Bóg to już powiedział. Szeptem

O tym, jak przechytrzyć raka, odnaleźć swoją misję i zrobić lemoniadę z najbardziej kwaśnych cytryn, które zerwiemy w życiu, z Reginą Brett
 rozmawia 
Weronika Pomierna.

Weronika Pomierna: Jakie to uczucie transportować po raz pierwszy w życiu zwłoki do zakładu pogrzebowego?


Regina Brett: Trochę się boisz. Jechałam w nocy karawanem wymarłymi, dosłownie, ulicami. Nie wiedziałam, czego się spodziewać. Pamiętam, że to była kobieta. Ciało ważyło naprawdę sporo. W domu pogrzebowym musiałam ją umyć i odpowiednio ułożyć, zanim ciało zesztywniało. 


Czego nauczyła Cię ta praca?


Współczucia. Nauczyłam się, jak rozmawiać z ludźmi i pocieszać ich w żałobie. Że trzeba być taktownym, delikatnym i skupić się na rozmówcy. Dotykałam przecież ciał ich bliskich. Potem jako reporterka wiedziałam, jak rozmawiać z ojcem, którego syn został postrzelony. Gdyby nie ta praca, pewnie zanotowałabym pośpiesznie to, co powiedział i pobiegłabym dalej. Praca w zakładzie pogrzebowym pomogła mi pokonać lęk przed śmiercią. 


Choć Twoje książki od wielu miesięcy plasują się na listach bestsellerów, a Ty sama byłaś dwukrotnie nominowana do Nagrody Pulitzera, Twoja droga do pisania była bardzo kręta. 


Dzięki temu łatwiej mi zrozumieć ludzi, którzy mówią, że pogubili się w życiu. Sama to przerabiałam. Gdy skończyłam studia, miałam 40 lat. Najpierw chciałam studiować biologię, ale miałam kiepskie oceny z chemii. Potem próbowałam m.in. botaniki, ochrony środowiska i anglistyki. Aż 6 razy zmieniałam kierunek, bo ciągle czułam, że to nie to. Gdy miałam 21 lat, zaszłam w ciążę. Musiałam przerwać studia i znaleźć pracę, żeby zarobić na czynsz. Pracowałam w zespole ratownictwa medycznego jako kasjerka i sekretarka. Nie cierpiałam pisania na maszynie. W tamtych czasach, jeśli zrobiłaś literówkę w ostatniej linijce, musiałaś zaczynać stronę od początku. Słabo zarabiałam. Chciałam, żeby moja córka miała lepsze życie. Modliłam się i pytałam Boga, co powinnam zrobić. Zawsze chciałam pisać, ale bałam się tego. Zakopałam swoje talenty, zamiast je wykorzystywać. Gdy moja córka miała 6 lat, zapisałam się na kurs pisarski. To był strzał w dziesiątkę. Potwierdziły to świetne oceny. Zbyt często czekamy i czekamy, jakby plan na nasze życie miał się rozwinąć u naszych stóp niczym czerwony dywan.


Ty przestałaś czekać i zrobiłaś pierwszy krok.


Możesz mieć wiarę w Boga, ale musisz poprzeć ją działaniem. Dziecko nie umie od razu biegać. Najpierw stawia pierwszy krok, potem kolejne. Gdy skończyłam kurs, zapisałam się na następny. Nieraz słyszałam, że moje teksty są słabe, że miną lata, zanim osiągnę odpowiedni poziom. O ile w ogóle to nastąpi. Trzymałam się zasady mówiącej, że pisarzem jest ten, kto pisze. Zatem jeśli chcesz być pisarzem, to pisz! Michał Anioł zostawił swojemu uczniowi notatkę, w której napisał: Rysuj, Antonio, rysuj i nie trać czasu! Myślę, że tak bardzo boimy się porażki, że nie mamy odwagi spróbować. Siedzimy i narzekamy. Ja też się boję, ale mówię sobie: „OK, przeraża mnie to, ale i tak to zrobię. Może nie wyjdzie mi, ale przynajmniej spróbuję”. Czasem, gdy piszę, pojawiają się myśli: „A co, jeśli to nie będzie wystarczająco dobre?”. A potem stwierdzam: „Po prostu pisz!”. Pozwalam sobie na potencjalną porażkę. 


Mówisz, że w głębi duszy wiemy, co chcemy robić. Musimy przyjrzeć się sobie i poszukać duchowej interpretacji naszego życia. 


Bóg już zdradził każdemu z nas rozwiązanie tej zagadki, tylko szeptem. Trzeba się wsłuchać. Gdy chodziłam do szkoły katolickiej, słowo „powołanie” kojarzyło mi się tylko z księżmi i zakonnikami. Każdy ma swoją misję do wypełnienia, nie tylko Matka Teresa lub Gandhi. Ludzie myślą, że celem pracy jest zarabianie pieniędzy. Dla mnie praca to misja, którą powierzył mi Bóg. Nie ma dwóch takich samych ludzi i takich samych ścieżek. Pracując jako dziennikarka, nie martwię się konkurencją i już nie zazdroszczę kolegom świetnych tekstów. Wiem, że Bóg dał mi talent. Mam pisać tak, jak potrafi pisać Regina, a nie kopiować innych. Bóg nie chce, żebym była drugą Matką Teresą. Mam być sobą. Najlepszą wersją siebie. Wierzę, że wszyscy potrafimy wzbić się do góry.


Łatwo Ci mówić, pochodzisz z Ohio. To tam bracia Wright budowali samoloty, a Neil Armstrong, pierwszy człowiek, który postawił stopę na Księżycu, uczył się raczkować.


W Ohio żartujemy, że dla nas nie istnieje słowo „niemożliwe”. (śmiech) Wielu ludzi wątpi w swoją wartość. Skoro Bóg nas stworzył, to znaczy, że naprawdę jesteśmy wystarczająco dobrzy. Nawet jeżeli ktoś wykonuje pracę, której nie lubi, ma szansę na odnalezienie swojej misji. 


«« | « | 1 | 2 | » | »»

TAGI| KOŚCIÓŁ

aktualna ocena |   |
głosujących |   |
Pobieranie.. Ocena | bardzo słabe | słabe | średnie | dobre | super |

Wiara_wesprzyj_750x300_2019.jpg

Archiwum informacji

niedz. pon. wt. śr. czw. pt. sob.
1 2 3 4 5 6 7
8 9 10 11 12 13 14
15 16 17 18 19 20 21
22 23 24 25 26 27 28
29 30 31 1 2 3 4
5 6 7 8 9 10 11