W rodzinie

Wyłuskuję z pamięci więcej zdrobnień. Święty Jacek, choć właściwie powinno być Hiacynt albo Jacenty...

Na szlaku do Częstochowy. Znów cisna koło czyli pcham rower. Tym razem już od samego dołu ulicy pnącej się dość stromo w górę. Jakoś trzeba przebrnąć przez ten Próg Woźnicki. Wprawdzie profesor Włodzimierz Fijałkowski pisał: „Moje podróżowanie nie zakłóca życia w przyrodzie. Rower posuwa się bezszelestnie, pozwalając odbierać bez żadnych przeszkód zmysłowe doznania wzroku, słuchu, powonienia. Nie dochodzi do żadnych zakłóceń w otaczającym świecie.” I na innym miejscu:„…ciągle na nowo odkrywam bezcenną zaletę jazdy na rowerze: rozjaśnienie umysłu sprzyjające myśleniu.” Jednak idąc piechotą, choćby pchając rower, widzi się zwykle jeszcze więcej. W drodze dostrzegam tabliczkę z nazwą ulicy. Ul. Florianek…

Kogo? Wiem o franciszkankach i dominikankach. Są i antoninki. Ale florianki? Nie znam takiego zakonu czy też zgromadzenia… Nagle uświadamiam sobie, że nie kogo, ale kto… Florianek, Florian. Tam dalej, kawałek w górę,  jest kaplica świętego Floriana, patrona hutników znanego mi od dawna z racji tego, że przeżyłam dzieciństwo w cieniu huty. Tutaj pewnie raczej czczony jest jako patron strażaków i ten, kto chroni przed ogniem. Ale żeby tak zdrabniać imię dostojnego patrona?

Zjeżdżam z Progu Woźnickiego w dół. A tam w Rudniku kolejna kapliczka. Ukryta wśród sosen pochodząca z XVIII wieku kapliczka świętego Jana Nepomucena. „Święty Janek” – brzmi tradycyjna nazwa uwidoczniona na tabliczce przy drodze. O świętym Janie Nepomucenie dowiedziałam się w drugiej czy trzeciej klasie podstawówki. Kiedyś pod nieobecność mamy spędziłam kilka godzin u sąsiadki i zacna kobieta, widząc, że nudzę się śmiertelnie, dała mi do czytania „Żywoty świętych”. Czytałam z wypiekami na twarzy… Ale Janek zamiast dostojnie brzmiącego Jana?  Nie, to nie przyszłoby mi do głowy.

Wyłuskuję z pamięci więcej zdrobnień. Święty Jacek, choć właściwie powinno być Hiacynt albo Jacenty. To dlatego, że w jego czasach panowała akurat taka moda, tak jak czasem tu i ówdzie  bywa też dzisiaj. Jacek Odrowąż jak - by sięgnąć do polityków – Tony Blair albo Bill Clinton. Jest też święta Tereska, ale tutaj zdrobnienie ma konkretny cel  - odróżnienie od świętej Teresy Wielkiej. Mała Tereska, czasem zwana też Terenią. Czy nie śpiewaliśmy w salce katechetycznej na całe gardło: „Tereniu, ty biały kwiatku rajskich wzgórz…”? 

Ale są i inni święci. Antoniczek, który pomaga odnaleźć każdą zgubę. Święty Walencinek w Bieruniu Starym.  I Maryjka na Branicy albo inaczej Maryjka Branicka w Suszcu, przy leśnej drodze do Kobióra.

Czy nie nazbyt zuchwała ta poufałość? A może to pozostałość z czasów, kiedy święci byli bliscy ludziom jak członkowie rodziny… Na swoim miejscu w kościele, ale także w przestrzeni zabudowań, pola, lasu.  I w mieszkaniach, domach – na obrazach, w figurkach. Kapliczki trzymają się dość mocno. W końcu to zabytki – pamięć dla swoich, miejsce do zwiedzenia dla przyjezdnych. Na ich renowację można pozyskać pieniądze z takiego czy innego funduszu, a czasem jacyś zapaleńcy zorganizują w internecie zrzutkę na ten kawałek miejscowego dziedzictwa. Z domów i mieszkań święci znikają. Czy to aż tak ważne? W dawnych wiekach na jakiekolwiek obrazy, także te o tematyce religijnej mogli sobie pozwolić tylko ludzie zamożni. Dopiero technika oleodruku sprowadziła wizerunki świętych patronów także do przeciętnych czy uboższych domostw. Wczoraj były, dziś niekoniecznie.

A jednak żal jakoś, kiedy wnusia czy wnusio przychodzą do babci i dziadka i rozglądając się po ścianach pytają szeptem: „A dlaczego u was jest jak w kościele?”

«« | « | 1 | » | »»

aktualna ocena |   |
głosujących |   |
Pobieranie.. Ocena | bardzo słabe | słabe | średnie | dobre | super |

Wiara_wesprzyj_750x300_2019.jpg

Archiwum informacji

niedz. pon. wt. śr. czw. pt. sob.
27 28 29 30 1 2 3
4 5 6 7 8 9 10
11 12 13 14 15 16 17
18 19 20 21 22 23 24
25 26 27 28 29 30 31
1 2 3 4 5 6 7