publikacja 23.02.2012 00:15
Kiedy i jak powiedzieć grzesznikowi, że grzeszy – podpowiada o. Jordan Śliwiński.
Roman Koszowski
Marcin Jakimowicz: „To Twoja żona?” – zapytał Tomka Budzyńskiego zakonnik, dawny kolega z klasy. „Nie, dziewczyna” – wybąkał lider Armii. „Żyjesz w grzechu” – wypalił bez ogródek paulin. To był początek jego nawrócenia.
O. Jordan Śliwiński: – Upomnienie to nie manifestacja siły. Najważniejszą kwestią jest to, że chcę pomóc drugiemu człowiekowi. Dlatego muszę wybrać formę upomnienia w zależności od tego, kim jest człowiek, którego upominam. Jednemu potrzebna jest polopiryna duchowa, innemu mocniejsze lekarstwo. Niektórym, jak Dawidowi, wystarczy opowiedzieć bajkę o owieczkach, innym trzeba ukręcić bicz.
Nie lubimy upominać. Mamy raczej tendencję do poklepywania innych po plecach. Znajoma, która pocieszała roztrzęsioną po aborcji koleżankę, usłyszała od kierownika duchowego: źle zrobiłaś. Chciałaś zagłaskać problem, z którym ta kobieta i tak będzie się musiała zmierzyć.
– Jedną z najtrudniejszych rzeczy jest powiedzenie prawdy i okazanie przy tym miłosierdzia. Jak nie zaniedbać tego, co ewangeliczne, a jednocześnie nie machać Biblią jak gilotyną: ciach, ciach i polecą głowy.
To dla nas sygnał, że cenisz rzetelne dziennikarstwo jakościowe. Czytaj, oglądaj i słuchaj nas bez ograniczeń.
już od 14,90 zł