Boży wizjoner

Długo oczekiwana beatyfikacja Fultona Sheena (1895-1979) stała się faktem 24 września 2026 roku w St. Louis, w amerykańskim stanie Missouri.  

Wydarzenie to ma znaczenie nie tylko dla Kościoła w Stanach Zjednoczonych. Sheen przypomina bowiem prawdę aktualną niezależnie od epoki: Ewangelia jest wieczna, ale sposób, w jaki człowiek jej słucha, nieustannie się zmienia. Trzeba więc umieć przekładać ją na język ludzi żyjących tu i teraz.
Amerykański arcybiskup, kaznodzieja i pisarz był jednym z pierwszych wielkich katolickich „ludzi ekranu”. Jego audycje radiowe i programy telewizyjne przyciągały miliony odbiorców. Nie dlatego jednak, że był jedynie medialną gwiazdą. Przyciągał, ponieważ miał coś do powiedzenia.

Podczas Mszy beatyfikacyjnej kard. Luis Antonio Tagle zapytał, co świadczy o sukcesie ewangelizatora: wielkość audytorium, zasięgi, liczba słuchaczy? Według dzisiejszych kryteriów Sheen odniósłby ogromny sukces. Ale nie dlatego został błogosławionym. Źródłem jego misyjności była przede wszystkim więź z Chrystusem.

Gdy telewizja dopiero zdobywała amerykańskie domy, Sheen zobaczył w ekranie współczesną ambonę. Rozumiał, że Kościół nie może ograniczać się do miejsc, do których człowiek przychodzi sam. Musi pójść również tam, gdzie człowiek już jest. Łączył wiarę i rozum, teologię i codzienność, powagę i humor, tradycję i nowoczesne środki przekazu. Zapraszał nie tylko do słuchania, ale także do myślenia.

Historia Sheena nie zaczęła się jednak przed kamerą. Urodził się w 1895 roku w El Paso w Illinois, dorastał w Peorii, a w 1919 roku został wyświęcony na kapłana. Przez całe kapłańskie życie praktykował codzienną godzinę adoracji Najświętszego Sakramentu. To klucz do zrozumienia jego działalności: najpierw była cisza kaplicy, potem mikrofon. Najpierw spotkanie z Chrystusem, później spotkanie z milionami ludzi.

Kard. Tagle przypomniał rozmowę Sheena z Piusem XII. Zapytany, ile nawróceń może sobie przypisać, odpowiedział, że nigdy ich nie liczył, ponieważ nie uważał ich za własne dzieło. Nazywał siebie jedynie odźwiernym prowadzącym ludzi do otwartych drzwi domu Boga.

To obraz szczególnie aktualny w epoce mediów społecznościowych. Ewangelizator nie kolekcjonuje nawróceń, obserwujących ani wyświetleń. Ma wskazać drzwi i pozwolić człowiekowi spotkać Boga. Można mieć milion wyświetleń i nikogo nie doprowadzić do Chrystusa, można też dotrzeć do jednej osoby, której życie naprawdę się zmieni.

Sheen przypomina jednak, że ewangelizacja nie kończy się na komunikacji. Kard. Tagle przywołał jego wizytę w ośrodku dla osób dotkniętych trądem w Ugandzie. Gdy Sheen chciał wręczyć choremu srebrny krzyżyk, zobaczył jego okaleczone ciało i odruchowo się cofnął. Krzyż upadł. Zrozumiał wtedy sprzeczność: chciał przekazać znak Chrystusa, który dotyka ludzkich ran, a sam bał się dotknąć zranionego człowieka. Przełamał lęk i objął chorego.
Ta scena mówi o ewangelizacji być może więcej niż najbardziej udany program telewizyjny. Nie wystarczy mówić o Chrystusie. Trzeba rozpoznać Go także w człowieku, którego cierpienie budzi lęk lub bezradność.

Dlatego Sheen nie może pozostać jedynie patronem katolickich mediów. Jego beatyfikacja stawia pytania: czy za dobrze przygotowanym komunikatem stoi życie modlitwy? Czy za słowami o miłości idzie rzeczywiste spotkanie z człowiekiem? Czy nowe narzędzia prowadzą do Chrystusa, czy przede wszystkim do nas samych?

Dziś wielu ludzi żyje w przestrzeni internetu, mediów społecznościowych, podcastów i krótkich komunikatów. Tam szukają odpowiedzi, przeżywają kryzysy i pytają o sens. Tam również trzeba zanieść Ewangelię – nie uproszczoną, lecz podaną językiem, który współczesny człowiek może usłyszeć i zrozumieć.

Sheen był wizjonerem, ponieważ dostrzegał możliwości, których inni jeszcze nie widzieli. Dziś zamiast radia i telewizora mamy smartfony, streaming, media społecznościowe i sztuczną inteligencję. Nie zmieniło się jednak ludzkie serce. Nadal szuka prawdy, sensu, miłości, nadziei i Boga.

Dziedzictwo Fultona Sheena przypomina więc Kościołowi, że nie trzeba zmieniać Ewangelii. Trzeba odważnie szukać nowych sposobów, aby człowiek XXI wieku mógł ją usłyszeć. I pamiętać o właściwej kolejności: najpierw cisza, potem słowo. Najpierw Chrystus, potem kamera. Najpierw człowiek, dopiero później zasięg. Boży wizjoner nie bał się nowych dróg. Wiedział jednak, dokąd mają prowadzić.

 

«« | « | 1 | » | »»

aktualna ocena |   |
głosujących |   |
Pobieranie.. Ocena | bardzo słabe | słabe | średnie | dobre | super |

Wiara_wesprzyj_750x300_2019.jpg

Archiwum informacji

niedz. pon. wt. śr. czw. pt. sob.
27 28 29 30 1 2 3
4 5 6 7 8 9 10
11 12 13 14 15 16 17
18 19 20 21 22 23 24
25 26 27 28 29 30 31
1 2 3 4 5 6 7