Dlaczego modlimy się przed obrazami?

Ten zarzut stawia się dość często. Warto znać nań odpowiedź.

Z cyklu (in spe) „Nieoczywistości”

Czcimy Chrystusa w różny sposób na obrazach czy w figurach przedstawianego, modlimy się do  Matki Bożej Częstochowskiej, Gietrzwałdzkiej, Ostrobramskiej, Różanostockiej, Pszowskiej, Piekarskiej, z Lourdes czy Fatimy... Modlimy się przed różnymi wizerunkami świętych. Wiemy oczywiście, że to ciągle te same osoby, tyle że przedstawiane w różnoraki sposób. No bo przecież raczej żaden katolik nie uważa, że jak nie pomoże mu Matka Boża w wizerunku z Częstochowy to pomoże ta z Lourdes: to przecież ciągle ta sama osoba, Maryja, Matka Jezusa Chrystusa. Czy jednak w ogóle to, że modlimy się przed obrazami czy figurami nie jest jakimś nadużyciem wobec Boga czy świętych?

Spór o kult obrazów Kościół dawno już rozstrzygnął na Soborze Nicejskim II (787 rok) a potem jeszcze na kolejnym, IV w Konstantynopolu (869-870).  Mimo to pytanie o sprawę dość często wraca. Także pod wpływem tych, którzy przytaczają brzmienie Dekalogu z Księgi Wyjścia (20) czy Księgi Powtórzonego Prawa (5). Znajdują w nim odrębne przykazanie wyraźnie zabraniającego czynienia podobizn Boga, ludzi czy zwierząt. Kościół nie słucha Boga? Jak to jest?

Od tego fragmentu Księgi Wyjścia więc zacznijmy. 

Wtedy mówił Bóg wszystkie te słowa: «Ja jestem Pan, twój Bóg, który cię wywiódł z ziemi egipskiej, z domu niewoli. Nie będziesz miał cudzych bogów obok Mnie! Nie będziesz czynił żadnej rzeźby ani żadnego obrazu tego, co jest na niebie wysoko, ani tego, co jest na ziemi nisko, ani tego, co jest w wodach pod ziemią! Nie będziesz oddawał im pokłonu i nie będziesz im służył, ponieważ Ja Pan, twój Bóg, jestem Bogiem zazdrosnym, który karze występek ojców na synach do trzeciego i czwartego pokolenia względem tych, którzy Mnie nienawidzą. Okazuję zaś łaskę aż do tysiącznego pokolenia tym, którzy Mnie miłują i przestrzegają moich przykazań»(...).

Potem są kolejne przykazania... Widać wyraźnie: zakaz czynienia rzeźb czy obrazów „tego, co jest na niebie wysoko, ani tego, co jest na ziemi nisko, ani tego, co jest w wodach pod ziemią” nie jest jakimś oddzielnym przykazaniem. Jest rozwinięciem pierwszego. Wskazuje na to choćby to, co czytamy w następnym zdaniu „Nie będziesz oddawał im pokłonu i nie będziesz im służył”. To uszczegółowienie pierwszego przykazania. To zakaz czczenia bożków – czy tak człowiek taktuje innego człowieka, jakiś przedmiot czy ideę – jest jego sensem. Wytwarzanie zaś różnych wyobrażeń – Boga, ludzi, zwierząt – o ile w ten zakaz godzi. 

Naciągane? Zwróćmy uwagę, że chodzi o bardzo dawne czasy, czasy, w których pewnie dość łatwo rozprzestrzeniały się różne praktyki zabobonne. Ot, znajduje ktoś na pustyni jakiś stary posąg. Kogo przedstawia? Może jakiegoś króla, ale może jakiegoś boga? Lepiej więc go nie rozgniewać...  Inny mechanizm, znany i dziś:  szczęście na maturze przynosi .. maskotka. Najpierw jest więc jakaś „maskotka”, która z czasem staje się bóstwem opiekuńczym... Ten mechanizm właśnie, ta skłonność człowieka do ubóstwiania różnych wizerunków, także z obawy, że brak czci sprowadzi na człowieka jakieś nieszczęście, stoi najpewniej u podstaw tego zakazu. Zakazu nie do końca konsekwentnie przestrzeganego także w kulcie Starego Testamentu. Kto ciekawy, niech poczyta o szczegółach dotyczących arki i sprzętów w Namiocie Spotkania...

Dlaczego więc tworzymy obrazy czy figury? Dlaczego się przed nimi modlimy? Po pierwsze, zwróćmy uwagę, że dla nas Bóg nie jest już tylko duchem. Przyjął – z własnej woli – postać człowieka. Więcej, naprawdę stał się człowiekiem. Nie ma więc powodu, by bać się przedstawiać Go, zwłaszcza Jezusa Chrystusa, jako człowieka. Po drugie... pięknie ujęto to w „Dekrecie wiary” II soboru w Nicei: „cześć oddawana wizerunkowi przechodzi na prototyp, a kto składa hołd obrazowi, ten go składa Istocie, którą obraz przedstawia”. Nic skomplikowanego, prawda? Noszący w portfelu zdjęcie żony i dzieci nie traktuje zdjęcia, jakby było jego żoną i dziećmi. Ale pomaga mu o nich myśleć...

