Szef wzywa

Marta Sudnik-Paluch; GN 12/2012 Katowice

dodane 01.05.2012 07:00

Chcesz wiedzieć, kiedy Kafar znalazł się w gronie świętych? Odpowiedzi musisz szukać w Wyższym Śląskim Seminarium Duchownym.

Szef wzywa Marta Sudnik-Paluch/ GN Michał Walczyński, student I roku, ćwiczy grę na organach w seminaryjnej kaplicy.

Mury WŚSD przekraczałam z pewną dozą niepewności. Po pierwsze dlatego, że moi znajomi zgodnie orzekli, że jako kobieta nie mam szans na napisanie artykułu o codzienności w seminarium. Kandydaci na księży na pewno nie ujawnią przede mną tajemnic – i już. A po drugie – moje wyobrażenia były raczej wypadkową stereotypów i zasłyszanych historii. Na szczęście moi rozmówcy szybko rozwiali te wątpliwości. Paweł i Piotr Sontagowie, bracia, studenci pierwszego i drugiego roku, oraz Paweł Ścibor, student trzeciego roku, redaktor gazetki seminaryjnej „Nasza Myśl”, z chęcią obalili kilka mitów na temat formacji w seminaryjnych murach.

Mit 1: Klerycy w seminarium są zupełnie odcięci od świata

– Nie jesteśmy kamedułami, nie wypadamy zupełnie ze świata – przekonuje Piotr Sontag. – Mamy też internet – dodaje Paweł Sontag. Kilkanaście lat temu seminarzyści rzadziej opuszczali WŚSD. Teraz uczestniczą w zajęciach na Wydziale Teologicznym UŚ, w grupach mają kolegów i koleżanki z innych kierunków. To naturalna płaszczyzna kontaktów. Poza tym mają czas dla siebie, na swoje prywatne wyjścia. – W środy możemy rozwijać zainteresowania sportowe. Razem z kolegą chodzę wtedy na ściankę wspinaczkową na Akademię Wychowania Fizycznego – mówi Paweł Sontag.

Klerycy regularnie odwiedzają pobliskie domy dziecka, ochronkę przy parafii Świętych Piotra i Pawła, ogrzewalnię św. Brata Alberta. Pomagają także siostrom kalkutkom. Najbardziej może doskwierać brak intensywnego kontaktu z rodziną. Telefony komórkowe nie wchodzą w grę, więc nie ma SMS-ów czy telefonów o każdej porze dnia i nocy. Jednak bywa, że ta „niedogodność” jest większym problemem dla rodziców niż kleryka. – Rodzina zawsze może zadzwonić na furtę – wyjaśnia Paweł Ścibor.

Mit 2: Dzień seminarzysty to tylko modlitwa i nauka

Czasu na modlitwę, wspólnotową i indywidualną, rzeczywiście jest sporo. Seminarzyści wstają o 5.30. O 6.00 rozpoczyna się półgodzinne rozmyślanie, później Msza św. O 13.15 jest czas na rachunek sumienia. 18.15 to godzina nieszporów lub nabożeństw. Od 20.00 do 22.00 jest czas na modlitwę osobistą. – Bardzo sobie to wszystko cenię. Jeśli człowiek poważnie podchodzi do takich rzeczy i rzeczywiście wykorzysta dany czas na modlitwę, medytację Pisma Świętego, gdzieś pomiędzy jeszcze „wplącze” Różaniec czy koronkę, to taki rozkład dnia pozwala naprawdę pogłębić relację z Panem Jezusem – dzieli się swoimi doświadczeniami Paweł Sontag. Do tego dochodzą dni skupienia czy rekolekcje, bardzo mocny czas pogłębiania swojej wiary.

To aspekt formacyjny, oczywiście bardzo w seminarium istotny. Jednak na tym nie kończy się codzienna dbałość o rozwój osobisty. Oprócz środowych wyjść sportowych klerycy regularnie grają w siatkówkę albo piłkę nożną. Rozgrywane są nawet turnieje między seminariami. – Jeśli chodzi o siatkówkę, jesteśmy obecnie mistrzami Polski. Nad piłką nożną musimy jeszcze popracować, ale staramy się trzymać czołówki – chwali się osiągnięciami Paweł Ścibor. – Turnieje dużo nas uczą. Wspólna gra to okazja nie tylko do nauki działania w grupie, ale także przekraczania własnego egoizmu. Oprócz tego klerycy rozwijają swoje talenty muzyczne (w scholi i chórze) oraz reporterskie. Paweł Ścibor opiekuje się działem poezji w seminaryjnej gazetce. – Staramy się zamieszczać w niej tematy związane zarówno z życiem naszej wspólnoty, jak i wpisujące się w nurt ogólnej dyskusji o Kościele – wyjaśnia. W tym roku „Nasza Myśl” obchodzi 60-lecie istnienia. Jej opiekunem w poprzednich latach był m.in. bp Józef Kupny.

