Łódź w górach

Urszula Rogólska; GN 37/2012 Bielsko-Biała

publikacja 18.09.2012 07:00

Wybrała numer telefonu. Kierunkowy na kraj: 0,0,4,2,1... – Spotkajmy się na Trójstyku – powiedział „słowacki łącznik”. – Co ja wyprawiam?! – złapała się za głowę s. Teresa Biłyk. – Nawet nie wiem, gdzie to jest!

Łódź w górach Urszula Rogólska/ GN Latawce to taki symbol naszej tęsknoty za tym, co w górze, za Jezusem, który jest tym, na Kim chcemy budować nasze relacje – mówią młodzi Polacy, Słowacy i Czesi, którzy spotkali się na Trójstyku w Jaworzynce.

Modliłam się w kaplicy i mówiłam: „Panie Boże, jeśli tego chcesz, to daj mi znać, co zrobić z tym pomysłem. Mamy budować łódź? W Bielsku, w górach? Może byś to widział jakoś szerzej? Ale gdzie i jak?” – opowiada dziś s. Teresa Biłyk, założycielka Komnaty Małego Księcia, prowadzonej przez Stowarzyszenie Forum Edukacyjne w Bielsku-Białej.

Przyjazny świat

Ośrodek rekolekcyjny Jaworzynka-Zapasieki – niedaleko Trzylatka – miejsca, gdzie spotykają się dawne granice Polski, Czech i Słowacji. Przez trzy dni przebywali tu niecodzienni goście: młodzi Polacy związani z Komnatą Małego Księcia w Bielsku-Białej, Słowacy ze wspólnoty ks. Zdeno Pupika z Krasnej nad Kysucou i czescy parafianie ks. Pawła Kukieły z Olbramic. – „Razem tworzymy przyjazny świat” – to hasło warsztatów  muzycznych i teatralnych, któreprzygotowaliśmy w tym niezwykłym miejscu dla naszej młodzieży – opowiada Sabina Janica-Wojaczek z Komnaty. – Warsztaty prowadzili aktor Grzegorz Kwas oraz muzyk i kompozytor Janusz Kohut.

– Stworzyliśmy trzy mieszane narodowościowo grupy, które podczas zajęć przygotowywały się  o finału – a był nim nasz występ podczas modlitewnego spotkania mieszkańców diecezji bielsko-żywieckiej, żylińskiej i ostrawsko-opawskiej na Trójstyku – mówi Ania Ptaszek, uczestniczka warsztatów. – Uczyliśmy się wyrażania emocji, twórczego budzenia wyobraźni; tego, co mimo barier językowych pozwalało nam się porozumiewać także gestem, mimiką, mowa ciała. Na międzynarodowe spotkanie przygotowali spektakl obrazujący odwieczną tęsknotę człowieka za tym, co w górze – historię Ikara, wieży Babel, współczesnego świata robotów. Rzeczywistości, które nie dadzą prawdziwego szczęścia. To daje tylko Chrystus i tylko budowanie z Nim i na Nim ma sens. Ludzkie pragnienie dążenia „do tego, co w górze”, alegorycznie obrazowały latawce, które młodzi puszczali nad Trójstykiem.

– Ważne były też dla nas spotkania towarzyszące zajęciom – dodaje Radosław Pietruczuk. – Zwłaszcza koncert pana Janusza Kohuta – mogliśmy razem z nim  przeżywać jego poszukiwanie sensu życia. – Wielkim przeżyciem była także adoracja krzyża – opowiada Sabina Janica-Wojaczek. – Polacy zaproponowali modlitwę spontaniczną, Słowacy – pieśni i rozważania o krzyżu na tle muzyki, Czesi – medytację nad modlitwą „Ojcze nasz” przeplataną pieśniami. – Podczas trzydniowego turnusu ważną funkcję do spełnienia mieli nasi kapłani: ks. Paweł Kukioła, który tłumaczył na języki słowacki i czeski młodzieży to, co było niezrozumiałe, i ks. Piotr Marek, pallotyn z Bielska-Białej, którego katechezy trafiały do młodzieży bez żadnej bariery językowej – mówi s. Teresa. – Warsztaty udało się nam przeprowadzić dzięki wielkiej życzliwości ks. Jerzego Palarczyka, dziekana istebniańskiego. Nie wiedział nawet, czego się po nas spodziewać, ale udostępnił nam ośrodek rekolekcyjny – opowiada siostra.

Telefon z kurii

Warsztaty to kontynuacja pomysłu, który zrodził się już przed ponad rokiem. Zaczęło się od telefonu ks. Marka Studenskiego, dyrektora Wydziału Katechetycznego, z zaproszeniem dla s. Teresy do kurii diecezjalnej. – Poznałam wtedy przedstawicieli diecezji żylińskiej na Słowacji z Instytutu Communio i ks. Zdeno Pupika, którzy chcieli nawiązać współpracę z naszą diecezją – wspomina s. Teresa. Wspólnie napisali projekt w ramach współpracy transgranicznej. – Narzucała się nam wspólna myśl: człowiek poszukuje odpowiedzi na podstawowe pytania, kim jestem, dokąd zmierzam, jakie są moje korzenie, gdzie jest mój dom, na którym mogę budować swoje życie, gdzie jest ta skała, na której mogę założyć fundamenty. Byliśmy pewni, że nasza współpraca będzie zakładać budowanie bliskich relacji między ludźmi, tak aby bardziej BYĆ. Pierwszym efektem współpracy był wielki koncert „Rozśpiewane Beskidy”, który odbył się w styczniu w kościele św. Maksymiliana w Bielsku-Białej. Już wtedy dołączył do projektu trzeci partner – Czesi z ks. Pawłem Kukiołą.

