Wystarczy na chwilę zanurzyć się w świat wirtualny, by zostać zasypanym prognozami.
Jedne z nich dotyczą pogody, inne gospodarki, jeszcze inne przyszłości świata, polityki czy Kościoła. Algorytmy podpowiadają, eksperci przewidują, komentatorzy ostrzegają. Nigdy wcześniej człowiek nie miał dostępu do tak wielu przewidywań dotyczących jutra. Paradoksalnie jednak, im więcej prognoz, tym więcej niepewności.
Wśród tego gąszczu przewidywań odwiecznie powraca pytanie: kto ma rację – pesymista, optymista czy realista? Pesymista dostrzega przede wszystkim zagrożenia, optymista szuka promieni słońca nawet w najciemniejszych chmurach, a realista próbuje stąpać twardo po ziemi. Problem pojawia się wtedy, gdy własne nastawienie zaczynamy uważać za jedyny prawdziwy obraz rzeczywistości.
Święty Augustyn mawiał: „Karmię was tym, czym sam żyję”. To krótkie zdanie przypomina, że człowiek przekazuje światu to, co nosi w sercu. Jeśli żyje lękiem, będzie rozsiewał lęk. Jeśli nadzieją – będzie budził nadzieję. Ten wielki ojciec Kościoła odpowiadał także swoim współczesnym, którzy narzekali na trudne czasy: „Złe czasy? Trudne czasy? – powiadają ludzie. Żyjmy dobrze, to dobre będą i czasy. To my jesteśmy czasami: jacy jesteśmy, takie są czasy”. Choć od tych słów minęło szesnaście wieków, trudno o bardziej aktualny komentarz do współczesnych dyskusji.
Także Ewangelia nie jest zbiorem katastroficznych prognoz. Samo słowo „Ewangelia” oznacza przecież Dobrą Nowinę. Jest ona najlepszym prognostykiem dla człowieka, ponieważ nie opiera się na statystykach ani przewidywaniach ekspertów, lecz na obietnicy Boga. W Ewangelii Kościół przypomina, że Bóg nie pozostawia człowieka samemu sobie. To nie przypadek ani ślepy los mają ostatnie słowo nad ludzką historią.
Z tego względu najlepszym prognostykiem jest sam Jezus Chrystus. Nie dlatego, że przewiduje przyszłość jak analityk czy komentator wydarzeń, ale dlatego, że zna sens ludzkiego życia i prowadzi człowieka ku celowi. Chrześcijańska nadzieja nie polega na przekonaniu, że wszystko będzie łatwe. Polega na pewności, że nawet przez trudności można dojść do dobra, jeśli idzie się razem z Chrystusem.
Pięknym obrazem takiej nadziei było spotkanie 10 czerwca br. papieża Leona XIV z sześcioletnim Renzo w Barcelonie, w ramach spotkania z przedstawicielami organizacji dobroczynnych i charytatywnych. Chłopiec napisał do papieża list ze swoimi pytaniami i miał okazję odczytać go osobiście. Dziecko nie pytało o wielką politykę ani o geopolityczne prognozy. Pytało z prostotą i ufnością właściwą dziecięcemu sercu. Papież zaś poświęcił mu czas i uwagę. W świecie pełnym niepokojących przewidywań ten obraz przypomina, że przyszłość buduje się nie tylko wielkimi decyzjami, ale również spotkaniem, życzliwością i dialogiem.
Może właśnie tego najbardziej potrzeba współczesnemu człowiekowi – mniej niepokojących prognoz, a więcej Dobrej Nowiny. Mniej strachu przed jutrem, a więcej wiary, że Bóg jest obecny także w tym, co nieznane. Bo ostatecznie najlepszy prognostyk nie znajduje się w internecie ani w analizach ekspertów. Jest nim Jezus Chrystus, który w każdej epoce powtarza: „Nie lękajcie się”. A jeśli chcemy wiedzieć, jakie będą czasy, warto wrócić do Świętego Augustyna. Czasy będą takie, jacy będziemy my. To od nas zależy, czy staniemy się zwiastunami zwątpienia, czy ludźmi Dobrej Nowiny.
aktualna ocena | |
głosujących | |
Ocena |
bardzo słabe |
słabe |
średnie |
dobre |
super |
W nocie wyjaśniającej przedstawiono szczegóły tej poważnej sankcji kanonicznej.