Można powiedzieć, że obrazy, figury, są widzialnymi znakami rzeczy – osób! – które dla naszym zmysłów są niewidzialne. Znakami które na coś wskazują. Nie rzeczywistością, którą oznaczają. To oczywiste na ten przykład, że nikt przy zdrowych zmysłach nie próbuje zatankować swojego samochodu przy znaku informującym, że przy drodze jest stacja benzynowa, ale poinformowany przez znak zjeżdża na stację. Nikt znaku ostrzegającego o zakręcie nie traktuje jak zakrętu, przyspieszając gdy tylko ów znak minie, ale ostrzeżony uważa na zakręcie drogi. I tak jest z tymi „świętymi obrazami”. Są znakami, odnoszą nas one do innej rzeczywistości; ukierunkowują myśl ku tym, których przedstawiają. 

Po co nam te obrazy, figury, przedstawienia? Nie można modlić się patrząc np. na ścianę czy na piękny widok? Można. Zwróćmy uwagę, że różne przedstawienia, obrazy, bywają swoistym katechizmem. Tylko dla współczesnych często mało już czytelnym. Niewielu dawniej umiało czytać. Niekoniecznie wszystko jasne było, gdy posłuchało się kazania (z tym problem może być i dziś). Obraz pomagał zrozumieć; obraz pomagał wrócić do tego, czego się nie zrozumiało, pomagał zgłębić tajemnicę. Znaczenie miały szczegóły: ot na ikonach przestawiających Jezusa niebieska szata oznacza bóstwo, czerwona człowieczeństwo. Szata w tych dwóch barwach oznacza zjednoczone w Nim bóstwo i człowieczeństwo. Podobnej symboliki jest na owych obrazach znacznie więcej, tyle że my już najczęściej nie potrafimy ich czytać. Dopiero gdy opowie nam o ich znaczeniu znawca... A przecież bywają przedstawienia, na których opowiedziano całe historie. Kaznodzieja mógł  opowiadać te historie, jakby dziś posługiwał się rzutnikiem...

Nasze współczesne obrazy trochę mniej zawierają symboliki, ale też mogą pomóc zrozumieć. Ot, serce, Jezusa czy Maryi, uniwersalny dla nas znak miłości. Skonkretyzowane „Bóg nas kocha”. Matka Boska pokazująca nam Dzieciątko – przypomnienie, kto jest ważny, do kogo ona prowadzi. A krzyże... To temat wart osobnego wyjaśnienia, ale zwróćmy uwagę: są krzyże, na których przedstawione jest cierpienie Jezusa, są krzyże, na których Jezus triumfuje, są krzyże będące jakby drzewem życia – z kwiatami, ptakami... Pierwsze oddają ludzka rzeczywistość krzyża, mogą pomóc znieść człowiekowi jego własne cierpienie. Ale przecież te inne  to czysta teologia: to pokazanie co na krzyż Jezusa dał. Warto przyglądać się szczegółom, zastanowić się, co artysta w danym przedstawieniu chciał o męce i śmierci Jezusa powiedzieć...

Jest jeszcze jeden, wydaje się istotny powód, dla którego nie ma co obruszać się na „święte obrazy”. Pomagają one skupić się nam na tym, do kogo kierujemy swoją modlitwę. Bo bez tego jak? Na kim czy na kim skupia się myśl, gdy modląc się patrzę na gołą ścianę?  Jakie obrazy jawią się przed moim umysłem, gdy zamykam oczy? Obraz, figura, mozaika, witraż pomagają ukierunkować rozbiegane myśli, pomagają myśleć o tym, ku któremu kieruję swoją modlitwę. Zwłaszcza, że i głos tego, z którym rozmawiam, usłyszeć muszę zupełnie inaczej, niż słyszę głos znajomego w telefonie. 

Jeśli jeszcze raz usłyszycie zarzut, że modlicie się do kawałka kamienia, deski czy płótna, warto się uśmiechnąć. I się nie przejmować. 

 

«« | « | 1 | » | »»

aktualna ocena |   |
głosujących |   |
Pobieranie.. Ocena | bardzo słabe | słabe | średnie | dobre | super |

Wiara_wesprzyj_750x300_2019.jpg

Archiwum informacji

niedz. pon. wt. śr. czw. pt. sob.
27 28 29 30 1 2 3
4 5 6 7 8 9 10
11 12 13 14 15 16 17
18 19 20 21 22 23 24
25 26 27 28 29 30 31
1 2 3 4 5 6 7