Anioły, rzymskie anioły...

W najwyższym punkcie Zamku św. Anioła w Rzymie stoi odlany w brązie archanioł Michał. Przypomina on o wizji papieża Grzegorza I Wielkiego.

Kiedy 14 wieków temu szalała w Wiecznym Mieście zaraza, papież wezwał mieszkańców i pielgrzymów do pokuty i modlitwy. Osobiście prowadził procesję z Bazyliki św. Jana na Lateranie do Bazyliki św. Piotra w Watykanie. Kiedy procesja przechodziła przez słynny most na Tybrze, papież ujrzał postać archanioła Michała, który na znak zmiłowania Bożego chował swój karzący miecz. 

Zaskoczeni ich pięknem

Anioły z Mostu św. Anioła są majestatyczne, we wdzięcznych, choć dziwnych pozach, typowych dla baroku. Spoglądają melancholijnie na tłumy turystów i pielgrzymów, zaskoczonych ich pięknem i próbujących zrobić z nimi jak najwięcej zdjęć. Pewnie nie wszyscy przechodzący znają ich historię, nie wszyscy wiedzą, co trzymają w dłoniach ani od jak dawna zdobią most pochodzący z czasów cesarza Hadriana (ze 134 r. po Chr.), remontowany i ozdabiany w ciągu wieków przez wielu papieży i wyszukiwanych przez nich artystów. 

To co widzimy na moście dzisiaj, zawdzięczamy głównie Klemensowi VII i Klemensowi IX. Pierwszy z nich zatroszczył się o to, by na początku mostu, od strony centrum, ustawiono posągi apostołów Piotra i Pawła, witających pielgrzymów udających się w kierunku Bazyliki św. Piotra. Na ich cokołach czytamy: „Hinc humilibus venia”, czyli „Stąd przebaczenie dla pokornych”, oraz „Hinc retributio superbis”, czyli „Stąd kara dla pysznych”.

Z kolei Klemens IX poprosił samego Gianlorenza Berniniego o wykonanie rzeźb ozdabiających całą zabytkową budowlę. Mistrz, „człowiek niezwykły, o wzniosłym umyśle, urodzony zrządzeniem boskiej opatrzności dla chwały Rzymu i powołany, by nieść światło swojej epoce” (to słowa Urbana VIII), mający już 70 lat, raz jeszcze objawił swój geniusz. Zaprojektował 10 figur aniołów przedstawiających atrybuty męki Pańskiej: mamy więc anioła z kolumną biczowania, z biczem, z koroną cierniową, z chustą Weroniki, z szatą Chrystusa wraz z kośćmi do gry, z gwoździami, z krzyżem, z inskrypcją INRI, z gąbką i włócznią. 

Bernini postanowił nadać duchowy charakter przejściu przez Ponte Sant’Angelo, prowadzący do jakiegoś innego wymiaru, dający okazję do refleksji nad przemijającym życiem i do podjęcia – dlaczego nie? – decyzji o zmianie postępowania. W tym wszystkim miało pomóc rozważanie męki Pańskiej ze spojrzeniem na anioły z jej atrybutami i odnośnymi zdaniami biblijnymi wyrytymi w języku łacińskim. Most św. Anioła został ozdobiony i mógł służyć pielgrzymom licznie przybywającym na Rok Święty 1675. 

Bernini wykonał osobiście tylko dwie rzeźby: aniołów z koroną cierniową i z tabliczką INRI. Podobały się one tak bardzo Klemensowi IX, że nie chciał ich zostawić pod gołym niebem. Podobno też niektórzy z rodziny papieża pragnęli mieć te dzieła w swojej rezydencji, co nie podobało się genialnemu artyście. Poprosił więc swoich uczniów, aby wykonali ich wierne kopie, a oryginały zatrzymał w pracowni. Dopiero po jego śmierci spadkobiercy przekazali figury do Kościoła Sant’Andrea delle Fratte. Pozostałe osiem zostało wykonanych przez uczniów i współpracowników Berniniego.

Tajemniczym głosem

Wspomniany kościół znajduje się w innej części Rzymu, niedaleko Piazza di Spagna. Elegancka klasycystyczna fasada została ukończona w 1826 r., a sama świątynia i jej wnętrze, zaprojektowane przez Borrominiego, mają charakter barokowy. Wewnątrz, po dwóch stronach głównego ołtarza, nieco wysunięte do przodu, znajdują się dwa oryginalne posągi dłuta Berniniego, które miały stanąć na Moście św. Anioła. Oba pozostały w domu artysty, położonym niemal naprzeciwko kościoła, aż do lat 30. XVIII w. Dom Berniniego, wciąż zamieszkany przez jego potomków, oznaczono tablicą pamiątkową, a nazwisko rodziny widnieje do dziś na domofonie. 

