Jest głód, jest „idealny moment”

Hm. Parasol najłatwiej sprzedać, gdy pada, prawda?

11 września. Tak, to już 25 lat... 25 lat temu terroryści z Al -Kaidy dokonali zamachu na wieże World Trade Center i na budynek Pentagonu, kierując na nie porwane wcześniej samoloty pasażerskie. Czwarty porwany samolot rozbił się, gdy jego pasażerowie próbowali terrorystom przeszkodzić... Pojawiły się wówczas głosy, że te zamachy zmienią świat. Cóż, różne mądre głowy wypowiadają tego rodzaju opinie przy różnych okazjach, a te ich przepowiednie rzadko się sprawdzają. W tym jednak wypadku tak właśnie się stało: te zamachy zmieniły świat. Ot, choćby to wprowadzenie paranoicznych kontroli bezpieczeństwa na lotniskach. W moim odczuciu najbardziej znaczące było jednak to, że na powrót zaczęto wtedy traktować wojny jako sposób rozwiązywania problemów. Wcześniej, po doświadczeniach II wojny, owszem, było ich całkiem sporo. Ich prowadzenie było jednak raczej czymś, czego trzeba się było wstydzić i z czego trzeba było się tłumaczyć. Od 2001 roku....

Ale dziś o nie o tym. Zaciekawiła mnie wczoraj informacja streszczająca rozmowę arcybiskupa Westminsteru, Richarda Motha z „The National Catholic Register”. Otóż ten brytyjski hierarcha uważa, że Kościół znajduje się dziś... „w idealnym momencie”. Oszalał? Czyż nie widać na naszym kontynencie oznak głębokiego kryzysu chrześcijaństwa, a sygnały dotyczące jego odradzania się to nawet nie przedwiośnie, a delikatne ocieplenie w przerwie między kolejnymi falami chłodu? 

Nie znamy przyszłości, wiemy tyle, że ostatecznie wszystko dobrze się skończy. Ale jaka do tego szczęśliwego końca czeka nas droga – nie.  Myślę jednak, że abp Moth ma rację. Mam takie samo wrażenie. Kościół znajduje się w idealnym momencie, bo w tym naszym świecie, w Polsce też, narasta głód. Głód odpowiedzi na pytania, których nie daje ani rozbuchana konsumpcja ani pogrążanie się w hedonizmie. To głód odpowiedzi na pytanie o to, co po tym życiu; to głód nadziei. I Ewangelia, orędzie sprzed pustego grobu Jezusa, może człowiekowi taka odpowiedź dać; może ten głód współczesnego człowieka zaspokoić. Trzeba tylko porzucić myślenie o Kościele jako oblężonej twierdzy (którą trochę Kościół jednak jest). I wyjść z tym orędziem w świat. Przecież spora część tych „oblegających”  to pewnie nie ludzie źli, ale głodni...

Wpisuje się w ten kierunek myślenia to, co o duszpasterstwie parafialnym mówi ostatnio bp Artur Ważny – odbudowa katechezy parafialnej, zwłaszcza dla dorosłych, nowy styl, styl małych grup, w którym ważną rolę odgrywać będzie świadectwo wiary ludzi świeckich i parę innych. Ten głód, o którym mówił arcybiskup Westminsteru może nie jest w Polsce tak widoczny, jak  w mocniej zlaicyzowanych krajach Zachodu, ale też go widać. Zwłaszcza chyba wśród młodych, niepewnie wkraczających w dorosłe życie. Sytuacja woła o to, by dać tym ludziom jeść...

Zwrócił bym tylko uwagę na drobiazg, który zauważyłem próbując znaleźć odpowiednie słowa określająca tę sytuację głodu nadziei. Chciałem napisać, że to dla Kościoła. „szansa”. Zreflektowałem się. Szansa? Na co? Na zapełnienie różnych duszpasterstw i kościołów? Przecież nie o to chodzi. Raczej o to, by pomóc ludziom odnaleźć sens,  by wskazać im na nadzieję życia wiecznego, by odnaleźli – dla siebie! – jedynego Zbawiciela, Jezusa Chrystusa. Sprawnie zorganizowane i dobrze działające duszpasterstwo to z tej perspektywy rzecz drugorzędna. Najważniejsze, by ci głodni spotkali autentycznych świadków...

 

«« | « | 1 | » | »»

aktualna ocena |   |
głosujących |   |
Pobieranie.. Ocena | bardzo słabe | słabe | średnie | dobre | super |

Wiara_wesprzyj_750x300_2019.jpg

Archiwum informacji

niedz. pon. wt. śr. czw. pt. sob.
27 28 29 30 1 2 3
4 5 6 7 8 9 10
11 12 13 14 15 16 17
18 19 20 21 22 23 24
25 26 27 28 29 30 31
1 2 3 4 5 6 7