W Kamerunie papież przypomni o „najbardziej zaniedbanym” kryzysie humanitarnym na świecie, dotknie tam też ran spowodowanych przemocą islamskich dżihadystów. W Gwinei Równikowej wskaże, że nowe formy wyzysku mogą przybierać postać prawdziwego współczesnego niewolnictwa. Wskazuje na to abp José Avelino Bettencourt, który od 2023 roku jest nuncjuszem apostolskim w Kamerunie i Gwinei Równikowej. Te dwa jakże różne kraje afrykańskie znalazły się na trasie papieskiej pielgrzymki.
Papieski dyplomata podkreśla, że Kamerun, to kraj dotknięty fundamentalistyczną przemocą, walką separatystów, milionem wysiedleńców z powodu starć i „najbardziej zaniedbanym” kryzysem humanitarnym na świecie. Z kolei Gwinea Równikowa to kraj boomu naftowego, rekordowego dochodu na mieszkańca na kontynencie, ale także nierówności społecznych i niepewnych praw. Kraje te łączy wspólne wołanie o nadzieję, sprawiedliwość i pokój. A teraz także wizyta Leona XIV, który najpierw odwiedzi Kamerun, a następnie Gwineę Równikową.
Abp Bettencourt wskazuje, że Kamerun to „Afryka w miniaturze” ze względu na różnorodność krajobrazów, kultur i tradycji. Naród tego kraju jest jednak mocno zraniony. „Na północy – wyjaśnia arcybiskup – utrzymują się zagrożenia związane z grupami dżihadystycznymi, w szczególności z Boko Haram, podczas gdy w anglojęzycznych regionach północno-zachodnich i południowo-zachodnich od prawie dziesięciu lat trwa kryzys o charakterze separatystycznym. Do tego dochodzi znaczna obecność uchodźców i osób przesiedlonych. Pomimo tych trudności ludność nadal wykazuje niezwykłą gościnność i odporność, poszukując również dróg współistnienia”.
Nuncjusz apostolski przypomina, że Leon XIV to trzeci papież w Kamerunie po Janie Pawle II i Benedykcie XVI. „Nie jest przypadkiem, że postanowił udać się do Bamendy, regionu dotkniętego wojną domową, gdzie w najbliższy czwartek poprowadzi spotkanie na rzecz pokoju. Wydarzenie ma być zarówno gestem wsparcia dla ofiar walk, jak i wezwaniem do pojednania dla całego kontynentu, które angażuje również religie” – zauważa papieski dyplomata. Wyznaje, że w przeszłości często słyszał, jak „mieszkańcy Bamendy mówili, że nigdy nie wrócą do swojego miasta z powodu traumy, jaką przeżyli. Teraz nie mogą się doczekać, by zobaczyć papieża idącego ulicami swego miasta. To silny sygnał i niezwykłe przesłanie dla świata, ponieważ Leon XIV naprawdę przybywa jako odważny posłaniec pokoju”.
Nuncjusz apostolski wielokrotnie odwiedzał najbardziej zagrożone rejony Kamerunu. Jak mówi, Kościół od początku stara się być mediatorem i twórcą pojednania narodowego. „Po ponad dziewięciu latach – wskazuje – naznaczonych żałobą, ewakuacjami i pozbawieniem wielu dzieci możliwości nauki, pojawia się rosnąca gotowość do poszukiwania wspólnych rozwiązań”. Abp Bettencourt podkreśla, że konflikt w Kamerunie nie jest wojną religijną. „Tutaj chrześcijanie i muzułmanie współistnieją w atmosferze wzajemnego szacunku i współpracy. Istnieją rodziny, w których członkowie wyznają obie tradycje religijne. Do szkół katolickich uczęszczają również muzułmanie. Napięcia związane są z czynnikami zewnętrznymi, jak napływ dżihadystów z Boko Haram” – wskazuje w rozmowie z włoskim dziennikiem „Avvenire”.
Nuncjusz apostolski zauważa, że w czasie podróży papieża wybrzmi kwestia wyzysku i nierówności społecznych. Chodzi o to, że zasoby naturalne Afryki, jak chociażby ropa naftowa w Gwinei Równikowej czy wyrąb lasów w Kamerunie kontrolowane są z zagranicy, co w praktyce oznacza, że Afryka jest nadal okradana. „Leon XIV mocno podkreślił już dramat wyzysku narodów. Jednak zjawisko to nie może być sprowadzane wyłącznie do wymiaru geograficznego – podkreśla nuncjusz apostolski. – Dzisiaj przejawia się ono poprzez dynamikę, w której działają różni gracze, często międzynarodowe korporacje, czasami stosujące nieprzejrzyste metody. Są to nowe formy wyzysku, które w niektórych przypadkach mogą przybierać postać prawdziwego współczesnego niewolnictwa”.
U wielu młodych osób poczucie niezgodności płciowej ma charakter przejściowy.
Liturgię sprawowano w rzymskiej Bazylice Matki Bożej Większej.
Relacje między wyznawcami różnych religii w tym kraju mają charakter modelowy.