Bywają dzieła budzące kontrowersje i prowokujące dyskusje. W każdym czasie.
Zasada nie dotyczy wyłącznie przestrzeni sakralnej. Także wielu obrazów, rzeźb, muzyki, prezentowanych w przestrzeni świeckiej. A że rzadko spotkać można dzieło przyjęte przez całe społeczności, rodzi się pytanie, zwłaszcza w grupie osób nie mających wyrobionego zdania, kto ma rację: kontestujący czy zachwyceni.
Sięgnijmy zatem do klasycznych definicji. Czym jest piękno? Pulchrum est quod visum placet – pięknym jest to, co ujrzane, wzbudza upodobanie. Nietrudno zauważyć, ze w definicji Akwinaty brak wskazówek, pozwalających tworzyć kanony tego, co piękne lub brzydkie. Odwołujący się do rozumu filozof, pisząc o kategorii piękna, otwiera drogę do subiektywizmu. Przecież nie wszystko u wszystkich wzbudza upodobanie.
Od definicji Tomasza już tylko krok do łacińskiego przysłowia: de gustibus non disputandum est – o gustach się nie dyskutuje. Tu ciekawostka. Choć wielu wskazuje na starożytne, łacińskie korzenie przysłowia, bardziej prawdopodobne jest jego siedemnastowieczne pochodzenie.
Skoro w siedemnastym wieku wylądowaliśmy, przywołajmy kolejną ciekawostkę. Kim był partacz? „Człowiek pracujący źle, niedbale, niestarannie” – tyle Słownik języka polskiego. Niekonieczne – powie historyk sztuki. W dość odległej przeszłości, na ziemiach polskich, tak nazywano rzemieślnika bądź innego twórcę, nienależącego do cechu. Ktoś mógł wykonywać na przykład wysokiej klasy organy, ale ponieważ nie był związany z cechem organmistrzów (czyli związku rzemieślników, parających się tworzeniem organów), nazywany był partaczem, a jego dzieło spartaczonym. Prawdopodobnie dziełem takiego partacza jest wykonany metodą trybowania (czyli wybijania specjalnymi młoteczkami negatywu obrazu na blasze) srebrny ołtarz, znajdujący się w kaplicy Najświętszego Sakramentu katedry włocławskiej. Spartaczone arcydzieło? – pytamy z przymrużeniem oka.
Wracając do subiektywnej oceny… Mam w pamięci nieco humorystyczną scenę z czasu swojej młodości. Mój proboszcz, historyk sztuki i diecezjalny konserwator zabytków, wybierał się do jednej z okolicznych parafii. Zapytany dokąd wymienił nazwę miejscowości i dodał: mają na ścianie świątyni robić mozaikę; jadę przekonać ich, by zrezygnowali. Zażartowałem: niech ksiądz prałat tego nie robi, bo w przyszłości może okazać się cudowną. Nie będzie – odparł, mrugając okiem – gdyż zlecono ją kiepskiemu artyście.
Brak jednoznacznych kryteriów i wynikający z definicji subiektywizm sprawiają, że trudno wyznaczyć jednoznacznie granicę między tak zwaną wielką sztuką a zwykłym kiczem. Dla historyka sztuki bądź jej krytyka wołającą o pomstę do nieba będzie próba ustawiania na tym samym poziomie Rafaela z ulicznym twórcą wyśmiewanej Ledy z łabędziem (choć podobno pierwowzór obrazu wyszedł spod pędzla Leonarda da Vinci, później zaginął), ale dla odbiorcy mającego niezbyt wysublimowane gusta (z punktu widzenia historyka i krytyka oczywiście) nabyta gdzieś na jarmarku Leda może być budzącym zachwyt arcydziełem i nikt nie może o to mieć do niego pretensji.
Czytelnik z pewnością zdążył się domyśleć, że powyższe refleksje pisane są na marginesie głośnego wydarzenia, jakim było poświęcenie figury Matki Bożej w Konotopiu (nie Konotopie, jak chcieli niektórzy). Tu koniecznie trzeba zrobić małą, historyczną uwagę. Otóż Roman Karkosik, swoją darowizną, nie stworzył nowego miejsca kultu, a lokalizacja nie była przypadkowa. Leżąca przy drodze krajowej numer 10 wioska od stuleci jest miejscem pielgrzymek i kultu Matki Bożej Bolesnej. Na stronie parafii Kikół, na terenie której leży sanktuarium, czytamy: „Figura Matki Boskiej Bolesnej – cudowna i łaskami słynąca w Konotopiu, jest przedmiotem kultu i pielgrzymek od niepamiętnych czasów, oraz, coraz hardziej rozwijającego się nabożeństwa do Matki Boskiej Bolesnej nie tylko ludności miejscowej ,ale i sąsiednich parafii, z okolic Włocławka, Czernikowa i częściowo parafii z diecezji płockiej. Matka Boska jest w pozycji siedzącej, w koronie na głowie, z Panem Jezusem na łonie zdjętym z krzyża i też w koronie. Figura ta jest niewiadomego pochodzenia, a nieproporcjonalne postacie Matki Boskiej i Pana Jezusa świadczą o tym, że rzeźba ta jest dziełem ludowego rzeźbiarza. W 1855 r., -znajdowała się najpierw w małej kapliczce oszklonej, przybitej do przydrożnego drzewa. W tym samym roku właściciel majątku Konotopie Szmakfefer – Ewangelik, poruszony wydarzeniem z jego córką – buduje przydrożną kapliczkę murowaną w tym miejscu, gdzie tradycja wskazywała miejsce szczególnych łask Matki Boskiej Bolesnej i umieszcza tam cudowną Figurę Matki Boskiej Bolesnej. Na blasze wycina rok 1855. Blacha ta z datą 1855 rok umieszczona była w fundamencie kaplicy zbudowanej w 1948 roku. A zatem należy przypuszczać, że Figura Matki Boskiej Bolesnej w Konotopiu i Jej miejsce łaskami słynące, było szeroko znane dla wiernych okolicy już na długo przed rokiem 1855”.
Nieproporcjonalne postacie Matki Boskiej i Pana Jezusa, obok betonoza, czy jak chcą inni najwyższa figura w Europie, od stuleci miejsce pielgrzymkowe, wysyp łask i pobożność ludowa… Po raz kolejny chciałoby się zapytać z przymrużeniem oka: wszystko razem wzięte dziełem artysty partacza? A może jest tak: Ewangelik buduje kaplicę dla Matki Bożej, Karkosik figurę, reszta dziełem Artysty niekoniecznie liczącego się z gustami, upodobaniami i kanonami sztuki.
aktualna ocena | |
głosujących | |
Ocena |
bardzo słabe |
słabe |
średnie |
dobre |
super |