Mit 3: W seminarium źle karmią i panuje wojskowy dryl

Kiedy zbierałam informacje o seminarium, któryś z redakcyjnych kolegów powiedział mi, że przed laty w refektarzu wisiał portret o. Maksymiliana Kolbego. Złośliwi twierdzili, że święty umarł z głodu, a racje żywnościowe w seminarium są takie, że klerykom grozi to samo. – Jest bardzo dobre jedzenie i nie brakuje nam go. Powiem więcej, niektórzy przybierają kilka kilogramów – uśmiecha się Paweł Ścibor. – My wychodzimy zawsze jako ostatni. Paweł jest królem stołówki. Wspólnie rządzimy tym, co zostanie – żartuje Piotr Sontag. – To może chociaż pruski dryl okaże się prawdą – pytam z nadzieją w głosie. Moi rozmówcy uśmiechają się znacząco. – Trudno wstawać o 5.30. Przez pierwsze pół roku dosypiałem, gdzie mogłem. Czasem nawet podczas modlitwy zapadałem w krótkie drzemki. Teraz nie ma problemu, wpadłem w ten rytm – mówi Paweł Sontag.

Starannie zaplanowany harmonogram dnia pozwala zapanować nad sporą grupą seminarzystów. W innym przypadku mogłoby skończyć się ogromnym zamieszaniem. – Mam sześciu braci, więc wspólnoty uczyłem się w domu. Rzeczywiście, w pewnym sensie to jest środowisko zamknięte i po jakimś czasie tworzy się „syndrom łodzi podwodnej”. Zupełnie inaczej reaguje się na pewne sytuacje. To bywa uciążliwe, ale ta wspólnota dużo daje – mówi Piotr Sontag.

Mit 4: Kandydatem na księdza człowiek musi się urodzić

– Ja i Paweł odziedziczyliśmy powołanie – żartuje Piotr Sontag. – Nasz dziadek przez dwa lata był w seminarium. Zrezygnował i dzięki temu jesteśmy. Ale tak na poważnie – powołanie dojrzewa i do każdego Pan Bóg przychodzi inną drogą i w innym „tempie”. Kiedy Paweł poinformował rodzinę, że czuje powołanie i wstępuje do seminarium, jego młodszy brat pomyślał, że on przygotuje coś specjalnego. – Bo ja też już wiedziałem, od ponad roku. Ale trzymałem to w tajemnicy – wspomina Piotr. Postanowił więc zaprosić całą rodzinę – rodziców i starszych braci z żonami na kolację. W swój plan wtajemniczył Pawła i młodszego brata, którzy pomogli mu wykonać zadanie. – Siedzieliśmy przy stole i wtedy do domu weszło dwóch kolegów. Ubrani na czarno z walizką. Podali mi ją i mówią: „Nasz szef cię wzywa”. Wtedy brat włączył muzykę, ja wyciągnąłem z walizki sutannę i przebrałem się. Zacząłem się pakować. Powiedziałem: „Idę do seminarium” i wyszedłem. Kiedy wróciłem po chwili, mama zaczęła się śmiać i spytała: „Żartujesz, prawda?” – streszcza sytuację Piotr Sontag. Na szczęście Piotr i Paweł pochodzą z głęboko religijnej rodziny, więc ich powołanie nie spotkało się z oporem najbliższych. – Na moją decyzję rodzice zareagowali: „Jesteś tego pewien?” – wspomina Paweł Ścibor. – Myślę, że coś przeczuwali, bo wcześniej dwa razy byłem na dniach otwartych w seminarium.

Mit 5: Poczucie humoru nie przystoi klerykowi

– Że jesteśmy inni, mogą mieć wrażenie świeccy studenci pierwszego roku teologii. Oni są niepewni, nikogo nie znają. A klerycy najczęściej są już zgraną grupą – mówi Paweł Sontag. Jednak starają się być jak najbardziej otwarci na drugiego człowieka. – Przecież to jest nasze podstawowe zadanie, iść do ludzi. Bo niestety teraz oni nie przychodzą do nas – zauważa Paweł Ścibor. Tym, którzy mają problemy z nawiązywaniem kontaktów, wspólnota pomaga na przykład przez różne psikusy. – Raz obudziłem się i okazało się, że nie mam drzwi! Innym razem w nocy ktoś „zamurował” wejście do pokoju książkami – zdradza Piotr Sontag. – Mnie kiedyś koledzy schowali pościel. Naszukałem się jej po całym seminarium. Żarty nigdy nie są złośliwe, chodzi o dobrą zabawę – zastrzega Paweł Ścibor.

Klerycy mają także swój specyficzny, „branżowy” język. W ich żargonie np. plac przed wejściem do seminaryjnej kaplicy to lotnisko. Jest to największa przestrzeń na korytarzach i tam zwykle gromadzi się cała asysta przed Mszą św. A w refektarzu już nie strzeże kleryków o. Kolbe, tylko błogosławiony Kafar z Dzieciątkiem Jezus, czyli w zamyśle autora rzeźby św. Józef. – Kilka lat temu jeden z seminarzystów, obecnie ksiądz, miał pseudonim Kafar. Często przebywał na siłowni, jest świetnie zbudowany. Do dziś należy do niego rekord w wyciskaniu. Nawet nie chcę pamiętać, ile to było – mówi raczej szczupły Piotr Sontag. – A że nasz św. Józef ma bardzo muskularne ramiona, więc został przemianowany przez nas na Kafara.

Stereotypów i mitów, które nie mają nic wspólnego z seminaryjną rzeczywistością, jest wiele. Nie uda się wszystkich rozwiać. Chętni, zwłaszcza ci, którzy myślą o kapłaństwie, mogli doświadczyć atmosfery WŚSD 1 kwietnia. Wtedy w seminarium odbywał się Dzień Otwartych Drzwi. Więcej na stronie wssd.katowice.opoka.org.pl.