Nasi górą? Gdy w tle ból, łzy i śmierć trudno patrzyć na to jak na roz(g)rywkę.
Tę informację zauważyłem dopiero wczoraj. W sobotę, kiedy rozpoczęły się izraelsko-amerykańskie ataki na Iran, i kiedy to się stało, próbowałem po szalonym tygodniu w pracy nadgonić domowe zaległości i nie czytałem zbyt wiele. Wczoraj więc przeczytałem, że w leżącej nad Cieśniną Ormuz Minabie w pierwszych godzinach ataków pociski spadły na szkołę dla dziewcząt. Zginąć miało – uwaga – 165 osób. Dziewczynki, nauczyciele, rodzice. Te pierwsze w wieku 7-12 lat...
Tak, to wynik "Epickiej furii" - jak oficjalnie nazwano te działania. Ja bym się wstydził przyznawać, że moje działania to wynik furii, ale jak widać...
Nawet nie próbuję sobie wyobrazić, co muszą przeżywać bliscy tych zabitych dziewczynek.... Celowe działanie? Błąd? Nawet jeśli to drugie, to mocno obciążające tych, którzy podjęli decyzję o rozpoczęciu tej wojny. Na pewno prezydenta Donalda Trumpa i premiera Benjamina Netaniahu. Nie, nie, oni nie są niewinni. Decydując o wojnie musieli uwzględnić, że coś takiego może się wydarzyć. Podjęli to ryzyko, wkalkulowali je w swoje plany. Są więc za to co się wydarzyło odpowiedzialni. Nie słyszałem, by choć wyrazili ubolewanie. Obrzydliwe, że uznali ewentualne niewinne ofiary bombardowań za nieistotne z punktu widzenia wielkiej polityki skutki uboczne... Przecież życie każdego człowieka jest wartościowe. Niezależnie od tego, czy jest Amerykaninem, Żydem, czy Irańczykiem.
Słabo w tym kontekście brzmią zapewnienia, że chodzi o zmianę władzy w Iranie. Zwłaszcza, że zdaniem specjalistów przy samych bombardowaniach to mało realna opcja. Czy cena, jaką za to płacą zwykli obywatele Iranu naprawdę jest tego warta? Postawmy to pytanie inaczej: czy byłaby warta, gdyby chodziło o życie dzieci izraelskich albo amerykańskich? Odpowiedź znamy. Wystarczy spojrzeć na historię ostatnich dwudziestu pięciu lat... Niestety, dla realizacji swoich celów – a w ciągu ostatnich dwudziestu pięciu lat zawsze okazywało się, że niewiele z nich wychodziło – niektórzy politycy są gotowi cały region znów pogrążyć w wojnie... Tak, niech to w operacji lądowej zrobią za nas Kurdowie. Nakarmimy ich mętnymi obietnicami o wolnym Kurdystanie. Damy im broń. A potem, podobnie jak parę lat temu po wojnie z Państwem Islamskim, wypniemy się na nich i pozwolimy Turkom ich bombardować....
Paskudnie też brzmią deklaracje przywódców, jak ta, dzisiejsza, ministra obrony Izraela, Israela Kaca: "Każdy przywódca mianowany przez irański reżim terrorystyczny w celu kontynuowania i kierowania planem zniszczenia Izraela, zagrożenia Stanom Zjednoczonym i wolnemu światu oraz krajom regionu, a także represjonowania irańskiego narodu – będzie jednoznacznym celem eliminacji". Eliminacji? Będzie jednoznacznym celem do zabicia. Będzie zwierzyną, na którą urządzimy polowanie przy użyciu wszystkich najnowocześniejszych technik. Zrobimy to, bo możemy; bo mamy takie techniczne możliwości i nikt nam tego nie zabroni.... Zauważmy jeszcze inne manipulacje w tej wypowiedzi. Plan zniszczenia Izraela? Owszem, takie były. Zagrożenie dla Stanów Zjednoczonych? Pusty śmiech. Wolny świat? To ten, w którym wolnymi jakoś od lat nie mogą być Palestyńczycy. Zagrożenie dla krajów regionu? Wszystkich, z wyjątkiem Libanu, który właśnie jest przez Izrael bombardowany. Tak, Hezbollach...
Przyznaję, że z niepokojem też czytam to, co pojawia się w mediach, zwłaszcza społecznościowych. Dość często pełna satysfakcja, że udaje się dokopać reżimowi. Jakby chodziło o piłkarski mecz. Naszych – choć to w tym wypadku USA i Izrael – z jakimś mocno nielubianym przeciwnikiem. Zero refleksji, że przecież tam giną ludzie. Nie tylko urzędnicy reżimu, ale zwykli też. Właśnie jako „nieistotny efekt uboczny” zabijania tych pierwszych. No i to kompletne ignorowanie tego, o czym mówią na przykład biskupi tego rejonu świata; że zwyczajni ludzie boją się tej nowej wojny, boją się że rozleje się na cały region. Leżący daleko od Iranu Liban tez przecież znów jest w nią wciągany. Ludzie – uprzejmie uprzedzeni przez izraelskie wojsko – muszą wybierać między życiem a opuszczeniem swoich domów i przenieść się... no, w sumie nie wiadomo gdzie.... A my siedzimy bezpieczni w naszych spokojnych domach i kibicujemy: jeszcze więcej rakiet, przywalić suk... ! I czytamy, jak to ten czy ów Irańczyk jest szczęśliwy, że nareszcie na ich kraj ktoś zaczął zrzucać bomby.
Słucham Papieża, który w niedzielę wołał: „Stabilności i pokoju nie buduje się wzajemnymi groźbami ani posługując się bronią, co sieje zniszczenie, ból i śmierć, ale jedynie poprzez rozsądny, autentyczny i odpowiedzialny dialog. Wobec groźby tragedii o ogromnych rozmiarach, kieruję do zaangażowanych stron gorący apel, aby wzięły na siebie moralną odpowiedzialność za powstrzymanie spirali przemocy, zanim stanie się ona nieodwracalną przepaścią! Niech dyplomacja odzyska swoją rolę i niech będzie promowane dobro ludów, które pragną pokojowego współistnienia opartego na sprawiedliwości”. Tak, to ma sens. To patrzenie nie tylko z perspektywy interesów tego czy innego państwa, ale zwykłych ludzi...
I jako chrześcijanin tak właśnie chcę patrzyć na ten konflikt. Chcę widzieć też tych Bogu ducha winnych, którzy zostali w ten polityczny konflikt uwikłani i za ambicje przywódców płacą swoimi łzami, krwią czy nawet życiem. I mam nadzieję, że wszyscy odpowiedzialni za to, co tam się dzieje - także za śmierć tych dzieci - kiedyś za to, przynajmniej przed Bogiem, odpowiedzą. No bo ile życia zostało tym"furiatom" - jak sami to w kryptonimie operacji przyznają - którzy dziś tak łatwo decydują o życiu i śmierci innych? Ten sąd już wcześniej niż później...
aktualna ocena | |
głosujących | |
Ocena |
bardzo słabe |
słabe |
średnie |
dobre |
super |
Musimy zwracać uwagę na to, co On mówi, nie na partyjną politykę.
Każdy z nas musi rozbroić swoje serce z nienawiści, gniewu i obojętności.