bałam się, jak każda matka. Ale co było robić? On sam wiedział, co powinien czynić, a nie my. Zresztą dałam go Kościołowi i nie mogłam zabrać go Kościołowi. Jeżeli Pan Bóg powołał go na służbę Bogu, to nie mógł już służyć rodzinie.

Okopy odwiedzał coraz rzadziej.

– Kiedy przyjeżdżał, mówił: „Mamo, lepiej na krótko niż wcale. Na dłużej nie mogę” – opowiada pani Marianna.

 

Tagi: