Władza jest służbą – mówił Jezus. Traktujemy to na serio?
Z cyklu (in spe) „Nieoczywistości”
W wyrosłym na ideałach chrześcijańskich naszym kręgu kulturowym zwykło się przypominać, że władza jest służbą. Społeczeństwu, państwu, Kościołowi. Bo tak uczył Chrystus. W Kościele przypominamy na przykład gest Jezusa, który w noc przed swoją męką w Wieczerniku zrobił coś, co zwykle robił sługa: umył swoim uczniom nogi. Mówiąc o różnych funkcjach, też używamy słowa posługa, posługiwanie. Biskupa, proboszcza, katechety, nadzwyczajnego szafarza Komunii świętej, pracownika Caritas... Nie inaczej w sprawach świeckich: mówimy np. o służbach, czyli tych, którzy służą. Służbie zdrowia, straży pożarnej, policji, wojsku i paru innych. Tych, którzy z woli wybranych przez nas przedstawicieli stanęli u steru władzy nazywamy ministrami. Czyli – z łacińskiego – sługami, pomocnikami. A stojącego nad nimi Pierwszym Ministrem, premierem. Jak to jednak konkretnie jest? Komu albo czemu służy władza konkretnego człowieka? To bardzo ważne pytanie. Rzetelna odpowiedź nieraz może zawstydzić. Patologii w tej dziedzinie sporo. Przyjrzyjmy się, pobieżnie, niektórym z nich.
Dzieci mają różne marzenia. Jeden chce być strażakiem, inny youtuberem, inna nauczycielką czy lekarzem. Dorośli też podobne miewają. Realniej już wybierają wśród możliwości wykonywania różnych zawodów. Lepiej znają swoje możliwości, lepiej swoje mankamenty. Za to częściej chyba niż u dzieci pojawia się u nich marzenie, by rządzić. Choćby w niewielkiej skali, ale móc powiedzieć komuś „zrób to, zrób tamto” i móc to wyegzekwować. Psychologom zostawmy dociekanie, co leży u podstaw takich marzeń. Trudno jednak nie zauważyć, że takie podejście do władzy bywa przerażająco destrukcyjne. W skali firmy czy urzędu będzie skłaniało do rozgrywania współpracowników, nie wykluczając przy tym środków głęboko niemoralnych, jak oszczerstwo. Nie tylko, by władzę zdobyć, ale by też ją utrzymać. W tym drugim przyda się też zasada „dziel i rządź”. Napuścić jednego przeciw drugiemu, a potem samemu odegrać role arbitra...
Te same mechanizmy działają, gdy chodzi o władzy na większą skalę. Także gdy będzie chodziło o władzę nad narodami... Wystarczy spojrzeć na to, jak wygląda życie w krajach, gdzie panuje dyktatura: w Korei Północnej, w Nikaragui. Nic się nie liczy: ważne, że ja mam władzę. Gdy pragnienie władzy dla władzy pojawia się w Kościele... Metody te same.
Rzadko chyba jednak zdajemy sobie sprawę, że nie tylko te związane z pragnieniem władzy działania mogą być działaniami niemoralnymi. W świetle Ewangelii niepokojące jest już samo to, że człowiek pragnie władzy (głównie) po to, żeby ją mieć. Jezus powiedział, w kontekście prośby Jakuba i Jana (albo też, w innej wersji, ich matki), by mogli zasiadać po Jego prawej i lewej stronie (czyli być jego przybocznymi, jego zastępcami)
Wiecie, że ci, którzy uchodzą za władców narodów, uciskają je, a ich wielcy dają im odczuć swą władzę. Nie tak będzie między wami. Lecz kto by między wami chciał się stać wielkim, niech będzie sługą waszym. A kto by chciał być pierwszym między wami, niech będzie niewolnikiem wszystkich. Bo i Syn Człowieczy nie przyszedł, aby Mu służono, lecz żeby służyć i dać swoje życie na okup za wielu (Mk 10,42-45).
Własna firma? To niepewne i za dużo roboty. Lepsze możliwości daje polityka – powiedział kiedyś pewien młody biznesmen, sparzywszy się na swoich pierwszych biznesowych poczynaniach. Większe pieniądze i bez większego ryzyka. Faktycznie, wiedza jaka wiąże się z byciem politykiem (na szczeblu samorządowym też) może ułatwiać zdobycie wielkich pieniędzy. Uczciwie? Nieuczciwie? Sęk w tym, że nikomu niczego nie trzeba kraść. Wystarczy wykorzystywać wiedzę, układy, wystarczy stawiać odpowiednie warunki tym, których dopuszcza się do podziału publicznego tortu. I łatwo sobie wytłumaczyć: nie robię nic złego. Ustawiony przetarg? Ale komu to szkodzi? Niekompetentny pociotek na stanowisku? Nauczy się. Wymuszanie łapówek? Przecież chcącym (mieć stanowisko, wygrać przetarg itd. itp.) nie dzieje się krzywda.
A jednak... Można by w tym miejscu przytaczać różne fragmenty wypowiedzi Jezusa albo sięgnąć do proroctwa Izajasza o panoszącym się zarządcy pałacu Dawida, Szebnie. Ale przytoczmy pewną scenę. Z domu Marty, Marii i wskrzeszonego przez Jezusa Łazarza.
Na sześć dni przed Paschą Jezus przybył do Betanii, gdzie mieszkał Łazarz, którego Jezus wskrzesił z martwych. Urządzono tam dla Niego ucztę. Marta posługiwała, a Łazarz był jednym z zasiadających z Nim przy stole. Maria zaś wzięła funt szlachetnego i drogocennego olejku nardowego i namaściła Jezusowi nogi, a włosami swymi je otarła. A dom napełnił się wonią olejku. Na to rzekł Judasz Iskariota, jeden z uczniów Jego, ten, który miał Go wydać: «Czemu to nie sprzedano tego olejku za trzysta denarów i nie rozdano ich ubogim?» Powiedział zaś to nie dlatego, jakoby dbał o biednych, ale ponieważ był złodziejem, i mając trzos wykradał to, co składano. Na to Jezus powiedział: «Zostaw ją! Przechowała to, aby [Mnie namaścić] na dzień mojego pogrzebu. Bo ubogich zawsze macie u siebie, ale Mnie nie zawsze macie».
Wspólne, a więc co szkodzi, że trochę wezmę też dla siebie? Tak myślał Judasz. Tak myśli wielu, którzy wykorzystują władze dla zysku. Swojego i swoich pociotków...
Władza, która chce się przypodobać
Władca absolutny oczywiście nikomu przypodobać się nie musi. Ale jego dworzanie... Jemu samemu oczywiście tylko ci stojący najwyżej. Im z kolei ci, którzy są niżej. Tym którzy są niżej z kolei ci, którzy są jeszcze niżej. I tak dalej. Gorliwie wykonuję swoje obowiązki, bo są przepisy i niepisane zasady. bo jest nade mną szef z batem (bojący się tego z batem stojącego wyżej), który może być niezadowolony... Trzeba więc robić wszystko, żeby był zadowolony. I oczywiście zawsze zgodnie z przepisami, regulaminami, niepisanymi zasadami, nawet jeśli są idiotyczne. Jeśli podwładny nie przestrzega regulaminu...
aktualna ocena | |
głosujących | |
Ocena |
bardzo słabe |
słabe |
średnie |
dobre |
super |