Księża, świeccy... A diakoni?

custos

publikacja 18.04.2007 20:36

Zasadniczym problemem jest to, że we wszystkich próbach stajemy wobec tego, że cały wysiłek duszpasterski skierowany jest do tych którzy do Kościoła przyjdą

Ks. Abp Gądecki skierował do członków Akcji Katolickiej podczas sympozjum z okazji X lecia jej reaktywowania w Archidiecezji Poznańskiej takie słowa :cyt: „Zadaniem ludzi świeckich nie jest klerykalizowanie się, czyli zastępowanie duchownych i przejmowanie ich roli. Zadaniem świeckich w Kościele jest uświęcanie świata, czyli przenikanie świata duchem Ewangelii”. Notatka KAI nie precyzuje i nie rozwija wątku o zastępowaniu przez świeckich księży. Wydaje się, że w Polsce nie było takich przypadków, chociaż na Zachodzie ponoć się zdarzały. Traktowano to zawsze jako nadużycia, które m.in. były powodem powstania instruk­cji Redemptionis Sacramentum. Można tylko przypuszczać jakie obszary działania miał ks. Abp na myśli, jednak trudno dyskutować z domysłami. Jednym z nich jest np. aktywny udział w liturgii Mszy św. wypełniając funkcję lektora lub szafarza nadzwyczajnego Komunii św. Podczas promocji tych ostatnich Ks. Abp Gądecki powiedział m.in. „Każdy wierny w Kościele Chrystusowym ma swoją rolę, często przez lata nie poznaną. Szafarze są w tym do­brym położeniu, iż znają ją doskonale. Szafarz nadzwyczajny Eucharystii to nie człowiek urodzony z aureolą, ale – jak każdy z nas – dopiero dążący do świętości. W swoim życiu często natrafia na niezrozumiałość i obelgi, nawet w najbliższym otoczeniu... Posługa szafa­rza to jedynie uzupełnienie pracy kapłańskiej, to funkcja wprawdzie zaszczytna, ale przede wszystkim pomocnicza. Rola szafarzy i ich działalność – według ks. Arcybiskupa – jest ze wszech miar potrzebna Kościołowi, a dopiero czas i rozwój formacyjny pozostałych wiernych pozwoli ją właściwie docenić”. Funkcje liturgiczne wypełniane przez świeckich w granicach prawa są obowiązkiem dla tych, którzy są o to poproszeni i żadną miarą nie można tego na­zwać klerykalizacją lub zastępowaniem księży przez świeckich.

Innym miejscem współpracy ze świeckimi są rady parafialne i rady duszpasterskie lub komisje chary­tatywne. I tu też spotykamy się z okolicznościami różnicy zdań między świeckimi a duchow­nymi, często wynikającej z tego, że świeccy mają znacznie większe doświadczenie od księży w niektórych „cywilnych” sprawach i byłoby pożytecznym, żeby zdanie świeckiego było wy­słuchane i przyjęte. Niestety często tak nie jest i traktowane bywa jako próba zastępowania księdza na „jego podwórku”. Papież Benedykt XVI przypomniał księżom, że : „Wierni oczekują od kapłanów tylko jednego, aby byli specjalistami od spotkania człowieka z Bogiem. Nie wymaga się od księdza, by był ekspertem w sprawach ekonomii, budownictwa czy po­lityki.”. Nie od rzeczy będzie przypomnieć, że wszelkiego rodzaju rady, komisje są jedynie organami doradczymi, że na czele każdej z nich stoi proboszcz na mocy KPK. Przez to zabezpieczone ma ostatnie słowo w danej sprawie, jeżeli jednak to samo prawo zaleca po­wołanie organów doradczych spośród świeckich, to chyba nie po to, żeby pozorować wpływ świeckich na decyzje proboszcza.

Inną dziedziną jest duszpasterstwo rodzin . Ks. ABp Gądecki mówi : Za główne zadanie stojące przed członkami Akcji Katolickiej w archidiecezji poznańskiej arcybiskup Gądecki uznał zaangażowanie się w katechezę dorosłych, którzy – jak podkreślił - „zamiast być wy­chowawcami dzieci i młodzieży, stają się sami zbłąkanymi owcami i nie bardzo wiedzą, co mają ze sobą zrobić”. Myślę, że dotyczy to nie tylko członków AK, ale wszystkich świeckich. Problem katechezy dorosłych, to nie tylko to, komu się będzie je głosić, ale i kto będzie gło­sił. Mamy tysiące wykształconych teologów, którzy niejednokrotnie są bezrobotni, bo maleje liczba dzieci i klas w szkołach.

