Skośnoocy katolicy

Jeśli kraj ten kojarzy ci się jedynie z telefonami Samsung oraz samochodami Kia i Hyundai, a jego mieszkańcy z harówką 55 godzin tygodniowo i sześcio-godzinnym snem, najwyższy czas, byś zmienił zdanie. Dynamika Kościoła Korei zdumiewa…

Doskonale pamiętam pierwsze spotkanie. W ukrytym w górach Bośni i Hercegowiny Medjugorju rozpoczynał się Różaniec. Na posadzce kościoła św. Jakuba rozłożyła się kilkudziesięcioosobowa grupa Koreańczyków. Tuż po pierwszych słowach Credo jak jeden mąż padli plackiem na ziemię i zastygli bez ruchu. Koreańczycy modlili się w ten sposób przez całe dwie tajemnice! Podziwiałem ich wytrwałość i… giętkość. W pewnym momencie zastanawialiśmy się nawet, czy nie było to grupowe zasłabnięcie…

Ponieważ regularnie na naszą rubrykę „Fakty i Opinie” przygotowuję newsy o koreańskich chrześcijanach, które mogą wprawić Jana Kowalskiego w lekkie osłupienie, postanowiłem przyjrzeć się bliżej temu Kościołowi. Już same tytuły agencyjnych informacji mówią wiele: „Wiosna Kościoła Korei”, „Liczba katolików zwiększyła się w ciągu ostatnich 20 lat prawie o połowę”, „Ponad połowa koreańskich kapłanów nie przekroczyła 50. roku życia”, „Katolicy stanowią 10 procent społeczeństwa, choć jeszcze pół wieku temu był to zaledwie 1 procent”, „Niemal 20 procent koreańskich katolików to młodzi, dwudziestoletni mężczyźni”.

Skąd wziął się dynamizm tego Kościoła, w którym modli się niemal 6 mln wiernych?

Rozdarcie

O ile z otoczonego drutem kolczastym obozu jej północnej „siostry” płyną zatrważające wieści, o tyle newsy o południowokoreańskim chrześcijaństwie mogą wprawić nas w zdumienie.

Od 1999 r. liczba katolików w Korei Południowej zwiększyła się z 8,3 proc. do ponad 11 proc. – wynika z raportu Katolickiego Instytutu Duszpasterskiego. Szczyt przypadł na czas po wizycie papieża Franciszka w 2014 roku. Spotkał się wówczas z tysiącami młodych zgromadzonych na VI Azjatyckim Dniu Młodzieży i wyniósł na ołtarze 124 koreańskich męczenników. W Mszy św. beatyfikacyjnej uczestniczył aż milion wiernych. Jak symbolicznie brzmiała dewiza tej pielgrzymki, słowa z Księgi Izajasza: „Powstań, świeć!”. Czy nie takie właśnie wspólnoty będą nadawały ton Kościołowi? Czy gorliwość azjatyckich chrześcijan nie będzie wyrzutem sumienia dla rozleniwionych europejskich wyznawców Chrystusa?

„Centra uniwersalności Kościoła nie znajdują się już w Genewie, Rzymie, Atenach, Paryżu, Londynie, Nowym Jorku, ale w Kinszasie, Buenos Aires, Addis Abebie i Manili” – pisał przed laty John Mbiti, kenijski filozof i religioznawca, emerytowany profesor uniwersytetu w Bernie. I w Seulu – dodajmy.

By dotrzeć do Korei, papież musiał przebyć prawie 10 tys. kilometrów, przelecieć nad 10 państwami i spędzić w samolocie niemal 12 godzin. Po wylądowaniu w 10-milionowej stolicy, w której na co dzień w korkach stoją ponad 3 mln samochodów, a zatrudnieni na stacjach metra ludzie upychają do wagonów jak największą liczbę pasażerów, zaznaczył: „Z kraju misyjnego Korea stała się krajem misjonarzy, a Kościół nieustannie jest ubogacany przez wielu kapłanów i zakonników, których wysłaliście w świat”.

– Nasza ojczyzna jest od 66 lat podzielona politycznie, a krwawa trzyletnia wojna na początku lat pięćdziesiątych między północą a południem spowodowała pół miliona zabitych i trzy miliony sześćset tysięcy rannych – przypomniał wówczas przewodniczący episkopatu bp Peter Kang U-il. – Państwa koreańskie są wciąż gotowe do wojny. Ponad 10 mln ludzi jest oddzielonych od rodzin – dodał. Franciszek odpowiedział, że nie ma dwóch Korei, jest jedna rodzina, tylko podzielona, a pomocą w jej zjednoczeniu może być modlitwa i nadzieja.

Nie jesteśmy pępkiem świata

– Europa nie jest pępkiem świata, Jan Paweł II zapowiedział wyraźnie, że to tysiąclecie może być tysiącleciem Azji. Dziś Kościół w Azji jest jeszcze mniejszością, ale jest on nieprawdopodobnie żywotny – opowiadał mi o. Konrad Keler, wicegenerał werbistów, autor wielu książek na tematy misyjne. – Chrześcijanie w Azji przeżyli potworne prześladowania, ale przychodzi moment, znany tylko Bożej Opatrzności, gdy Kościół zaczyna się dynamicznie rozwijać. Widzimy to dziś w Korei Południowej. Jednym z pierwszych nowo ochrzczonych był Yi Sung-hun, który przyjął imię Piotr, i po powrocie do Korei w 1784 r. udzielił chrztu pierwszej grupie Koreańczyków. To był początek chrześcijaństwa. Dziś w miejscu, gdzie spotykali się pierwsi katolicy, stoi katedra Myeongdong. Świadectwo wiary prowadzące do męczeństwa przyniosło potężne owoce. To ogromny, żywy Kościół. Gdy tam byłem, przecierałem oczy ze zdumienia, widząc fenomen rozkwitu tego Kościoła. Nie mogłem uwierzyć, że istnieje kraj, w którym ludzie spontanicznie głoszą na ulicy Ewangelię. Mało tego: wielkie supermarkety mają wieżyczki kościelne wskazujące na to, że zbudowano w nich kaplice. I naprawdę nie świecą one pustkami! Są zapełnione Koreańczykami, którzy w czasie zakupów przychodzą się pomodlić. To naprawdę robi wrażenie. Byłem w Korei w czasie, gdy obchodzono urodziny Konfucjusza. Katolicy wysyłali życzenia do wspólnot konfucjańskich, w parafiach wywieszano transparenty: „Wszystkiego najlepszego!”, a oni rewanżowali się, wysyłając podobne życzenia na Boże Narodzenie. Szczery, autentyczny dialog. Chrześcijaństwo było tam przez 200 lat prześladowane, ale okazało się na tyle „prowokujące”, że wprowadziło w krwiobieg społeczny nowe wartości. Dziś ten Kościół rozkwita.

– To wyjątkowy, młody Kościół – dopowiada abp Tadeusz Wojda z Białegostoku, który przez lata pracował w Kongregacji ds. Ewangelizacji Narodów. – W 1784 r. świeccy Koreańczycy posłali swego człowieka do Chin, by został ochrzczony. Bóg zaczął od małej grupki wiernych. To fenomen wspólnoty Kościoła, która często zaczyna się od drobinki, zaczynu. Dopiero po latach przybyli tu misjonarze. Wspólnoty powstawały jak grzyby po deszczu, a dziś to jeden z najbardziej chrześcijańskich krajów Azji, po Timorze Wschodnim i Filipinach. Liczba katolików stale wzrasta: niektórzy mówią, że stanowią dziś nawet 12 proc. społeczeństwa. Każdego roku nawraca się ponad 100 tys. Koreańczyków.

Krew męczenników

Choć w ostatnich dwóch latach ta dynamika nieco osłabła, a biskupi w liście pasterskim pisali o tym, że „nadszedł czas, by ponownie rozważyć kierunek ewangelizacji narodowej”, media nie wahają się pisać o „wiośnie Kościoła”. W tym roku Kościół świętuje jubileusz 200. rocznicy urodzin św. Andrzeja Kima Tae-gŏna – pierwszego księdza katolickiego Korei. Był jednym ze 103 koreańskich męczenników beatyfikowanych przez Jana Pawła II w 1984 roku. Gdy przesłuchujący go funkcjonariusz zapytał: „Jesteś katolikiem?”, odparł bez wahania: „Tak”, wiedząc, że tymi słowami wydal na siebie wyrok śmierci. Został ścięty.

