Zabawa w Boga

Joanna Bątkiewicz-Brożek

GN 02/2012 |

publikacja 12.01.2012 00:15

Istota zła moralnego techniki in vitro nie wypływa przede wszystkim z tego, że z racji zabijania embrionów nadliczbowych sprzeciwia się piątemu przykazaniu Bożemu. In vitro łamie nade wszystkim przykazanie pierwsze: „Nie będziesz miał bogów cudzych przede mną” – mówi ks. dr hab. Antoni Bartoszek, teolog moralista.

Zabawa w Boga Roman Koszowski/GN Ks. dr hab. Antoni Bartoszek Teolog moralista, jest kierownikiem Zakładu Nauk o Rodzinie na Wydziale Teologicznym UŚ. Wykłada teologię moralną i bioetykę, zajmuje się badaniami na temat moralnego wymiaru cierpienia, niepełnospraw­ności i etyki seksualnej.

Joanna Bątkiewicz-Brożek: Dlaczego katolicy mają problem z in vitro?

Ks. dr hab. Antoni Bartoszek: – O ile aborcja oznacza zabicie niewinnego dziecka, o tyle w przypadku in vitro mamy do czynienia z pojawieniem się nowego. Na pierwszy rzut oka nie dzieje się więc nic złego. Zdaje się wręcz, że pomagamy Panu Bogu w stworzeniu nowego istnienia. Poza tym część ludzi wychodzi z założenia, że in vitro jest uzasadnioną formą pomocy małżonkom, którzy cierpią z powodu bezpłodności. Z tych powodów niektórzy, w pierwszym odruchu, mówią: „tak” dla in vitro.

Ale przy obecnym stanie wiedzy jesteśmy świadomi, że w tej technice giną embriony, a więc też zabija się dzieci.

– To jest istotny argument przeciw technice in vitro. Aby technologia ta była skuteczna, potrzebne jest zapłodnienie większej ilości komórek jajowych. Do organizmu kobiety wszczepia się tylko najlepsze, zdrowe. Pozostałe ludzkie istoty zamraża się lub wyrzuca. Te argumenty przekonują sporą część nie tylko katolików. Mówimy więc „nie” dla in vitro, ponieważ mimo że jego efektem jest życie, to przy okazji niszczy inne istoty ludzkie. I dopuszczenie tej procedury jest wykroczeniem przeciw piątemu przykazaniu: nie zabijaj.

Rodzice podchodzący do in vitro bronią się, że w naturze też giną poczęte istoty ludzkie.

– Jednak przy naturalnym zapłodnieniu dzieje się to niezależnie od ingerencji człowieka, mamy do czynienia z naturalną śmiercią. Nam nie wolno w sposób sztuczny imitować śmierci. To, że każdy z nas kiedyś umrze, nie jest argumentem, że możemy siebie lub kogoś zabić.

W kontekście in vitro coraz częściej mówi się o eugenice. Czy to uprawnione zestawienie?

– Eugenika etymologicznie znaczy „dobre urodzenie”. Dąży się w niej do poprawy gatunku ludzkiego przez wspieranie „dobrego urodzenia” i eliminowanie „złego urodzenia”. Myślenie eugeniczne jest wpisane w in vitro. Medycyna dąży tu do tego, by „produkt” technologii in vitro był jak najlepszy. Dlatego musi wszczepić najdoskonalsze zarodki, a eliminować, w wyniku tzw. diagnostyki preimplantacyjnej, chore, niepełnosprawne. A to jest już eksterminacja człowieka. Fakt, że w procesie naturalnego poczęcia pojawiają się dzieci niepełnosprawne, pozostanie tajemnicą cierpienia. Podobnie dla danych małżonków tajemnicą jest ich bezpłodność. Po świecku mówimy: „taki los”, a religijnie – „Bóg dopuszcza to na nas”.

A przez postęp medycyny temu losowi nie możemy pomóc?