To, co w górze

Komnata Małego Księcia to miejsce inspiracji dla małych i dużych, a łączy ich wspólne dążenie do tego, co w górze. – We wspólnocie Komnaty jest też Marek Myśliński. Kiedyś powiedział mi, że marzy, aby wybudować arkę. Miał na myśli łódkę – symbol chrześcijańskiego połowu dusz. Arka byłaby miejscem spotkań, taką łodzią bł. Jana Pawła II – opowiada s. Teresa. Siostra wybrała się z Markiem Myślińskim do bp. Tadeusza Rakoczego. Usłyszeli słowa poparcia i na koniec: „Pomyślcie o tej arce”. – Powędrowałam do kościoła św. Brata Alberta w Bielsku-Białej i przedstawiłam sprawę księdzu proboszczowi. Powiedział, że może podarować nam mały stary kościółek – mówi s. Teresa. – Byliśmy szczęśliwi, myśląc: zatem arkę postawimy bardzo prędko! Zadzwoniłam do ks. Zdeno i porozmawiałam o całej sytuacji. Rozważaliśmy, gdzie ten kościółek postawić. Marzyło mi się, żeby to był projekt międzynarodowy. I to tego dnia ks. Zdeno zaproponował spotkanie na Trójstyku. – Wtedy jeszcze nie wiedziałam, że jest takie miejsce jak Trójstyk, ale już czułam, że miejsce blisko granic to jest właśnie to! W maju umówiliśmy się na tym Trójstyku. Myślałam: jak my pokonamy wszystkie sprawy urzędowe i formalne? Gdzie postawimy tę arkę z marzeń? I wtedy stało sie coś, czego nie potrafię opisać. W kronice napisałam: „Ziemia przyszła do nas”. Okazało się, że Marian Stańco, mieszkaniec Jaworzynki – chociaż nie wiedział jeszcze nic o naszej arce – podarował 47 arów ziemi na Trójstyku na cele kultu... I w ten sposób zaczęło się dzieło naszej arki, która zaczyna już „pływać”!

Arka na Trójstyku

Jest już projekt arki. Będzie łodzią – długa na 60 metrów, szeroka na 20 metrów. Na maszcie będzie miejsce na symbole narodów, które przyłączą się do projektu. Na pokładzie – ołtarz, miejsca siedzące. Pod pokładem – pokaźna sala spotkań. – Projekt arki jako budowli już się rozwija. Ale nam najbardziej zależy na tworzeniu arki ducha, arki ludzi. Stąd pomysł warsztatów, które odbyły się w Zapasiekach – dodaje Sabina Janica-Wojaczek. – Zgłosili się już liderzy, którzy będą międzynarodowymi łącznikami. Zaproponowaliśmy młodzieży, że razem spotkamy się ponownie na koncercie bożonarodzeniowym w Bielsku-Białej, w lipcu w Velehradzie i w sierpniu znowu połączy nas pielgrzymowanie na Trójstyk. – Nawiązaliśmy już współpracę z ośrodkiem kultury i sportu BBOSiR w Bielsku-Białej. Ośrodek ma około 5000 miejsc. Chcemy w ciągu roku zapraszać tu młodzież m.in. na różnorakie zajęcia sportowe, łącząc się hasłem: „Podaj mi skrzydła”. To będzie nasza lokalna arka, która w ciągu roku będzie żyła. Myśleliśmy, że dobrze byłoby, aby podobne centra powstały na Słowacji i w Czechach.

Łączy nas fundament

Anna Ptaszek

– Nie wiedziałam, czego się spodziewać po międzynarodowych warsztatach w Jaworzynce, ale od pierwszych godzin okazywało się, że będzie świetnie! Najpierw wieczór zapoznawczy – każda grupa narodowa proponowała swoje zabawy. Potem warsztaty teatralne i zajęcia muzyczne. Wspólnie przygotowywanie pieśni, scenek. Ten czas pozwolił mi się otworzyć na innych ludzi, na inne języki.

Radosław Pietruczuk

– Zastanawiałem się, czy będzie jakaś realna szansa na porozumienie – jesteśmy sąsiadami, ale dzielą nas różnice językowe, kulturowe, historyczne. Szybko doświadczyliśmy wspaniałej atmosfery wspólnoty. Mamy bardzo podobne zainteresowania, żyjemy podobnymi problemami. Poczuliśmy jedność i to, że razem możemy tworzyć coś wspólnego na przyszłość, bo łączy nas mocny fundament naszej wiary.

Ola Tomiczek

– Było fantastycznie. Uczyliśmy się wspólnie, śpiewu, aktorstwa, a nawet... jak puszczać latawce! Na różne sposoby usiłowaliśmy się porozumiewać. Było przy tym dużo śmiechu, bo się okazało, że w naszych językach wiele podobnie brzmiących słów oznacza zupełnie coś innego. Nie chcemy tracić kontaktu z naszymi przyjaciółmi. Chcemy się otwierać na to bogactwo kulturowe. To spotkanie zainspirowało mnie, żeby przysiąść do nauki języków słowiańskich.

Weronika Bożomańska

– Bardzo się cieszę, że mogłam tutaj być! Wielkim przeżyciem była dla mnie wspólna nauka pieśni w naszym polsko-czesko-słowackim gronie. Nie było problemów z porozumiewaniem się. Wszyscy się włączali. I co z tego, że kaleczyliśmy trochę słowa naszych języków. Ale jeszcze chyba nigdy nie byłam w tak zaangażowanej wspólnocie śpiewających ludzi...