Musiałem dokończyć tę opowieść

GN 37/2012 |

publikacja 13.09.2012 00:15

O drugiej części biografii Jana Pawła II z George’em Weiglem, jej autorem, rozmawia ks. Tomasz Jaklewicz.

Musiałem dokończyć tę opowieść

Ks. Tomasz Jaklewicz: Jest Pan autorem bestsellerowej biografii Jana Pawła II „Świadek nadziei”. Teraz polscy czytelnicy otrzymują jej dokończenie i zarazem podsumowanie. Dlaczego nosi tytuł „Kres i początek”?

George Weigel: – Zaczerpnąłem go z „Czterech kwartetów” T.S. Eliota, jednego z najważniejszych poematów XX wieku. Jest on, jak sądzę, stosowaną „ikoną” drugiego tomu biografii papieża-poety. Poemat zawiera wers „w moim kresie jest mój początek”, który znakomicie streszcza wyjątkową spójność życia Karola Wojtyły, radykalnego ucznia Chrystusa.

Czy dokończenie tego dzieła było jakimś rodzajem powinności wobec Jana Pawła II?

– Podczas naszego ostatniego spotkania w grudniu 2004 roku powiedziałem papieżowi, że jeśli nie wyprzedzę go, jeżeli chodzi o pogrzeb, to dokończę tę opowieść. Staram się kończyć pracę, którą zaczynam. Przypomina mi się odpowiedź, której kardynał Sapieha udzielił młodemu Wojtyle na jego prośbę o wstąpienie do karmelitów po zakończeniu II wojny światowej: „Najpierw musisz skończyć, co zacząłeś”.

Pierwsza część książki opowiada o zmaganiach Jana Pawła II z komunizmem. Dlaczego zdecydował się Pan cofnąć do historii już opowiedzianej w „Świadku nadziei”?

– Dzisiaj jest znacznie więcej informacji z archiwów komunistycznych służb bezpieczeństwa, niż było w połowie lat 90. ub. wieku, gdy przygotowywałem „Świadka nadziei”. Wiele z tego materiału pogłębia nasze rozumienie wojny komunistów z Wojtyłą i udanej kampanii Wojtyły przeciwko komunizmowi. Dlatego tę część historii musiałem raz jeszcze opracować.

Jak była rola Jana Pawła II w pokonaniu dyktatury komunistycznej w Polsce i całej Europie Wschodniej?

– Moja ocena się nie zmieniła. Jego głównym wkładem była pomoc w inspirowaniu i podtrzymywaniu rewolucja sumienia, która poprzedziła i umożliwiła polityczną „Rewolucję 1989”. Główni historycy zimnej wojny – jak John Lewis Gaddis z Yale – zgadzają się dziś z tą oceną, którą wyprowadzają z własnych badań. Jedynymi ludźmi, którzy tego nie zrozumieją są historycy o opcji marksistowskiej, jak Eric Hobsbawm, i niektórzy ludzie Kościoła, którzy wciąż jeszcze nie uchwycili fenomenu Jana Pawła II.

Co jest kluczem do tak bogatej osobowości jak Jan Paweł II?

– Kluczem jest jego radykalne nawrócenie się do Chrystusa, co jest zresztą powołaniem wszystkim ochrzczonych. I tu jest także nasz „łącznik” z nim. Niewielu ludzi może rozwinąć tyle talentów co on, ale każdy ochrzczony może być gruntownie nawróconym uczniem Chrystusa.

Mówiąc o wpływie papieża na Kościół i na świat, wymienia się wiele spraw. Ale co jest rzeczywiście najważniejsze?

– To, że był kluczową postacią, która przyczyniła się do upadku europejskiego komunizmu, jest powszechnie uznawane. Patrząc w szerszych kategoriach kulturowych, uczynił on chrześcijaństwo czymś ciekawym i przekonującym w świecie, który sądził, że już „wyrósł” ze swoich religijnych „potrzeb” i pragnienia Boga Biblii.

Ostatnie latach pontyfikatu opisane w książce, były naznaczone wielkim cierpieniem papieża. Jakie jest znaczenie tej ostatniej „ciemnej doliny”?

– Szedł drogą krzyżową i zaprosił świat, by do niego dołączył w tej ostatniej pielgrzymce. Zrobił dokładnie to, co każdy ksiądz katolicki powinien czynić – zaoferował ludziom doświadczenie tajemnicy paschalnej Jezusa Chrystusa, ukrzyżowanego i zmartwychwstałego.

Wydaje mi się, że my, Polacy, darząc szacunkiem i miłością Jana Pawła II, mamy problem ze zrozumieniem jego roli. Pan zna dobrze nasz kraj i jego historię. Czy widzi Pan niebezpieczeństwo, że możemy utracić w jakiejś części lub nawet zaprzepaścić jego spuściznę?

– Jak napisałem w „Gościu Niedzielnym” tuż po beatyfikacji Jana Pawła II, wydaje mi się, że najwyższy czas, aby Polska nie chowała się za plecami Jana Pawła II. Pora przestać spoglądać wstecz na Jana Pawła II, a zacząć patrzeć do przodu, rozwijając dzieło Nowej Ewangelizacji, do której wzywał cały Kościół, widząc w papieżu przykład tego, jak dziś być uczniem z nastawieniem misyjnym.

Czasami słyszymy określenie „Jan Paweł Wielki”. Czy uważa Pan, że jest to uzasadnione?

– Myślę, że historia uzna ten tytuł za uzasadniony.

Jakie były słabsze strony tego pontyfikatu?

– Słabości pontyfikatu omówiłem w książce. Ufam, że z taką uwagą, jaką na to zasługują. Żaden papież nie jest doskonały, ale to był pontyfikat ogromnych osiągnięć, niezależnie od pomyłek lub niedociągnięć.

Świeckie media lubią przeciwstawiać Benedykta XVI i Jana Pawła II? Do jakiego stopnia możemy mówić o kontynuacji?

– Obaj są ludźmi Soboru Watykańskiego II. Ich myśl jest odzwierciedleniem wielkiego renesansu myśli katolickiej połowy XX wieku. Obaj umieścili przyjaźń z Panem w centrum swojego życia i powołania kapłańskiego. Obaj potraktowali z wielką powagą nauczycielskie zadanie urzędu biskupiego. Mnóstwo jest tych elementów świadczących o kontynuacji. •