Bóg odpowiada na prawdziwe wołanie z serca...

Kładzie ręce na ludzi i odzyskują słuch, znikają nowotwory, od lat niemogący chodzić skaczą z radości. 1 września Marcin Zieliński poprowadzi modlitwę uwielbienia w praskiej katedrze.

Joanna Świerkula: Jesteś nazywany uzdrowicielem.

Marcin Zieliński: Nie jestem żadnym uzdrowicielem. Śmiejemy się z takich reakcji. Jeśli ktoś tak twierdzi, to znaczy, że nie za bardzo wie, o czym mówi, lub nie słucha tego, co jest moim przesłaniem. Święty Paweł też miał podobne doświadczenia po dokonaniu uzdrowień mocą Jezusa. Lud chciał Pawła okrzyknąć bogiem, to bardzo niebezpieczne. W takich sytuacjach zawsze odwołuję się do przykładu Maryi... Ona urodziła samego Boga. Była w świetle reflektorów, ale powiedziała: to nie o mnie chodzi i usunęła się na bok. Staram się Ją naśladować, robię swoje i uciekam. Poza tym zawsze podkreślam, że to jest łaska, w której może odnaleźć się każdy ochrzczony.

Ja nie uzdrawiam...

Jezus powiedział, idźcie i głoście, nakładajcie ręce na chorych. Wiele osób pyta mnie, czemu nigdy nie widzieli uzdrowienia. A ja odpowiadam zgodnie ze słowami Ewangelii: Czy poszedłeś głosić słowo Boże? Czy ewangelizowałeś? Czy nakładałeś ręce na chorych? Te czynności są powiązane z cudami. 99 proc. osób mówi, że nie. To jest odpowiedź, dlaczego nie widzimy znaków. Tego staram się uczyć na warsztatach. Czasem już przy pierwszej próbie modlitwy z ewangelizacją i nałożeniem rąk Bóg daje łaskę. U mnie już teraz cała rodzina należy do wspólnoty charyzmatycznej...

Też uzdrawiają mocą Jezusa?

Tak. Dla mnie to norma chrześcijańska. To obietnica dana każdemu wierzącemu.

Dlaczego kładzenie rąk jest konieczne?

Konieczne nie jest, ale jest ważne. Dlaczego? Trzeba się spytać Pana Jezusa, dlaczego tak powiedział. Ja nie wiem. Ale nie widzę dużo uzdrowień na odległość. Może mam za małą wiarę... Najwięcej dzieje się po nałożeniu rąk lub na spotkaniach, kiedy obecny jest chory i modli się z nami.

Modliłeś się za chorych cztery lata. I nic się nie działo. Nie zniechęciłeś się?

Trochę się frustrowałem, ale dalej prosiłem, wolałem. Czuję, że było to Boże marzenie włożone w moje serce. Gdy Jezus był na ziemi, większość czasu spędził na uzdrawianiu ludzi. To tylko świadczy o tym, jak to jest dla Niego ważne. Bóg dał mi kawałek swojego serca ze współczuciem dla chorych i chęcią pomagania im. Przez cztery lata nic się nie działo. Mijał rok, drugi, trzeci czwarty - i żadnych znaków. W końcu powiedziałem Panu Jezusowi: będę się dalej modlił i kładł ręce na chorych, jak będziesz chciał mi dać to, co obiecałeś, to dobrze, jak nie, to i tak będę się modlił. Parę dni później zdarzył się pierwszy cud. Byłem w mojej szkole podstawowej. Spotkałem panią woźną. Powiedziała, że z powodu bólu w plecach nie może się wyprostować i ma wyczuwalne zgrubienie na karku. Położyłem ręce i jak zwykle pomodliłem się. Nie wiem, kto był w większym szoku - ona czy ja - gdy po modlitwie ból i zgrubienie zniknęło. Powiedziała, że poczuła ogromne ciepło w miejscu, które ją bolało i wszystkie dolegliwości odeszły...

«« | « | 1 | 2 | 3 | » | »»

aktualna ocena |   |
głosujących |   |
Pobieranie.. Ocena | bardzo słabe | słabe | średnie | dobre | super |

Wiara_wesprzyj_750x300_2019.jpg

Archiwum informacji

niedz. pon. wt. śr. czw. pt. sob.
26 27 28 29 30 31 1
2 3 4 5 6 7 8
9 10 11 12 13 14 15
16 17 18 19 20 21 22
23 24 25 26 27 28 29
30 31 1 2 3 4 5