Leon XIV: prawdy nie tyle bronić, co się nią dzielić

Czytając Magnifica humanitas, katolikom pod rozwagę.

Trzy punkty Encykliki Magnifuca humanitas papież Leon poświęcił kwestii – jak to ujęto w podtytule – nauki społecznej Kościoła jako rozeznawaniu wspólnotowemu. Brzmi może górnolotnie, ale chodzi mniej więcej o to, że świat szybko się zmienia i że aby za tymi zmianami nadążyć z dostrzeżeniem konsekwencji moralnych jakie z sobą te zmiany niosą, potrzeba czegoś więcej niż wyznaczenie stałych reguł: potrzeba rozeznania problemu i podzielenia się tymi spostrzeżeniami, prawdą o nich. Chodzi o to, by problemy zobaczyć i wskazać, jak złą sytuację naprawić. Przy okazji papież przypomina co najmniej trzy ważne dla naszego życia w Kościele sprawy. Przeczytajmy, zauważmy. Najpierw punkt 25. 

MH 25. Pojmowanie prawdy jako daru, którym należy się dzielić, a nie jako własności, do której trzeba rościć sobie prawo, wyzwala Kościół z pokusy oglądania się z tęsknotą ku formom obecności opartym na władzy. Św. Jan Paweł II wzywał, by ze szczerością spojrzeć na czasy, w których dozwalano stosowanie „w obronie prawdy metod nacechowanych nietolerancją, a nawet przemocą”, aby na nowo odnaleźć ewangeliczną drogę łagodnego głoszenia i prawdy, która się nie narzuca. W tym samym duchu przypomniałem, że Kościół „nie chce rościć sobie prawa do posiadania prawdy”, ponieważ prawda nie jest terytorium, którego należy bronić, lecz dobrem, którym należy się dzielić. Tę samą perspektywę streścił Papież Franciszek w znanych słowach, wedle których „czas przewyższa przestrzeń”: nie chodzi przede wszystkim o zajmowanie przestrzeni władzy ani o obsadzanie twierdz kulturowych, lecz o zapoczątkowywanie procesów dobra i o pozwolenie, by dojrzewały; tak prawda Ewangelii nie narzuca się z góry, ale wzrasta w czasie, pośród konkretnego splotu ludzkich losów, wspólnot i kultur. Jest to prawda, która nie lęka się różnorodności, lecz ją przyjmuje i porządkuje; która nie usuwa konfliktów, ale je przemienia; która na nowo scala to, co historia skłonna jest rozproszyć. Stąd także obraz wielościanu – figury o wielu ścianach, w których z różnych perspektyw odbija się ta sama prawda Ewangelii.

Prawda jest darem, którym należy się dzielić, a nie własnością, której należy bronić i którą należy narzucać innym; to dzielenie się prawdą ma inspirować przemianę świata, a nie do niej zmuszać. Piękne. Zauważymy w tym kontekście, że czasem w Kościele faktycznie podchodzi się do prawdy jako jakiegoś potrzebującego obrony terytorium. Wszystko, co nie jest nią w najczystszej formie, budzi oburzenie i wywołuje bicie w  wojenne bębny. Ci, którzy jej nie przyjmują, zamiast być potencjalnymi braćmi (gdy tę prawdę przyjmą) stają się wrogami. Czyli rodzi konflikty, zamiast starać się je łagodzić... A najgorsze, że owi obrońcy prawdy nieraz stawiają sprawę na zasadzie „wszystko albo nic”. Nie ma kompromisu, bo kompromis to rezygnacja z prawdy... I nie chcąc przyjąć mniejszego zła sprawiają, że triumfuje zło wielkie, radykalne. Ot, swego czasu sprawa uregulowań kwestii in vitro...

A w kolejnym punkcie? Przeczytajmy. 

MH 26. Taka postawa otwartości na prawdę – jedną, a zarazem wielorako wyrażaną – w głęboki sposób ukazuje powszechność Kościoła, który obejmuje całą rodzinę ludzką, a równocześnie żyje zanurzony w konkretnych uwarunkowaniach narodów i kultur. Sobór Watykański II przypomina, że właśnie na mocy tej katolickości „poszczególne części przynoszą innym częściom i całemu Kościołowi właściwe sobie dary”; dzięki temu Kościół jako całość i każda poszczególna wspólnota wzrastają przez wzajemną wymianę oraz wspólny wysiłek ku coraz pełniejszej komunii. Wynika stąd, że Lud Boży nie tylko złożony jest z wielu narodów, lecz także wewnątrz siebie utkany jest z różnych funkcji, powołań, kultur i tradycji, wezwanych do tego, by wzajemnie się wspierać i ubogacać. W tej perspektywie św. Paweł VI dostrzegał, że ze względu na wielką różnorodność sytuacji historycznych nie sposób realistycznie oczekiwać, by nauka społeczna Kościoła mogła zaproponować jedną odpowiedź, właściwą dla wszystkich kontekstów; dlatego zachęcał każdą wspólnotę chrześcijańską, by z jasnością spojrzenia i poczuciem odpowiedzialności odczytywała rzeczywistość własnego kraju. To płodne napięcie między powszechnością misji a zakorzenieniem lokalnym należy do samej istoty życia Kościoła: Kościół niesie horyzont całego świata, a zarazem przyjmuje pytania każdego kontekstu jako rzeczywiste miejsce, w którym Ewangelia przybiera ciało.