Biskupi wezwali w tym roku wiernych do aktów podobnej odwagi, zaznaczając, że ponad połowa Koreańczyków wciąż deklaruje się jako ludzie „bezreligijni”. „Pytanie, które zadał przesłuchujący św. Andrzejowi, wzywa nas do poważnej refleksji nad naszą tożsamością” – opowiada Lazarus You Heung-sik, biskup diecezji Daejeon. „Rozwój naszej wiary dzisiaj zawdzięczamy wierze świeckich i w tym sensie nasz Kościół jest wyjątkowy. Modlę się, by dzięki łasce jubileuszowego roku kapłani koreańscy znaleźli radość w kroczeniu drogą Chrystusa”.

Drobinka

Rozpoczęło się niewinnie. W 1603 r. koreański dyplomata Yi Gwang-Jeong przywiózł z Pekinu kilka książek napisanych przez Matteo Ricciego, pracującego w Chinach włoskiego misjonarza. To było ziarno, które po latach wydało owoc. Książki jezuity trafiły na podatny grunt, a katolicyzm koreański rodził się jako… rdzenny ruch świecki. Pierwszą kaplicę otwarto w 1784 r., a w Kościele Koreańczycy odnaleźli motywację do walki o niepodległość.

W 1758 r. król Yeongjo z Joseon zdelegalizował katolicyzm, uznając go za „złą praktykę”, ale po niemal 30 latach sankcje zniesiono, a do kraju zaczęli przybywać misjonarze. Wyznanie wiary w Chrystusa wymagało ogromnej odwagi. W XIX w. wymordowano kilkadziesiąt tysięcy chrześcijan (jedynie w 1866 r. zamęczono 8 tys. katolików). Jeszcze przed wybuchem II wojny chrześcijanie stanowili niecałe 2 proc. społeczeństwa, a przed dekadą już 29 proc. ludności Korei.

Trzyletnia wojna między północą a południem rozdarła nie tylko rodziny, ale i wspólnotę chrześcijan. Do 1950 r. aż dwie trzecie z nich mieszkało na północy. Ilu pozostało? Statystyki „zza muru” oparte są jedynie na przypuszczeniach…

Lata 80. XX w. nazwane zostały przez religioznawców „konwersyjnym boomem”, a liczba chrześcijan rosła tu szybciej niż w jakimkolwiek innym kraju. Po pierwszej pielgrzymce Jana Pawła II w 1984 r. Koreańczycy zaczęli masowo dokonywać konwersji na katolicyzm, a wspólnota zrzeszająca niespełna kilkaset tysięcy wiernych rozrosła się w błyskawicznym tempie do 2-milionowej społeczności. Dziś jest ich już niemal 6 mln (przy 8,6 mln protestantów).

– Myślę, że inkulturacja chrześcijaństwa w Azji dopiero się zaczyna – podsumowuje o. Jacek Norkowski, dominikanin, który przez lata był duszpasterzem mieszkających nad Wisłą Koreańczyków. – A to największy kontynent. I największe wyzwanie dla chrześcijaństwa. Czy Azja przyjmie Chrystusa? Patrząc na Koreańczyków, mam nadzieję, że tak się stanie…•

«« | « | 1 | » | »»

aktualna ocena |   |
głosujących |   |
Pobieranie.. Ocena | bardzo słabe | słabe | średnie | dobre | super |

Wiara_wesprzyj_750x300_2019.jpg

Archiwum informacji

niedz. pon. wt. śr. czw. pt. sob.
28 29 30 31 1 2 3
4 5 6 7 8 9 10
11 12 13 14 15 16 17
18 19 20 21 22 23 24
25 26 27 28 29 30 1
2 3 4 5 6 7 8