Trwa dyskusja na temat modelu lub modeli duszpasterstwa. I dobrze, bo chyba nie ma jednego uniwersalnego modelu. Jednak zasadniczym problemem jest to, że we wszystkich próbach stajemy wobec tego, że cały wysiłek duszpasterski skierowany jest do tych którzy do Kościoła przyjdą. Ostatnie statystyki pokazują, że dotyczy od 30-50 % wiernych. A deklaruje się ponad 90% ochrzczonych. Wszystkie kazania np. o nadużywaniu alkoholu wysłuchują Bogu ducha winne żony alkoholików, jakby nie miały dosyć tego problemu w swoich rodzi­nach. Dlatego wezwanie do aktywności świeckich powinno być skierowane ku tym, którzy po solidnym przygotowaniu, powinni wyjść do tych, którzy do Kościoła, przynajmniej na ra­zie, nie przyjdą, na tzw. "obrzeża". Kościół ma dla tych świeckich instytucjonalną pomoc w osobach diakonów stałych, którzy podobnie jak świeccy żyją w swoich środowiskach pracy i zamiesz­kania.

Oni mogą być tą ewangeliczną solą, która zachowa od zepsucia. Jednocześnie mogą sta­nowić oparcie w zakresie teologii i duszpasterstwa. Będąc w samym centrum życia parafii są przedstawicielami proboszcza i przedłużeniem jego ręki. Diakoni stali, którzy powinni zaistnieć szczególnie w dużych parafiach, posłani przez Biskupa do współpracy z probosz­czem w zakresie opieki duszpasterskiej grup szczególnie zaniedbanych i potrzebujących wsparcia. Wokół nich może ukonstytuować się grupa wolontariuszy pomocnych w wielu kon­kretnych sprawach. W ten sposób proboszcz wspomagany przez diakonów jest w stanie objąć opieką duszpasterską i charytatywną tych, których przynajmniej teraz nie zobaczy na Mszy św. , z czasem może sie to zmienić na lepsze.

Kolejnym miejscem aktywności diakonów stałych jest służba rodzinie. Mam na myśli zarówno kursy przedmałżeńskie, jak również poradnie życia rodzinnego. Pomoc w przygotowaniu do przyjęcia sakramentu chrztu i bierzmowania, katecheza w parafii poza zajęciami szkolnym itp.

Nie trzeba specjal­nie szukać w badaniach naukowych na ten temat, żeby stwierdzić, że panuje swego rodzaju analfabetyzm religijny, wystarczy obserwować teleturnieje telewizyjne i stwierdzić zakłopotanie uczestników, gdy trafi się pytanie z dziedziny wiary. Dlatego wspomniana przez Abpa Gądeckiego katecheza do­rosłych jest ze wszech miar konieczna i powinna być wpisana jak najszybciej do praktyki duszpasterskiej.

Program duszpasterski na lata 2006/2007 ma tytuł: „Przypatrzmy powołaniu naszemu”. (por. 1Kor 26 : Przeto przypatrzcie się, bracia, powołaniu waszemu! )

Zawiera on wielorakie propozycje aktywizacji świeckich w życiu Kościoła. Jednak tytułowe wezwanie sprawia, że myśl moja idzie w kierunku dotąd nieznanym, ponieważ wszyscy jeste­śmy powołani do świętości, jednak każdy wybiera swoją drogę. Wszystkie okoliczności moje­go życia jakoś tak się układały, że od wielu lat widzę wyraźnie, że moim miejscem jest słu­żba w Kościele jako diakon stały. Po pozytywnych decyzjach Konferencji Episkopatu jest to już teoretycznie możliwe, jednak nastąpiły jakieś nieznane mi zahamowania w realizacji. Mimo istnienia stron internetowych (www.powołania.wiara.pl; www.diakonat.szczecin.opoka.org.pl) o diakonacie mało się mówi, szczególnie jako o jeszcze jednym powołaniu w Kościele. Być może jest wielu, którzy o tym myślą, ale nasuwają się wątpliwości: diakon-duchowny? A więc sutan­na? Oczywiście nie! A może celibat obowiązkowy? Oczywiście nie! Święcenia diakonatu otrzymuje odpowiednio przygotowany mężczyzna żonaty za zgodą żony- tak postanowił Sobór Watykański II. Diakon stały w środowisku świeckim postrzegany jako przedstawiciel hierarchii, zaś wśród duchownych, żyjący w "świecie" ma kontakt bezpośredni z Ludem Bożym (z tego tytułu czasami nazywany "diakonem świeckim", co jest prawnie sprzeczne, jednak określa charakter miejsca diakona stałego, będącego na pograniczu miedzy światem duchownych i świeckich). W ten sposób staje się pomostem łączącym te grupy wewnątrz Kościoła. Analiza potrzeb duszpasterskich Kościoła pozwala przypuszczać, że włączenie się kolejnych pomocników w dużym stopniu pomogłoby w nowej ewangelizacji. Nie jest to oczywiście panaceum na wszystkie kłopoty. Mam nadzieję, że problem ten będzie coraz częściej obecny w rozważaniach nad zaradzeniem potrzebom duszpasterskim jako jeden z elementów poprawy sytuacji.