Orygenes

Katecheza Benedykta XVI z 25 kwietnia 2007

dodane 16.05.2008 17:43

(...) Tą droga Orygenes dochodzi przede wszystkim do skutecznego krzewienia "chrześcijańskiego odczytania" Starego Testamentu, w błyskotliwy sposób odpowiadając na wyzwanie tych heretyków - głównie gnostyków i marcjonitów - którzy przeciwstawiali sobie oba Testamenty, posuwając się aż do odrzucenia Starego.

Drodzy bracia i siostry,

w naszych rozważaniach na temat wielkich postaci wczesnego Kościoła poznamy dziś jedną z najbardziej znaczących. Orygenes z Aleksandrii jest rzeczywiście jedną z tych osobowości, które wywarły zasadniczy wpływ na cały rozwój myśli chrześcijańskiej. Przejął on dziedzictwo Klemensa Aleksandryjskiego, o którym mówiliśmy w ubiegłą środę i otworzył przed tą spuścizną przyszłość w sposób tak nowy, iż spowodował nieodwracalny przewrót w rozwoju myśli chrześcijańskiej. Był prawdziwym "nauczycielem" i tak z nostalgią i wzruszeniem wspominali go jego uczniowie: był nie tylko błyskotliwym teologiem, ale wzorowym świadkiem przekazywanej doktryny. "Uczył on" - pisze Euzebiusz z Cezarei, jego pełen entuzjazmu biograf - "że postępowanie winno dokładnie odpowiadać słowu i przede wszystkim dzięki temu, przy pomocy łaski Bożej, przywiódł wielu do naśladowania go" (Historia Kościelna 6, 3, 7).

Całemu jego życiu towarzyszyło nieustanne pragnienie męczeństwa. Miał siedemnaście lat, gdy w dziesiątym roku panowania cesarza Septymiusza Sewerusa wybuchły w Aleksandrii prześladowania chrześcijan. Jego mistrz Klemens opuścił miasto, podczas gdy ojca Orygenesa, Leonidasa, wtrącono do więzienia. Jego syn żarliwie pragnął męczeństwa, nie mógł jednak spełnić tego pragnienia. Napisał wówczas do ojca, błagając go, by nie cofnął się przed najwyższym świadectwem wiary. Kiedy zaś Leonidas został ścięty, młody Orygenes poczuł, że musi wziąć przykład z jego życia. Czterdzieści lat później, gdy nauczał w Cezarei, uczynił następujące wyznanie: "Na nic mi się nie zda, że miałem ojca męczennika, jeśli nie będę dobrze postępować i nie przyniosę zaszczytu szlachetności mego plemienia, czyli męczeństwu mego ojca i świadectwu, które uczyniło go sławnym w Chrystusie" (Hom. Ez. 4, 8). W jednej z późniejszych homilii - gdy, dzięki wyjątkowej tolerancji cesarza Filipa Araba, nie było już widoków na możliwość dania krwawego świadectwa - Orygenes zawołał: "Jeśli Bóg pozwoliłby mi obmyć się we własnej krwi, tak by otrzymać drugi chrzest przez zgodę na śmierć dla Chrystusa, odszedłbym bezpieczny z tego świata... ale błogosławieni ci, co na to zasługują" (Hom. Iud. 7, 12). Słowa te ukazują całą tęsknotę Orygenesa za chrztem krwi. W końcu to nieprzeparte pragnienie zostało, przynajmniej w części, spełnione. W roku 250, podczas prześladowań za rządów Decjusza, Orygenes został aresztowany i poddany okrutnym torturom. Wycieńczony przez doznane cierpienia zmarł kilka lat później. Nie miał jeszcze siedemdziesięciu lat.

Wspomnieliśmy o "nieodwracalnym przewrocie", jakiego Orygenes dokonał w historii teologii i myśli chrześcijańskiej. Na czym jednak polega ten "przewrót", ta nowość brzemienna w skutki? Zasadniczo polega on na oparciu teologii na wyjaśnianiu Pisma. Uprawianiem teologii było dla niego w gruncie rzeczy wyjaśnianie i rozumienie Pisma; albo moglibyśmy także powiedzieć, że jego teologia jest doskonałą symbiozą teologii i egzegezy. Prawdę mówiąc tym, co wyróżnia doktrynę Orygenesa, zdaje się być nieustanne nawoływanie do przejścia od litery do ducha Pisma, aby pogłębiać poznanie Boga. Ten tak zwany "alegoryzm", jak napisał von Balthasar, zbiega się dokładnie "z rozwojem dogmatu chrześcijańskiego, dokonanym przez nauczanie doktorów Kościoła", którzy - w taki czy inny sposób - podjęli "naukę" Orygenesa. Tym samym tradycja i nauczanie, podstawa i gwarancja poszukiwań teologicznych, osiągają formę "pisania w toku" (por. Origene: il mondo, Cristo e la Chiesa, przekład wł., Mediolan 1972, s. 43).

Możemy zatem stwierdzić, że centralnym rdzeniem ogromnego dzieła literackiego Orygenesa jest jego "trojakie odczytanie" Biblii. Zanim jednak opiszemy to "odczytanie", należy ogarnąć wzrokiem całość twórczości literackiej Aleksandryjczyka. Św. Hieronim w swym "Liście 33" wylicza 320 tytułów książek i 310 homilii Orygenesa. Niestety większa część tego dzieła przepadła, ale to niewiele, co po nim pozostało, czyni zeń najpłodniejszego autora pierwszych trzech wieków chrześcijaństwa. Wachlarz jego zainteresowań rozciąga się od egzegezy po dogmat, po filozofię, apologetykę, ascetykę i mistykę. Jest to fundamentalna i globalna wizja życia chrześcijańskiego.

Rdzeń inspirujący to dzieło stanowi, jak wspomnieliśmy, "trojakie odczytanie", prowadzone przez Orygenesa przez całe życie. W określeniu tym nawiązujemy do trzech najważniejszych sposobów - nie następujących po sobie, ale raczej częściej nakładających się na siebie - z jakimi Orygenes oddał się badaniom Pisma. Przede wszystkim czytał on Biblię z zamiarem jak najlepszego ustalenia tekstu i przygotowania najbardziej wiarygodnego wydania. Oto na przykład pierwszy krok: poznanie, co rzeczywiście jest napisane i poznanie, co zapis ten miał świadomie i pierwotnie powiedzieć. W tym celu przeprowadził poważne studium i zredagował wydanie Biblii z sześcioma równoległymi kolumnami, od lewej do prawej, z tekstem hebrajskim pisanym alfabetem hebrajskim - kontaktował się nawet z rabinami, by dobrze zrozumieć oryginalny hebrajski tekst Biblii - z kolei tekst hebrajski w transliteracji greckiej, następnie cztery różne przekłady na język grecki, które pozwalały mu na porównanie czterech odmiennych możliwości przekładu. Stąd tytuł "Heksapla" ("sześć kolumn"), przyznany temu rozległemu kompendium. To jest pierwszy punkt: poznać dokładnie, co jest napisane, tekst jako taki. Po drugie, Orygenes czytał systematycznie Biblię wraz ze swymi słynnymi Komentarzami. Przedstawiają one wiernie wyjaśnienia, jakich nauczyciel udzielał podczas lekcji, w Aleksandrii i w Cezarei. Orygenes idzie niemal wiersz po wierszu, w sposób drobiazgowy, rozległy i pogłębiony, z przypisami natury filologicznej i doktrynalnej. Pracuje on z wielką precyzją, aby dobrze wiedzieć, co zamierzali przekazać autorzy natchnieni.