– Możemy losowi pomóc przez terapie wspierające naturalne zapłodnienie, np. przez naprotechnologię, ale nie mamy prawa dokonywać sztucznego zapłodnienia. Istota zła moralnego techniki in vitro nie wypływa przede wszystkim z tego, że z racji zabijania embrionów nadliczbowych sprzeciwia się piątemu przykazaniu Bożemu. In vitro łamie nade wszystko przykazanie pierwsze: „Nie będziesz miał bogów cudzych przede mną”.

Bawimy się w Pana Boga?

– Właśnie. W raju Bóg skierował do człowieka dwa nakazy. Pierwszy: czyńcie sobie ziemię poddaną, czyli np. rozwijajcie medycynę – wolno wam tworzyć sztuczne serce, respirator, który wspomaga oddychanie, inkubator, który wspiera rozwój życia wcześniaka. Techniki te są imitowaniem natury. I w tym kontekście niektórzy pytają: jeżeli tak wiele nam wolno, to dlaczego nie możemy skorzystać jeszcze z tej jednej techniki – in vitro?

Właśnie. Bo czym się różni in vitro, któremu Kościół mówi „nie”, od zgody na transplantację, której Kościół mówi „tak”?

– Wróćmy do raju: człowiek otrzymuje tam drugie polecenie od Boga – ze wszystkich drzew wolno wam zrywać, ale nie z drzewa poznania dobra i zła. Po czym szatan formułuje pokusę i szepce: zerwijcie z tego drzewa, a będziecie jak Bóg. Drzewo poznania symbolizuje granicę między stworzeniem a Stwórcą. Wszelka próba jej przekroczenia jest uderzeniem w samego Boga, próbą postawienia siebie w Jego miejsce. In vitro jest radykalną próbą przekroczenia tej granicy. A co dzieje się, kiedy człowiek stawia się w miejscu Boga? Staje się bożkiem sam dla siebie, stwórcą siebie. Przyszła do mnie kiedyś para małżeńska prosić o poradę duchową. Borykali się z bezpłodnością. Powiedzieli, że akceptują naukę Kościoła i nie zgadzają się na in vitro. Ale boją się, że za kilka lat nauczanie Kościoła się zmieni i zostaną na lodzie. Będzie za późno na dzieci. Otóż nauka Kościoła o in vitro nie ulegnie zmianie. Powtórzę raz jeszcze – istotą zła moralnego in vitro nie jest tylko śmierć ludzkich istnień, ale łamanie pierwszego przykazania Bożego! Na to przyzwolenia nigdy nie będzie.

„Ten zimny Kościół nie dostrzega cierpienia małżonków i jakimiś zakazami ogranicza im drogę do szczęścia” – powiedzą na to wszystko ludzie.

– Tak, a ci dobrzy lekarze chcą ludziom pomóc. To demagogia. Kościół towarzyszy duchowo małżonkom przeżywającym cierpienia bezpłodności, np. poprzez rekolekcje; wystarczy tu wspomnieć Dom Rekolekcyjny „Emaus” w Koniakowie. Kościół wskazuje na modlitwę, by otworzyć się na łaskę Bożą. Wskazuje nie tylko na wiarę, ale także na naukę, dlatego popiera naprotechnologię. Ale znam parę, która wymodliła dziecko przez pośrednictwo Matki Bożej z Guadalupe.

Z tymi argumentami nie trafi Ksiądz do niewierzących.

– Jednak w sercu każdego jest wypisane prawno naturalne, odczytywane rozumem. I co rozum odczytuje w sprawie powstawania życia? Otóż losowo komórka jajowa spotyka się z najbardziej żywotnym plemnikiem. Mamy więc z jednej strony aktywność człowieka – małżonkowie muszą podjąć współżycie, a z drugiej element losowości, przypadkowości – człowiek wobec samego momentu poczęcia jest bierny. Kobieta nie wie, w którym momencie dochodzi do połączenia jej komórki z gametą męską, nie odczuwa wtedy ani ciepła, ani ukłucia, nic. W procesie naturalnego zapłodnienia aktywność człowieka łączy się z biernością i losowością. Tymczasem w in vitro wszystko zależy od człowieka i jego odpowiedzialność urasta do niebotycznych rozmiarów, np. staje się odpowiedzialny za pojawienie się wady genetycznej. Niestety, sporo osób odrzuca dziś i Boga, i prawo naturalne. Tylko że człowiek zapomina, iż ingerencja w fundamenty natury ludzkiej obraca się ostatecznie przeciw niemu. Pozostając jeszcze na poziomie argumentacji naturalnej, czyli bez odwołania się do prawa Bożego, trzeba dodać, iż człowiek ma być owocem osobowego aktu zjednoczenia małżonków, a nie końcowym efektem procesu technologicznego. Proszę zwrócić uwagę, że na początku mówiono o in vitro jako o „technice sztucznej reprodukcji”. Dziś nawet jej zwolennicy boją się słowa „produkcja” i mówią o „technikach leczenia bezpłodności”. To eufemizm, który ukrywa fakt, że w procedurze in vitro nie chodzi o terapię, ale o produkcję życia. Poza tym przy naturalnym poczęciu nie wprowadza się do alkowy osób trzecich, by w jakikolwiek sposób pomagały przy zapłodnieniu. Metoda in vitro przekracza tę granicę intymności.

Bóg jest przy in vitro?

– Tak, bo to Bóg stwarza duszę, daje ją poczętym w szkle dzieciom. Mimo że człowiek wchodzi w zakazane rejony, Bóg ze zła, które człowiek czyni, wyprowadza dobro. Godność osobowa dzieci sztucznie poczętych jest taka sama jak dziecka poczętego naturalnie. Stawia się często niesprawiedliwe zarzuty przeciwnikom in vitro, że piętnują dzieci. Nic podobnego! Każde życie jest święte, także to poczęte w grzechu in vitro.

A czy istnieje prawo do dziecka? Bo to kolejny argument rodziców bezdzietnych i zwolenników in vitro.

– Istnieje prawo małżonków do przyjęcia dziecka. Ale dziecko się nam bezwzględnie nie należy. Dziecko jest zawsze darem. To teologiczne stwierdzenie potwierdza prawo naturalne. Wiemy, że nie zawsze współżycie, nawet w optymalnym czasie, prowadzi do zapłodnienia. A zatem poczęcie to coś, co jest nam dane niezależnie od nas. Tak jak nie mamy bezwzględnego prawa do dziecka, tak też nie mamy prawa jedynie do zdrowego dziecka, czyli nie wolno nam dokonać aborcji, gdy poczęte dziecko jest chore.

Wniosek z naszej rozmowy taki, że nie jest możliwy kompromis legislacyjny w kwestii in vitro.

– Z punktu widzenia moralnego nie można zgodzić się na kompromis legislacyjny w sprawie in vitro. Niektórzy mówią: zalegalizujmy taką ustawę, która wyeliminuje embriony nadliczbowe, a będziemy mieli załatwioną kwestię wykroczenia przeciw przykazaniu piątemu. Nawet jeśli medycyna poszłaby tak do przodu, że udałoby się jej z jednego jaja zapłodnionego uzyskać ciążę, to nie zmieni to faktu, że człowiek bawi się w produkcję ludzi, stawia siebie w miejsce Boga, wykraczając przeciw pierwszemu przykazaniu Bożemu. Nie może być zatem zgody na in vitro parlamentarzysty zarówno katolickiego, jak i tego, który własnym umysłem właściwie odczytuje prawo naturalne. Człowiek ma być owocem aktu miłości dokonanego w osobowym zjednoczeniu małżonków, a nie produktem technologii. Nie możemy odzierać momentu poczęcia życia z jego tajemniczości i sakralności.