Ks. Strzelczyk: asceza ma wzmacniać wolę, a nie zadawać niepotrzebny ból

Przyjrzyj się swojemu życiu, bo może coś warto poprawić.

W ascezie nie chodzi o to, żeby zadawać sobie niepotrzebny ból, ale by w zderzeniu z niewygodą wzmacniać wolę - powiedział PAP doktor teologii dogmatycznej ks. Grzegorz Strzelczyk. Dodał, że asceza zaczyna się od spojrzenia z uważnością na swoje życie i zadania sobie pytania: czy coś warto poprawić? W Kościele katolickim trwa 40-dniowy okres wielkiego postu, w którym Kościół wzywa wiernych do pokuty i zachęca do podejmowania praktyk ascetycznych.

Ks. Strzelczyk wyjaśnił, że celem podejmowania ascezy z jednej strony jest zaakcentowanie ewangelicznego radykalizmu, a z drugiej - świadome mierzenie się z trudnościami, żeby wola się wzmacniała.

- Nie chodzi więc o to, żeby zadawać sobie niepotrzebny ból, ale by w zderzeniu z głodem czy niewygodą wzmacniać wolę. To rodzaj treningu woli - ćwiczę wolę na sucho po to, by, gdy przyjdzie realna pokusa, wyjść z niej obronną ręką - stwierdził.

Zdaniem duchownego zakonnicy, którzy żyją w specyficznych warunkach, wypracowali system treningu woli, czyli właśnie praktyk ascetycznych. Ludzie świeccy żyjący w rodzinach często mają arsenał środków wzmacniających wolę wbudowany po prostu w codzienność.

Ks. Strzelczyk podkreślił, że trudno ustalić jeden uniwersalny model ascezy, który służyłby wszystkim, bo ludzie żyją w bardzo różnych kontekstach. Dlatego każdy powinien sam rozeznać, biorąc pod uwagę swoją sytuację życiową, co jest mu potrzebne do tego, by ćwiczyć wolę i swoje sumienie.

- Jeśli chcę podjąć mądrą ascezę, to najpierw powinienem samego siebie zapytać, na jakim jestem etapie życia i jak bardzo jestem obłożony obowiązkami. Bo jeżeli ktoś jest tak przemęczony, że ledwo ciągnie, to raczej nie powinien sobie dokładać ascezy, tylko po prostu odpocząć. Z kolei jeśli widzę, że mam moce przerobowe, mogę popracować nad sobą w jakimś zakresie i zainwestować w to trochę wysiłku - wtedy pozostaje pytanie, jak najlepiej zainwestować ten wysiłek? - powiedział.

Dodał, że ascezą może być rezygnacja na jakiś czas z czegoś, co jest dobre i co bardzo lubię, np. ze swojego hobby, ale może to być również zaangażowanie się w wolontariat lub poświęcenie czasu po to, by pomóc komuś, kto tego potrzebuje.

Duchowny przyznał, że dawniej praktyki ascetyczne przybierały niekiedy drastyczne formy, jak celowe zadawanie sobie bólu, co było związane z okresem w teologii, w którym panowało przekonanie, że zbawienie dokonało się głównie przez cierpienie Jezusa i w związku z tym cierpienie samo w sobie zaczęło być postrzegane jako zbawcze. Jednocześnie zastrzegł, że dzisiaj Kościół wraca do pierwotnych intuicji obecnych w chrześcijaństwie, zgodnie z którymi nie należy szukać cierpienia dla niego samego, lecz raczej wykorzystywać trudności po to, żeby one pomogły mi bardziej kochać.

- Więc jeśli podejmuję na przykład post, to nie po to, by zadawać ból, czy szkodzić mojemu ciału, ale aby wysiłek, który w ten post wkładam, dał mi zwrot w postaci wzmocnienia woli - wyjaśnił.

Zapytany, czym różni się praktykowanie postu od bycia na diecie, ks. Strzelczyk odpowiedział, że te dwie kwestie różni przede wszystkim motywacja.

- W obu przypadkach rezygnuję z jedzenia określonych produktów. Jeśli poszczę, to moim celem jest to, żebym umiał po pierwsze unikać grzechu, a po drugie - bardziej kochać. Asceza chrześcijańska z założenia ma zawsze w punkcie dojścia pytanie o miłość bliźniego. Jeśli narzucam sobie jakieś ograniczenia dietetyczne, a moim celem jest zdrowie, ładna sylwetka i szeroko pojęty własny dobrostan, wtedy pozostaję bardziej skoncentrowany na sobie - zaznaczył.

Dodał, że rezygnacja z czegoś, co jest wprost szkodliwe lub od czego jestem uzależniony, to nie asceza, tylko moralna powinność.

- Jeśli ktoś choruje na cukrzycę i z tego powodu odstawia słodycze, wtedy również nie mówimy o ascezie. To nie jest dobrowolne podjęcie umartwienia, lecz moralna powinność. Ta sama czynność może być ascezą lub nie, zależnie od kontekstu, w którym ją podejmuję - zastrzegł.

Według duchownego jedną z największych zalet wielkiego postu jest to, że kiedy się on rozpoczyna, otrzymujemy wezwanie: przyjrzyj się swojemu życiu, bo może coś warto poprawić.

- Bo przecież na początku wielkiego postu mamy wezwanie nie do ascezy, ale do nawrócenia, czyli do tego, żeby życie uczynić jeszcze bardziej wiernym Ewangelii - stwierdził. 

«« | « | 1 | » | »»
Wiara_wesprzyj_750x300_2019.jpg

Archiwum informacji

niedz. pon. wt. śr. czw. pt. sob.
1 2 3 4 5 6 7
8 9 10 11 12 13 14
15 16 17 18 19 20 21
22 23 24 25 26 27 28
29 30 31 1 2 3 4
5 6 7 8 9 10 11