Wreszcie, jeszcze przed swymi święceniami kapłańskimi, Orygenes zajmował się w wielkim stopniu przepowiadaniem Biblii, dostosowując się do bardzo zróżnicowanego audytorium. W każdym razie także w jego homiliach widać nauczyciela, w całości oddanego systematycznej interpretacji omawianej perykopy, w miarę dzielonej na kolejne wersety. Również w homiliach Orygenes korzysta z każdej okazji, by przywołać różne wymiary sensu Pisma Świętego, które pomagają bądź wyrażają drogę wzrostu w wierze: jest to znaczenie "dosłowne", skrywające jednak głębiny, których nie widać w pierwszej chwili; drugim wymiarem jest znaczenie "moralne": co winniśmy czynić, żyjąc słowem; i wreszcie sens "duchowy", to znaczy jedność Pisma, które w całej swej rozciągłości mówi o Chrystusie. To Duch Święty pozwala nam zrozumieć treść chrystologiczną, a tym samym jedność Pisma w jego różnorodności. Ciekawą rzeczą byłoby ukazanie tego.

Próbowałem nieco w swej książce "Jezus z Nazaretu" pokazać w dzisiejszej sytuacji te rozliczne wymiary Słowa, Pisma Świętego, które najpierw należy respektować właśnie w sensie historycznym. Ale ten sens porywa nas w stronę Chrystusa, w świetle Ducha Świętego, i ukazuje nam drogę, jak żyć. Mamy o tym wzmiankę na przykład w dziewiątej Homilii na temat Księgi Liczb, gdzie Orygenes porównuje Pismo do orzechów: "Taka jest nauka Prawa i Proroków w szkole Chrystusa", stwierdza kaznodzieja; "gorzka jest litera, niczym łupina; w drugiej kolejności dochodzisz do skorupy, którą jest nauka moralna; w trzeciej kolejności znajdziesz sens tajemnic, którym karmią się dusz świętych w życiu obecnym i przyszłym" (Hom. Num. 9,7).

Tą droga Orygenes dochodzi przede wszystkim do skutecznego krzewienia "chrześcijańskiego odczytania" Starego Testamentu, w błyskotliwy sposób odpowiadając na wyzwanie tych heretyków - głównie gnostyków i marcjonitów - którzy przeciwstawiali sobie oba Testamenty, posuwając się aż do odrzucenia Starego. W związku z tym, w tej samej Homilii na temat Księgi Liczb, Aleksandryjczyk stwierdza: "Ja nie nazywam Prawa «Starym Testamentem», kiedy pojmuję je w Duchu. Prawo staje się «Starym Testamentem» tylko dla tych, którzy chcą pojmować je cieleśnie", to jest poprzestając na literze tekstu. Jednakże "dla nas, którzy rozumiemy je i stosujemy w Duchu i w rozumieniu Ewangelii, Prawo jest zawsze nowe, a dwa Testamenty są dla nas jednym nowym Testamentem, nie ze względu na dane czasowe, ale z powodu nowości znaczenia... Natomiast dla grzesznika i dla tych, którzy nie przestrzegają paktu miłości, starzeją się nawet Ewangelie" (Hom. Num. 9, 4).

Zachęcam was - i na tym zakończę - do wzięcia sobie do serca nauczania tego wielkiego nauczyciela w wierze. Przypomina on nam z wewnętrznym uniesieniem, że przez modlitewną lekturę Pisma i konsekwentne zaangażowanie życia Kościół stale się odnawia i odmładza. Słowo Boże, które nigdy się nie starzeje i nie wyczerpuje, jest uprzywilejowanym środkiem do tego celu. Albowiem właśnie Słowo Boże, działające przez Ducha Świętego, prowadzi nas wciąż na nowo do całej prawdy (por. Benedykt XVI, Do uczestników międzynarodowego kongresu z okazji XL rocznicy konstytucji dogmatycznej "Dei Verbum", w: Insegnamenti, vol. I, 2005, pp. 552-553). I prośmy Pana, aby dał nam dziś myślicieli, teologów i egzegetów, którzy znajdują tę wielowymiarowość i tę nieustanną aktualność Pisma Świętego i jego nowość w dniu dzisiejszym. Prośmy, by Pan pomógł nam czytać w rozmodleniu Pismo Święte i karmić się rzeczywiście prawdziwym chlebem życia, Jego Słowem.

Tagi: