Być chrześcijaninem nie od święta

Nie ma jak zielona codzienność.

Siódmy dzień stycznia. Czas początków? Ha, raczej końców. Ku końcowi zbliża się okres Bożego Narodzenia. Wczoraj definitywnie skończył się Jubileusz. „Pielgrzymi nadziei”... Brzmi pięknie. Ale czas ostatnio dość mroczny. W Polsce, w świecie... Nadzieja w takich dniach... No cóż, droga ku spełnieniu całkiem niewygórowanych wydaje się niezmiernie daleka. Bliżej zdają się być kolejne nieszczęścia: groźba pogrążenia się świata w wojnie, groźba utonięcia w odmętach ideologicznych absurdów... Ale Pan Bóg może wszystko, wiem. Te mroki to czas, kiedy trzeba zdać egzamin z wiary; pokazać ile naprawdę jest warta; trwać przy Chrystusie i nie pozwolić, by nasze serca na zło odpowiedziały tym samym. Albo choćby tylko chciały odpowiedzieć tym samym. A to trudne. Bo trzeba uważać, by próbując chronić serce dystansowaniem się, od tego co się dzieje, nie stać się tak naprawdę obojętnym na zło...

Same mroki? Jasne że nie. Cieszę się na przykład, że niebawem w liturgii na parę tygodni zagości zieloność. Bo lubię „okres zwykły”. Kiedy do niczego się nie przygotowuję, niczego nie świętuję. Mam zresztą czasem wrażenie, że za dużo się „przygotowujemy” i za dużo „świętujemy”. Ciągła mobilizacja. Czekanie na celebrację i celebrowanie. Tymczasem ważna jest codzienność. Zwyczajność, w której trzeba być chrześcijaninem. Tu i teraz. W relacjach z Bogiem, z bliskimi, w miejscu pracy... To w tej codzienności, nie „z okazji”, powinniśmy się mobilizować, by Ewangelię wcielać w życie. Kawałek po kawałku. Tak jak to wskazują czytane co niedzielę kolejne Ewangelie. Bo świętość nie ma być tylko od akcji do akcji...

Tego uczyłem się w rodzinie, tego uczyłem, między innymi na lekcjach religii, w swojej parafii. I tego uczyłem się w ruchu Światło-Życie: nie traktować swojego chrześcijaństwa jak płaszcza, który trzeba włożyć na czas pójścia do Kościoła, ale który zdejmuje się po przyjściu do domu czy do pracy. Chrześcijaninem trzeba być zawsze...

Pewnie dlatego dziwię się, że bywa inaczej. Że można się w wiarę ustroić, ba, nawet służyć Bożym sprawom, ale na co dzień mieć zupełnie niechrześcijańskie obyczaje i daleki od Ewangelii system wartości. Dziwię się, ale nie gorszę. I gdy chodzi o sprawy obyczajowe i gdy chodzi o stosunek do pieniądza i gdy w grę wchodzą ambicje i godności. Nie mnie sądzić. Moim zadaniem każdego dnia powtarzać Bogu swoje „tak”. Nie tylko gdy to wygodne, ale też gdy zdaje się prowadzić na manowce naiwności....

W niedzielę jeszcze raz przypomni mi to postać Jana Chrzciciela. Tego, który gdy przyszedł Ten, którego zapowiadał, pokornie usunął się w cień.

«« | « | 1 | » | »»

aktualna ocena |   |
głosujących |   |
Pobieranie.. Ocena | bardzo słabe | słabe | średnie | dobre | super |

Wiara_wesprzyj_750x300_2019.jpg

Archiwum informacji

niedz. pon. wt. śr. czw. pt. sob.
28 29 30 31 1 2 3
4 5 6 7 8 9 10
11 12 13 14 15 16 17
18 19 20 21 22 23 24
25 26 27 28 29 30 31
1 2 3 4 5 6 7