Kunszt tych dzieł jest oczywisty. Uwagę przyciągają przede wszystkim twarze aniołów i skrzydła, wyglądające jak prawdziwe. Chmury, po których stąpają aniołowie, wydają się pozbawione ciężaru, mimo że zostały wykute w marmurze. A cóż powiedzieć o szatach anielskich? W opisie „technicznym” rzeźb czytamy, że loki aniołów świadczą o mistrzowskim opanowaniu techniki wiercenia, podczas gdy partie o bardziej surowej fakturze dowodzą biegłości w posługiwaniu się dłutem zębatym. Trudno oderwać wzrok od tych dostojnych postaci, przemawiających do nas w ciszy bardzo tajemniczym głosem… 

Do kościoła warto wstąpić także z uwagi na polonika. Z tą świątynią był związany św. Maksymilian Kolbe, studiujący w Rzymie i zamieszkujący kolegium Braci Mniejszych Konwentualnych San Teodoro. Kiedyś otrzymał zaproszenie, aby wygłosić w Sant’Andrea delle Fratte medytację w dniu 75. rocznicy objawienia się Matki Bożej, jakie miało miejsce w tym kościele. Przyszły męczennik poczuł się z nim związany i 28 kwietnia 1918 r., przed ołtarzem Niepokalanej, odprawił swoją Mszę prymicyjną. Jego popiersie z informacją o tym wydarzeniu widzimy po prawej stronie bocznego ołtarza. 

W świątyni też spoczywa polski malarz rodzajowy Tadeusz Kuntze. Młodość spędził w Krakowie, poznał tam bp. Andrzeja Załuskiego, który dostrzegł talent młodego człowieka i wysłał go do Rzymu. Kuntze pozostawił po sobie wiele dzieł, zarówno na płótnach, jak i ścianach w Wiecznym Mieście i okolicy. 

Wzniosłe stworzenia

Wróćmy jednak do aniołów, udając się tym razem do Muzeum Kapitolińskiego, aby obejrzeć wystawę czasową „Aniołowie: posłańcy, opiekunowie i wędrowcy – wzniosłe stworzenia od starożytności po współczesność”. W jej katalogu czytamy, że anioły są obecne w historii sztuki, nigdy z niej nie znikając, choć zmieniając się wraz z kolejnymi epokami, myślą teologiczną i zbiorową wyobraźnią. Są zwiastunami boskiej chwały w średniowieczu, opiekunami w nowożytnej pobożności, a w sztuce współczesnej zaznaczają obecność o charakterze duchowym, często niepokojąc tych, którzy się im przyglądają. 

Przechodzę koło „Anioła zwiastującego” Carla Dolciego, malarza związanego z Florencją. Twarz pięknej dziewczyny, rozpuszczone włosy, lilia w dłoni. To anioł o melancholijnym spojrzeniu, zamyślony, wpatrzony w kwiat o tym samym kolorze, co jego skrzydło przypominające chmurę. Równie piękny, choć zupełnie inny, jest „Anioł stróż” namalowany przez Giovanniego Antonia Galliego, zwanego Lo Spadarino, tworzącego w Rzymie w XVII w. Jawi się jako istota boskiej chwały, ale i towarzysz podróży, czuwający nad bezpieczeństwem chłopca. 

Nie można przejść obojętnie obok „Magdaleny” autorstwa Lorenza Pasinelliego, artysty działającego w Bolonii w XVII w. Prawa jej ręka spoczywa na czaszce, co ma sugerować kontemplację nad przemijaniem życia i nieuchronną śmiercią. Również wzrok Magdaleny jest utkwiony w czaszkę; kobieta sprawia wrażenie nieobecnej. Scenie przygląda się dyskretnie anioł. 

Wychodząc z wystawy, czytam umieszczone na ścianie zdanie Wima Wendersa, przenoszące nas do dzisiaj, ale przecież określające misję ponadczasową tych boskich stworzeń: „Aniołami naszych czasów są wszyscy ci, którzy troszczą się o innych, zanim pomyślą o sobie”. 

«« | « | 1 | » | »»
Wiara_wesprzyj_750x300_2019.jpg

Archiwum informacji

niedz. pon. wt. śr. czw. pt. sob.
30 31 1 2 3 4 5
6 7 8 9 10 11 12
13 14 15 16 17 18 19
20 21 22 23 24 25 26
27 28 29 30 1 2 3
4 5 6 7 8 9 10