Tak, papież wskazuje, że różnorodność, nie narodów, ale „funkcji, powołań, kultur i tradycji” powoduje, że nauka społeczna Kościoła nie może dawać jednej, uniwersalnej odpowiedzi, ale musi odpowiadać na konkretne problemy rodzące się w konkretnych wspólnotach. Przy okazji jednak zauważmy tę podzielaną przez tego papieża  wizję Kościoła, jako jedności w różnorodności. Czy nie jest tak, że w praktyce różne wizje Kościoła, z jakimi się dziś spotykamy, nie uwzględniają tej różnorodności, a chciałyby wszystko i wszystkich wrzucić do jednego worka jedynie słusznych wizji pobożności? „Kościół otwarty”, „Kościół zamkniętej twierdzy”, „Kościół tradycyjny”, „Kościół postępowy”...  Dotyczy to także kwestii odpowiedzialności świeckich za Kościół. Nie są przecież tylko mało odpowiedzialnymi owieczkami, o które pasterze nieustannie muszą się troszczyć i wskazywać im co  jak mają robić, są w tym Kościele podmiotami. A jak w praktyce ta podmiotowość świeckich w Kościele wygląda?

Przeczytajmy też kolejny, 27 punkt tej encykliki. 

MH 27. W świetle tego, co zostało dotąd powiedziane, nauka społeczna Kościoła ukazuje się w swoim najbardziej autentycznym obliczu: nie jako podręczny zbiór zasad i norm do zastosowania, lecz jako droga wspólnotowego rozeznawania. Rodzi się ona ze spotkania odwiecznej prawdy Ewangelii z pytaniami historii, pozostaje uważna na znaki czasu; karmi się wkładem nauk, kultur i ludzkich doświadczeń. Dlatego, gdy godność braci bywa oszpecana, gdy polityka nie odpowiada na dramaty ludzkości, gdy ekonomia zwraca się przeciw człowiekowi albo nauka przekracza granice własnej metody, Kościół – wraz z innymi wyznaniami chrześcijańskimi i wyznawcami innych religii – powinien pozwolić słyszeć swój głos nie po to, by panować, lecz by służyć komunii. Tak rozumiana nauka społeczna Kościoła staje się teologią komunii w historii – miejscem, w którym Słowo, które stało się ciałem, nadal staje się dialogiem, pamięcią i proroctwem.

Odpowiedź, jaką Kościół proponuje światu jako wynik wspólnotowego rozeznawania, rodzącego się ze spotkania odwiecznej prawdy Ewangelii z pytaniami historii... Nie po to by panować, ale by pomóc znaleźć rozwiązanie. Zauważmy kiedy to potrzebne: „gdy godność braci bywa oszpecana, gdy polityka nie odpowiada na dramaty ludzkości, gdy ekonomia zwraca się przeciw człowiekowi albo nauka przekracza granice własnej metody”... W tym ostatnim chodzi zapewne o sytuacje, w których to, co technicznie wykonalne uważa się z automatu za moralnie dopuszczalne. Ot, cała gama problemów związanych z manipulacjami genetycznymi. Wcześniejsze wyraźnie jednak wskazują na potrzebę chronienia godności człowieka. Co to znaczy?  Kto zajrzy do Katechizmu Kościoła Katolickiego ten dowie się, że właśnie ze świadomości godności każdej osoby ludzkiej wypływa całe prawo moralne. To jest podstawa. Nie wykształcenie, piastowane funkcje, sława, ale fakt bycia człowiekiem: białym, czarnym, młodym, starym, w pełni sił i zniedołężniałym. W tym kontekście zauważmy znowu, jak często przyjmuje się dzisiejszym świecie, czasem także w Kościele, myślenie korporacyjne: najważniejsze jest osiągnięcie celów (niekoniecznie jest to zysk). Człowiek jest tylko narzędziem, mającym do tego celu doprowadzić. I gdy nie jest potrzebny albo może go zastąpić ktoś bardziej produktywny, można go wyrzucić. Papież zakłada, że chrześcijanie, katolicy wiedzą, że liczy się człowiek. Lektura tego punktu encykliki każe nam się jednak zastanowić, czy tak jest naprawdę. 

Prawda jako coś, co wymaga dzielenia się, nie obrony, dostrzeżenie wielości powołań w Kościele, dostrzeżenie godności każdego człowieka... Leon XIV pisze w tych punktach o tym, czym powinno być społeczne nauczania Kościoła. I zakłada, że o wymienionych wyżej sprawach katolicy wiedzą. Czy jednak wiemy, pamiętamy  naprawdę?

 

«« | « | 1 | » | »»

aktualna ocena |   |
głosujących |   |
Pobieranie.. Ocena | bardzo słabe | słabe | średnie | dobre | super |

Wiara_wesprzyj_750x300_2019.jpg

Archiwum informacji

niedz. pon. wt. śr. czw. pt. sob.
31 1 2 3 4 5 6
7 8 9 10 11 12 13
14 15 16 17 18 19 20
21 22 23 24 25 26 27
28 29 30 1 2 3 4
5 6 7 8 9 10 11