Koszty własne

Co my dzisiaj właściwie wiemy o sobie? O świecie wokół? Czy chcemy go jeszcze poznawać?

„Każdy na miarę swoich możliwości, na miarę swego serca” – słowami z wielkopostnego listu arcybiskupa katowickiego chciałoby się wytapetować mieszkanie, wykleić nimi tramwaje i ściany budynków. Tak żeby w końcu dotarło, żebyśmy zapamiętali – nie tylko w kontekście pomocy Ukrainie, ale w ogóle. Tak żeby ta wyobraźnia miłosierdzia stała się stylem życia, niezależnie od tego, w jakich kręgach się obracamy.

W ostatnich dniach wydaje się, że czego, jak czego – ale serca to nam nie brakuje. Ochotnego, szczodrego. Nie ma co się nad tym rozwodzić tutaj. Ale też – nie można tym sercowym dobrodziejstwem uśpić własnej czujności. Bo pytać warto – uparcie, co dzień – jakie to nasze serce właściwie ma możliwości?

Ot, sytuacje z życia wzięte, na pewno znane, jeśli mamy gdzieś wśród rodziny czy znajomych jakichkolwiek młodych. Przedstawiciele narodu, któremu teraz współczujemy, pracowali, pracują w naszym kraju: głownie w szerokiej sieci usług, za najniższe stawki, czasem dziesięć, dwanaście godzin dziennie, zmiana po zmianie. Nie tylko oni zresztą – bo i wielu młodych Polaków, często próbujących połączyć zdobycie środków na utrzymanie z dalszą nauką. Fast foody, restauracje, sklepy, magazyny… Wiem, że uczciwe pogodzenie potrzeb właścicieli, pracowników, klientów przypomina kwadraturę koła i nie da się tego polepszyć ot, tak, od ręki. Ale czy nie jest to jakieś prowizoryczne, kosztowne rozwiązywanie sytuacji na rynku pracy rękami i umysłami tych, od których będzie zależała nasza przyszłość, a którzy – jak tak dalej pójdzie – niedługo już na nic nie będą mieli siły? Konieczność zarabiania zaczyna dominować nad całym życiem, a przecież nie da się z niej wyłączyć, bo trzeba za coś żyć…

To tylko przykład czegoś (z pozoru?) nie do rozwiązania. Takich czy innych problemów, niesprawiedliwości, sytuacji, które nas poruszają (czy poruszać powinny) jest wokół bardzo wiele. Ale czy nie myli się ten, kto twierdzi, że nie mamy na to wpływu, że nie są one od nas zależne? Może na krótką metę tak: nic, tylko współczucie i bezradność, ale na dłuższą metę, w dalszej perspektywie? Czy wolno nam się godzić na własny egoizm, przymykanie oczu, nieszukanie lepszych rozwiązań tam, gdzie ich szukać trzeba? Szczególnie Wielki Post zadaje się być czasem idealnym, by te swoje osobiste i wspólne możliwości poznać, by rozeznać sytuację, zrobić bilans zysków i strat.

Co my dzisiaj właściwie wiemy o sobie? O świecie wokół? Czy zwyczajnie chcemy jeszcze ten świat poznawać? Pytać o własną tożsamość, o podstawę i skutki naszych relacji? O naukę płynącą z naszej przeszłości? Z przeszłości wspólnoty, którą tworzymy? Czasem niestawianie pytań wydaje się nie tylko wygodniejsze. Wydaje się nam zwyczajnie mądrzejsze – żyjąc tak, jakbyśmy wszystkiego byli pewni, samych siebie postrzegamy jako wierniejszych. A przecież nie o brak wątpliwości tu chodzi (ani też o ich mnożenie zresztą). Raczej o to, by być gotowym do rozstrzygania, by uczciwie poszukać odpowiedzi. I – jakbyśmy to dziś powiedzieli, w naszych lubiących konkrety czasach: znajdując odpowiedź, być gotowym, aby zapłacić.

«« | « | 1 | » | »»

aktualna ocena |   |
głosujących |   |
Pobieranie.. Ocena | bardzo słabe | słabe | średnie | dobre | super |

Reklama

Reklama

Reklama

Archiwum informacji

niedz. pon. wt. śr. czw. pt. sob.
26 27 28 29 30 1 2
3 4 5 6 7 8 9
10 11 12 13 14 15 16
17 18 19 20 21 22 23
24 25 26 27 28 29 30
31 1 2 3 4 5 6