Tamten mężczyzna na ulicy. Idzie dumny, choć być może świadomy naszych ukradkowych spojrzeń.
Młody mężczyzna idący pospiesznie chodnikiem z sześcio-, siedmiolatkiem za rękę, wpatrzonym w niego, roześmianym, w widoczny sposób szczęśliwym. Tamten – nie żeby był podpity czy coś, oczywiście że nie, ale widać przecież, że z tych, których od razu kojarzymy jednoznacznie. Zaniedbany, w niedopasowanym ubraniu, z losem wypisanym na twarzy. Radość tego dziecka – taka, która rozlewa się, promienieje, cieszy się z samej obecności(czujemy zażenowanie, jakbyśmy mieli wgląd w czyjąś intymność) – uderza. Bo ileż to razy i my sami dostajemy coś równie wielkiego! Jakieś dobro nieprzystające zupełnie do naszej kondycji, zamierzeń, słabości (rzeczywistych, nie tych wyobrażonych)… Potężne, nieoczekiwane, niemal zwalające z nóg.
Niemal – bo trudno to przyznać nawet przed samym sobą. Nie zasłużyliśmy. A to co mamy, nie jest skutkiem naszej zaradności czy wyczucia chwili. Nie jest nagrodą za trud ani nawet szczęśliwym zrządzeniem losu. Otrzymaliśmy za darmo i ponad stan.
Oczywiście, że problemów nam nie brakuje! Zmartwień, jak to się ładnie mówi. Przeczuć, niepewności, cienia. Tragedii zresztą też. Ale w tym wszystkim przecież: wytchnienie poranka, wieczorem upragniony chłód, sprawność oka czy ręki (nawet jeśli „jeszcze”), może nawet radość na czyjejś twarzy z samej naszej obecności. Albo większy dar: czyjeś istnienie. Nieważne, że daleko lub że blisko i marudny, nieważne dola czy niedola; ważne samo to, że ten ktoś jest.
*
Czy nie odnosimy czasem wrażenia, że jak zaczniemy się sobie bliżej przyglądać, próbować ponazywać, to, nie wiem, odkryjemy u siebie jakiś banał, brak, klęskę, której nie da się dłużej ignorować? Czy samoobserwacja nie wymusi na nas działania, zajęcia się w końcu problemami, zadbania o to czy tamto (być może lekceważymy pewne sprawy nie dla idei, ale dlatego, że przerastają nas lepsze wakacje i proste plecy)…?
Gdyby tylko zechcieli, to osiągnęlibyśmy tyle, że ho, ho, zostawiając przeciwników daleko z tyłu. Przechwałki, prawda? To tylko zwykłe przechwałki przecież. Prawda jest prostsza, bardziej teraźniejsza, kanciasta. Niewygodna.
*
Tamten mężczyzna na ulicy. Idzie dumny, choć być może świadomy naszych ukradkowych spojrzeń (życzliwych ostatecznie przecież). Tak jak jemu i nam udaje się czasem ogrzać się w cieple dobra niezasłużonego. Koniecznego jak powietrze.
aktualna ocena | |
głosujących | |
Ocena |
bardzo słabe |
słabe |
średnie |
dobre |
super |